Z notatnika retrozgreda - Dziennik pasjonata

Utworzono: 5 czerwca 2013
Autor: kanarekkk
Odsłon:

1060

Jestem fanem retro grania. „ Cóż za zaskakujące wyznanie” powiedzieliby złośliwi. Tak naprawdę to gracz ze mnie niedzielny, nawet długo w tym temacie się nie obracam, jednak cała otoczka towarzysząca retro graniu pochłonęła mnie na dobre w… Właściwie sam nie wiem kiedy przekroczyłem tę cienką granicę miedzy zainteresowaniem a pasją. Jak potoczyła się moja historia? Zajrzyjmy do mojego „dziennika pasjonata” może wam uda się odnaleźć, kiedy wpadłem po uszy.

 

Styczeń 2011

Późny wieczór, leżę w łóżku i znudzony oglądam TV, w którym jak zwykle nie ma nic ciekawego. Wtem dopadła mnie zaskakująca myśl. Kupię konsolę. Szybkie przemyślenia, wspomnienie dzieciństwa i wybór jest prosty. Odpalam komputer i rodzimy serwis aukcyjny. Szukam Nintendo64. Jest licytacja, nie mając zielonego pojęcia o cenach daję 60 zł. Parę dni później aukcja dobiegła końca, jestem zwycięzcą. Nabyłem swoją pierwszą konsolę z dwoma wyścigówkami i jakimiś klockami. W oczekiwaniu na paczkę dorobiłem się drugiej N64 w pięknym niebieskim kolorze z „Super Mario 64”, grą poznaną za dzieciaka na konsoli kuzynów.

Luty 2011

Ogrywając z wielkim zapałem moje fantastyczne gierki licytuję  „Mario Kart”. W ten tytuł przegrałem długie godziny, moja lepsza połówka również go zna. Z zawziętością przebijam kolejne oferty innych licytujących. W końcu za zawrotną sumę pięćdziesięciu polskich złotych tytuł jest mój. Kilka wieczorów zostało wyjętych z życiorysu z pomocą wąsatego hydraulika i reszty paczki.

Marzec 2011

Przeszukuję strych domu rodzinnego, leży tam NES z całą paką świetnych gier które dostałem od cioci zamieszkałej w Kanadzie. W końcu znalazłem też SNESa, którego mama kupiła kiedyś podczas wypraw do lumpeksów. Przychodzi zamówiona „Zelda” na N64. Podejmuję decyzję. Koniec kupowania gier na zapas, przejdę jedną, sprzedam i kupię następną.

Maj 2011

Znalazłem ciekawe forum o retro grach. Jest to bodajże Retroage.com, czy net. Zapisuję w ulubionych i zgłębiam wiedzę tam dostępną w każdej wolnej chwili. W międzyczasie podejmuję heroiczne wysiłki przejścia Zeldy i Mariana na mojej smerfnej konsolce. Po kilku dziwnych przypadkach, kiedy zaspałem do pracy wpadam na dobry pomysł  -  gram dwa dni w tygodniu.

Czerwiec 2011

Szukam gierek, które męczyłem z kuzynami w starych dobrych czasach. Znalazłem tytuł, który konkurował z „Mario Kart”. Długie poszukiwania na Allegro nie przyniosły rezultatów. W końcu decyduję się na odważną decyzję zapytania się na forum retro maniaków, gdzie pchli targ działa dość prężnie. Jeden z użytkowników miał dla mnie ofertę, dobiliśmy targu, wpłacam kasę  i pełen obaw czekam na rezultat kupowania poza serwisami aukcyjnymi. Po paru dniach, które wydały się wiekami przychodzi ładna, biała koperta. W środku starannie zapakowana gierka pod tytułem „Super Smash Bros”.

Sierpień 2011

Postanowienie o nie kupowaniu gier na zapas ulotniło się gdzieś niepostrzeżenie. Parę wizyt na pchlim targu, a także serwis aukcyjny wzbogacają mnie o nowe gry i konsole. Mam jakiegoś „Super Coma” który odpala gry z NESa i GameBoya z Pokemonami w drodze.

Listopad 2011

Dorobiłem się zepsutego Playstation 2. Zastosowałem z kolegą z pracy uczciwy handel wymienny. Ja naprawię mu dwa telefony, on da mi konsolę, która leży do wyrzucenia.  W sobotnią noc zamiast spać, z przekrwionymi oczyma o czwartej rano kończę naprawiać telefony. W poniedziałek w łapki wpada mi Playstation. Padnięty laser nie rokuje dobrze, wujek Google jednak pomaga mi wyszukać potrzebne informacje.

Grudzień 2011

Udało mi się tanio naprawić konsolę. Co prawda tanie lasery z Internetu nie grzeszą jakością, ale po jednej reklamacji  dokonałem cudu. PS2 zostało wskrzeszone. Z wrażenia stworzyłem poradnik dotyczący wymiany lasera.  Pożyczam parę gierek, pochłania mnie „NFS: Most Wanted”.

