Advance Wars: Days of Ruin

Nintendo DS

Utworzono: 19 marca 2008
Autor: Gimiak
Odsłon:

2801

Deszcz meteorytów, który spadł na Ziemię spowodował ogromne szkody. W skutek tego kataklizmu zgładzony został prawie cały gatunek ludzki. Ci co przeżyli walczą o  przetrwanie. Ogólno panująca  ciemność uniemożliwia uprawę roślin i warzyw, a zapasy żywności kończą się z dnia na dzień... a to dopiero początek złego. Taką wizję przygotowali dla nas autorzy strategicznej gry Advance Wars: Days of Ruin (Dark Conflict). W grze zaszło dużo zmian, zarówno w kwestii grafiki, muzyki jak i samej gry. Zapraszam do zapoznania się z przygotowaną recenzją.

Gdy czytasz te słowa wiele serwisów, w tym także i polskich, opublikowało recenzję najnowszej produkcji, która wyszła ze stajni Intelligent Systems. Pozycja w wydaniu amerykańskim nosi tytuł Advance Wars: Days of Ruin. Na starym kontynencie produkt wydany został pod zmienionym tytułem Advance Wars: Dark Conflict. Z racji tego, iż zakupiony przeze mnie produkt jest wersją amerykańską, do końca recenzji posługiwać się będę oryginalnym tytułem.
Produkt prawdopodobnie kupiłbym znacznie później, gdyby nie zaintrygowała mnie mroczna i tajemnicza fabuła. Poprzednia produkcja – Advance Wars: Dual Strike – jest bardzo dobrym produktem, więc po co autorzy zmodyfikowali nową odsłonę i czy te zmiany wpłynęły w sposób negatywny czy pozytywny na samą grę? Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej, to zapraszam do przeczytania poniższej recenzji.

Na samym wstępie powiem ci, abyś zapomniał o krainie Cosmo, Macro i Omega. Zapomnij również o armiach Orange Star, Blue Moon, Green Earth, Yellow Comet i Black Hole. Z pamięci możesz również wymazać wszystkich dowódców, których poznałeś w serii Advance Wars. Czemu? Otóż świat, który znałeś... przestał istnieć!
Jedna z teorii zagłady dinozaurów mówi o tym, że na naszą planetę spadł deszcz meteorytów zabijając rządzące Ziemią ogromne gady. Historia lubi płatać figle powtarzając wydarzenia, tyle że tym razem, to rodzaj ludzki uległ prawie całkowitej zagładzie.

Unoszący się w powietrzu pył uniemożliwia przedostanie się promieni słonecznych do powierzchni ziemi, wskutek czego uprawa jakichkolwiek roślin i warzyw jest niemożliwa, a zapasy żywności topnieją z dnia na dzień. W tak trudnych dla ludzi warunkach pojawił się jeszcze, dziesiątkujący każdego dnia ocalałych, wirus, na którego nie wynaleziono jeszcze antidotum.
Panująca ciemność, brak jedzenia i śmiertelny wirus, nie są jedynymi problemami z jakimi boryka się gatunek ludzki. Zaistniała sytuacja spowodowała zmiany w psychice wielu ludzi, zamieniając ich w żądne krwi i pozbawione ludzkich uczuć bestie. Oprócz barbarzyńskich jeźdźców plądrujących siedliska ludzi i mordujących kogo popadnie, znalazły się osoby, których celem życia stało się ratowanie ocalałych po armagedonie cywili. Do złego dołożyć trzeba jeszcze dowódcę rządnego władzy absolutnej, szalonego naukowca oraz konflikt zbrojny walczących ze sobą od niepamiętnych czasów nacji i otrzymamy mieszankę wybuchową, będącą fabułą gry Advance Wars: Days of Ruin. Zapowiada się nieźle, co nie?

Dołączając do Dwunastego Batalionu kapitana Brennera przyjdzie ci walczyć z najeźdźcami, broniąc niewinnych i kompletnie nieprzygotowanych do walki cywili. W miarę gry fabuła rozwinie się o nowe wątki, odsłaniając powstałą intrygę, zagrzewając tym samym do dalszej gry. A uwierzcie mi na słowo, że gra wciąga jak cholera. Słowem wstępu powiem, że wątek fabularny jest według mnie rewelacyjny. Sama idea takiej katastrofy wydaje się pomysłem bardzo ciekawym i rzekł bym nawet bardzo prawdopodobnym. Mało to paskudztwa lata w kosmosie mijając naszą planetę? Każdego roku meteoryty spadają na Ziemię, robiąc co prawda niewielkie szkody, lecz pewnego dnia może się pojawić taki, na którego torze znajdzie się Ziemia... I co wtedy?

Advance Wars: Days of Ruin to turowa gra strategiczna, która przenosi nas do fikcyjnego, spustoszonego po deszczu meteorytów świata. W głównej mierze rozrywka polega na zdobywaniu miast, fabryk, lotnisk i portów oraz walki z przeciwnikiem, którego jednostki mogą być sterowane przez komputer (Campaign, Free Play) lub innego gracza (Multi-Card Play, Nintendo WFC).
Plansze widzimy z lotu ptaka lub w rzucie izometrycznym – po skorzystaniu z nowej funkcji, którą jest przybliżenie. Każda jednostka ma określoną ilość ruchów, które może wykorzystać podczas tury. Przejmowanie lokacji, budowa portów i lotnisk, przemieszczanie się w nowe miejsca, walka, to tylko część czynności jakie wykonać możemy jednostkami podczas swojej tury.

W grze zaszło sporo zmian, o których warto wiedzieć. Pojawili się nowi dowódcy, których jest teraz dwunastu. W miarę rozwoju fabuły poznajemy nowych przywódców, a gra nimi możliwa będzie dopiero po ich pokonaniu. Nowi CO otrzymali ciekawe i nie tak przegięte jak w poprzednich częściach umiejętności. Przy czym nie doświadczymy w tej odsłonie podwójnego dowodzenia i podwójnych tur, jak miało to miejsce wAdvance Wars: Dual Strike.
Pojawiły się nowe jednostki (Bike, Flare, Gunboat, Anti-tank, Duster), które zastąpiły takie jednostki jak: Neotank, Piperunner, Stealth, Black Bomb i Black Boat. Oprócz tego Carrier otrzymał nowy rodzaj samolotu, który może atakować każdy rodzaj jednostek – Seaplane. Znany z poprzednich części APC zmienił nazwę na Rig i oprócz dostarczania paliwa i amunicji potrafi budować tymczasowe porty i lotniska, regenerujące paliwo i amunicje statkom i samolotom. Co najważniejsze, nie uległo zmianie regenerowanie jednostek przebywających w zdobytych lokacjach oraz wpływ ukształtowania terenu na walkę. Nadal przebywając w lesie nasze jednostki mają większe szanse z tymi, które atakują nas znajdując się na czystym polu. W grze napotkamy także na mgłę (fog of war ), która znacznie ogranicza widoczność. W celu rozjaśnienia przydatna okaże się nowa jednostka Flare.
W Advance Wars: Days of Ruin nasze jednostki zdobywają doświadczenie, zwiększając swoje umiejętności, po zabiciu wrogiej jednostki. Maksymalną wartością jest trzeci poziom.

Dotychczas dowódcy nie brali czynnego udziału w walce, Days of Ruin zmienia tę sytuację. Teraz naszego CO możemy umieszczać w dowolnej jednostce zwiększając jej statystyki. Pasek z energią specjala powiększa się tylko wtedy, gdy dany dowódca bierze czynny udział w walce. Oprócz tego, siedzący w danym pojeździe CO powiększa statystyki wszystkim swoim jednostkom znajdującym się w pewnym, ograniczonym obszarze.
Nadal po każdej ukończonej misji przyznawany jest medal, na którego składa się czas, siła i technika z jakimi dana misja została wykonana.

Zmianie uległa też sama walka, która w przeciwności do AW: DS, odbywa się tylko na dolnym ekraniku. Usunięto podwójne ataki, dzięki czemu gra stała się bardziej sprawiedliwa. Stan gry zapisywany jest automatycznie po przejściu danej misji, jest to także drobna różnica, w poprzednich częściach zapis gry po ukończeniu danej planszy trzeba było dodatkowo potwierdzić.

Podczas kampanii oprócz misji głównych, których jest 26, odkrywają się misje treningowe. Misje we Free Play nie są materiałem obowiązkowym, ale znajdujące się tam 100 różnorodnych pod względem warunków, ukształtowania jak i wielkości plansz, to cenny dodatek, którego przejście zajmuje trochę czasu. Przez ten okres na nudę narzekać na pewno nie będziemy.

Ogromnym plusem gry Advance Wars: Days of Ruin jest debiutujący tryb gry on-line. Dzięki niemu możliwe jest granie z ludźmi z całego świata, a znając „friend code” znajomego możliwa jest wspólna gra z zaznajomionym graczem. Nic nie sprawia większej frajdy jak walka z graczami z większym bagażem doświadczenia. Gra wykorzystuje zamontowany w konsoli mikrofon, dzięki któremu możliwa jest konwersacja pomiędzy graczami (uruchomić należy Voice Chat).

Zmieniona została szata graficzna i muzyczna gry. Wygląd jednostek uległ polepszeniu, podobnie jak i samych plansz. Zmianom uległy także animacje, które zobaczyć można podczas starć jednostek. Według mnie wypadły one jednak znacznie gorzej niż te, które zobaczyć można było dotychczas.
W grze pojawił się nowy element – przybliżenie placu boju. Przybliżenie terenu powoduje przejście z widoku z lotu ptaka do izometrycznego. Zmiana ciekawa, chodź wg mnie całkowicie niepotrzebna. Widoku izometrycznego podczas gry użyłem tylko do obejrzenia jednostek z innego kąta i nie jest to nic specjalnego.

Bardzo pozytywnie zaskoczony zostałem nowymi dźwiękami i muzyką, które są bardzo dobrej jakości. Większość melodyjek, to dynamiczne kawałki rockowe idealnie pasujące do klimatu. Każdy z dowódców ma swoją muzykę, a łącznie usłyszymy pięćdziesiąt, bardzo dobrze przygotowanych utworów. Do muzyki dochodzi jeszcze szereg dźwięków, które usłyszymy podczas ruchu, walki czy innego rodzaju działań (np. spadania bomb, strzałów z dział laserowych). Wszystkie znajdujące się w grze utwory, po odkryciu, można odsłuchiwać w Music Playerze.

Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich częściach, możliwe jest sprawdzenie statystyk, z których dowiedzieć się można m. in. ile poszczególnych jednostek zostało wyprodukowanych, ile czasu poświęcone zostało grze, ilość zabitych jednostek, przejść gry, zdobytych medali itp. Informacji jest znacznie więcej, a znaleźć je można w Records - History.

Z gry usunięty został sklep, w którym można było wykupić nowe plansze, kolory CO i inne gadżety. Teraz dowódców i muzykę odkrywamy podczas gry - pokonując ich, a plansze do Free Play są w pełni odkryte. Brakuje mi trochę jakiś artów, które na pewno powstały podczas produkcji tego produktu.

Dobra, starczy już tej nudnej paplaniny o zmianach, czas przejść do jakiegoś konkretnego podsumowaniaAdvance Wars: Days of Ruin.
Graficznie i muzycznie gra wypada bardzo dobrze, no może poza animacjami, które można wyłączyć jeżeli komuś przeszkadzają, jest także stosunkowo długa, a także bardzo grywalna. Czy zatem jest ona pretendentem do najlepszej gry w tej kategorii na konsolę Nintendo DS? Raczej tak, chodź gra zawiodła mnie poziomem trudności. Pierwsze 22 plansze przeszedłem, niczym jak burza pustosząca indiańską wioskę, wgniatając wroga w ziemię. Kolejne 3 misje były małym wyzwaniem, lecz ich poziom nie odbiegał zbyt dużo od poprzednich. Największą frajdę sprawiła mi ostatnia plansza, w której 5 laserów oraz stale pojawiające się silne jednostki wroga dały mi mocny wycisk. Z ręką na sercu muszę się przyznać, że przejście misji finałowej zajęło mi 2 dni, a podchodziłem do niej z 6 – 8 razy. Próbowałem różnych strategii, z których najbardziej skuteczną okazała się pełna ofensywa na jednostki wroga, gdyż tylko ta zapewniała w miarę szybkie zwycięstwo.
Jest jeszcze druga droga, która jest bardziej kręta i nie daje 100% pewności ukończenia misji – zdobycie dwóch fabryk znajdujących się po prawej stronie planszy. Polecam spróbować je przejąć, dzięki temu zaobserwować można jak, pomimo przewagi z naszej strony, zostajemy rozniesieni na strzępy przez komputer. Każda tura to nie rozwój, a wegetacja – nasz przeciwnik stara się jak może utrudnić nam życie, skutecznie dziesiątkując nasze jednostki.
Ogólnie rzecz biorąc uważam, że poziom gry jest za niski, a nigdzie nie znalazłem opcji gry na HARD, która obecna była w Advance Wars: Dual Strike. Tam to dopiero była rzeźnia! Ciekawe ilu z Was przeszło poprzednią część na wyższym poziomie trudności...

Jeżeli podobały ci się poprzednie produkcje, to raczej nie powinieneś zawieść się na Advance Wars: Days of Ruin. Szkoda, że jest tak mała ilość tego typu gier na konsolę Nintendo DS. Niespełnionym marzeniem pozostaje Starcraft i Ufo: Enemy Unknown, które prawdopodobnie nigdy nie ujrzą światła dziennego.
Aha, czas przejścia kampanii waha się w przedziale 16 – 18 godzin i uważam, że jest to dobry wynik. Cena jaką należy wyłożyć za Advance Wars: Days of Ruin jest według mnie adekwatna do jakości reprezentowanej przez ten produkt. Duży plus należy się za tryb gry online, na który czekali chyba wszyscy gracze znający serię Advance Wars.
Jeżeli 26 misji kampanii i 100 misji we Free Play będzie dla was nadal za mało, to polecam skorzystać z Design Room, w którym możliwe jest tworzenie własnych plansz. Zapisać ich można aż 50. Możliwa jest także wymiana zaprojektowanych plansz z innymi graczami.

Winszuję wszystkim, którzy dotarli do końca tejże strasznie długiej recenzji.

Ocena ogólna 9,0

Autor: Gimiak

Grafika 80%

Dźwięk 90%

Grywalność 100%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie