Lunar Genesis

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
kolo
Redaktor
Redaktor
Posty: 2438
Rejestracja: 2011-01-22, 10:47
Lokalizacja: Łańcut

Lunar Genesis

Post autor: kolo » 2015-05-01, 19:43

Lunar Genesis to jedna z tych nielicznych złych gier które zdołały opanować trudną sztukę bycia jednocześnie mocno wkurzającą i straszliwie nudną, dlatego też pomimo ambitnych planów ukończenia nie wiem czy podołam temu zadaniu i napisaniu później recenzji aby opisać mój heroiczną walkę z własnymi słabościami.

Może najpierw to co dobre: muzyka jest w miarę przyjemna dla ucha, nie jest to może szczytowe osiągnięcie ale nie ma co marudzić, grafika jest ładna, chwilami nawet bardzo a animacje są dość bogate. Walki odbywają się w środowisku 3D na którym umieszczone są dwuwymiarowe postaci i przeciwnicy, niestety tło się obraca aby podkręcić nieco dynamizm starcia i czasami miałem ochotę puścić pawia.
Druga fajna rzecz to dość szerokie wsparcie dla ekranu dotykowego, w sumie większość czynności można zrobić nie dotykając guziczków, czasem nawet jest tak wygodniej, niestety interfejs jest w wielu przypadkach nieprzemyślany i niepraktyczny. Druga fajna sprawa to to że uciec z walki można dmuchając w mikrofon, znacznie mniej fajne jest jednak to że można to zrobić tylko dmuchając w mikrofon.
Średni pomysł to natomiast dwa rodzaje walk, jedne dla przedmiotów i kart (można potem wykorzystać do pojedynków dla dwóch graczy, albo używać w walce) i drugie dla doświadczenia, złota w walce z potworami brak (co rozsądne), wkurza natomiast cena jaką możemy dostać za te przedmioty oraz ceny ekwipunku.
Źródłem kasy jest tutaj zazwycza wykonywanie misji jako kurier, choć nazwa jest myląca bo żaden kurier nie musi najpierw skompletować przesyłki szlachtując potworki. W sumie typowa sztuczka żeby wydłużyć grę bo zbieranie potrzebnych przedmiotów to zwykle minimum kilkanaście minut (dochodząc do godziny).
Fabularnie zrzynka z Lunar: Siver Star, dość nieudolna dodajmy ponieważ w pierwszym Lunarze fabuła pomimo swojej prostaty miała swój urok, Genesis jest uroku w zasadzie pozbawione.
To co było bardzo dobre w głównej serii Lunarów i starych Grandiach była walka, w Lunar Genesis jest tylko płacz i zgrzytanie zębów, nie dość że starcia to typowe doskakiwanie (przypominam że w pierwszym Lunarze trzeba już było do przeciwnika dobiec a dopiero potem go dziabnąć, 1992!) to jeszcze ćwoki z Game Arts zdecydowali że mentalny wysiłek wybierania przeciwnika którego dany bohater ma zaatakować mógłby gracza zabić więc wszystko jest zautomatyzowane... No ****a to jakieś kpiny są! Zostaje więc tylko walnięcie automatu i zerknięcie po kilku minutach czy wygraliśmy czy też wąchamy kwiatki od spodu. Z bossami to nie przejdzie, więc trzeba zacisnąć zęby i stukać miarowo atak i leczyć się w miarę potrzeby przeraźliwie w międzyczasie ziewając.

W sumie nie wiem czy moja ocena przechyla się bardziej w stronę "nie warto marnować czasu i pieniędzy" czy "unikać jak ognia".
Sega, Sega über alles
Obrazek

Keitaro
'normalnie deBesciak'
'normalnie deBesciak'
Posty: 756
Rejestracja: 2007-11-13, 20:22

Re: Lunar Genesis

Post autor: Keitaro » 2015-05-06, 16:43

Dla mnie Lunary to głównie fabuła i jej urok. Szacunek że udało Ci się pokonać Genesisa -> również mam taki zamiar w przyszłości (ale tylko wyłącznie by poznać fabułę). Czasami takie niszowe i słabo oceniane gry ogrywa się przyjemnie, ale Genesisa chyba spotkałem jedną pozytywną opinię na cały internet do tej pory.

Awatar użytkownika
kolo
Redaktor
Redaktor
Posty: 2438
Rejestracja: 2011-01-22, 10:47
Lokalizacja: Łańcut

Re: Lunar Genesis

Post autor: kolo » 2015-08-19, 22:14

Dobra, oficjalnie oświadczam że Lunar Genesis ze mną wygrał, a byłem blisko, przedostatni etap. Nie dam rady więcej grać w to gówno (bo inaczej nie da się tego określić). Jeśli chodzi o rozgrywkę to Lunar zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce jeśli chodzi o najgorszego jRPG w którego grałem - dotychczasowy i długo niepokonany mistrz wciąż "wygrywa" jeśli chodzi o całokształt, ale gameplay Lunara całkowicie go zdeklasował (a poprzeczka była postawiona wysoko, czy może nisko).
Recenzję napiszę (jest prawie gotowa), myślę że mam już wystarczające wejrzenie na całokształt żeby wiedzieć czego się spodziewać po tych ostatnich dwóch godzinach męki które zostały do końca gry.
Sega, Sega über alles
Obrazek

ODPOWIEDZ