Styczeń 2012

Chwilowa fascynacja wyścigami gdzieś się ulotniła. Mam nowy cel. Jest nim Nintendo Wii. Sprzedaję więc Playstation 2 (ze sporym zyskiem), dokładam brakującą sumę i szukam. Znajduję po paru dniach w sąsiednim mieście. Szybki popołudniowy wypad, i stałem się szczęśliwym posiadaczem Wii.

Czerwiec 2012

Piękna, letnia pogoda skłania ku rodzinnemu wypadowi na targowisko. Przechadzając się miedzy straganami oczy me dostrzegają Pegasusa. Kiedyś mieli go wszyscy na podwórku( ja też, pomimo tego, że miałem NESa ), odżyły wspomnienia z wymienianiem się grami, opiniami w szkole, wręcz kłótniami, która gra jest najlepsza. Bez zastanowienia kupuję za niewygórowaną cenę dziesięciu złotych. Tydzień później odkrywam stoisko z gratami z wystawek na tym samym targu. Kupuje PS One, co prawda jest to sama konsola z zasilaczem, ale za dyszkę warto.

Sierpień2012

Lipiec upłynął pod znakiem kupowania akcesoriów do PS One. Rzucam kilka razy okiem na moją graciarnię, zastanawiając się w co zagrać, doszedłem do wniosku, że nie mam w co, muszę coś kupić. Robimy niedzielny wypad na pchli targ. Wpadły gierki na PSXa za śmieszne pieniążki. Mam Tekkena 3, jestem szczęśliwy.

Listopad 2012

Jesienna pogoda skłania do przemyśleń. Dochodzę do wniosku, że pora zacząć się ograniczać w kupowaniu gratów. Postanowiłem zbierać tylko to, z czym wiążą się  wspomnienia z dzieciństwa. Miesiąc minął bez zakupów, ale i bez słuchania słów  w stylu „ po co Ci to?” „ Mało masz gier?”. W międzyczasie walczę z czasem w programie Ambassador na Wii, który kończy się ostatniego dnia tego miesiąca. Przeglądając wiadomości w poszukiwaniu chętnych do programu, znajduję dziwną treść od nieznanej mi osoby. Osoba ta podobno znalazła mnie na Google, jako specjalistę od wymiany laserów w PS2. Pomyślałem sobie „ ale jaja, zna mnie wujek Google” po czym rozbawiony całą sytuacją staram się pomóc, jak tylko mogę.

Grudzień 2012

Przyszły święta,  oprócz paru gratów z lumpeksu, nic nie kupiłem. Jestem z siebie dumny.

Styczeń 2013

Dostałem propozycję kupna Nintendo DS od znajomego. Biorę. Kilka dni fascynacji i konsola leży w szufladzie. Chyba przechodzę jakiś kryzys. Odpalam laptopa, piszę krótkie wzmianki o Homebrew. Znów chce mi się grać. Granie i opisywanie gier zafascynowało mnie. Mam plan tworzyć takie opisy częściej.

Kwiecień 2013

Ciąg dalszy opisywania gierek Homebrew trwa w  najlepsze, coś tam pogrywam oprócz tego. Coś tam  staram się tworzyć ku chwale retro grania. Zapomniałem o kupowaniu dla kupowania, zacząłem się cieszyć każdą wolną chwilą poświęconą mojemu hobby. Nie zapominam także zaglądać do lumpeksów w poszukiwaniu gierek. Tak, tak, pamiętam oczywiście o moich postanowieniach nie kupowania zbędnych gratów, jednak pokusa jest silniejsza…

Maj 2013

Mam odpowiedzialne zajęcie związane z moim ulubionym serwisem retro. Od paru tygodni uczę się dodawać aktualizacje na stronę główną. Idzie mi coraz lepiej, choć często popełniam różne większe bądź mniejsze wpadki, za co gani mnie reszta redakcji, a ja  zawsze zwalam to na brak czasu i dużą ilość materiału. Znów czuję wiosnę w moich stosunkach z konsolami, i czuję, że to jest właśnie to, czego brakowało mi do pełni szczęścia.

Tak to się właśnie zaczęło, sam ciągle zastanawiam się, kiedy zaraziłem się bakcylem retro. To już nie jest tylko hobby, to prawdziwa pasja, kiedy tocząc pianę na ustach przebierasz graty wprost z wystawek w poszukiwaniu nowego, jakże cennego nabytku do swojej kolekcji. Zaglądanie co tydzień do okolicznych lumpeksów to już wręcz rytuał. Ludzie często biorą mnie za dziwaka, pukają się w czoło…  Można być pasjonatem muzyki, klubu sportowego, wędkowania, bądź czegokolwiek. Ja jestem pasjonatem starych gier video.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie