Apollo Justice: Ace Attorney

Nintendo DS

Utworzono: 31 grudnia 2014
Autor: kolo
Odsłon:

1073

O serii Ace Attorney słyszałem dość sporo, lecz nigdy do tej pory nie miałem możliwości się z nią zapoznać, aż do momentu kupienia Apollo Justice: Ace Attorney na Nintendo DS - co prawda już nie raz przykro się sparzyłem zaczynając jakąś większą serię gier od niewłaściwej części, jednak tym razem postanowiłem zaryzykować i sprawdzić jak to naprawdę wygląda.

Może najpierw ogólne wyjaśnienie czym tak w ogóle jest ta seria. W bardzo dużym skrócie jest to skrzyżowanie klasycznych przygodówek Point & Click z „grą” Visual Novel, tutaj drobne wyjaśnienie czym to Visual Novel w ogóle jest, w większości przypadków ograniczają się one do okienka z tekstem i graficznego tła / reprezentacji tego co dzieje się w tekście. Jest to gatunek bardzo popularny w Japonii, a u nas (zwykle słusznie) niezbyt szanowany, choćby dlatego że „granie” sprowadza się zazwyczaj jedynie do przewijania tekstu. Otrzymany w tym przypadku miks ma w sobie więcej właśnie z Visual Novel zachowując wszystkie jej zalety – to jest wyraźny nacisk na historię, ciekawych bohaterów i ekspresywną, choć raczej minimalistyczną oprawę graficzną pozbywając się jednocześnie jej największej bolączki, czyli braku gry. Same elementy Point & Click zostały jednak nieco zmienione względem tego co większość z nas pamięta, z gier takich jak Tales of Monkey Island czy Syberia, choć sama mechanika została w większości nienaruszona to bardzo okrojono różnorodność łamigłówek, skupiając się na naszej umiejętności łączenia faktów zasłyszanych w rozmowie z posiadanymi przez nas przedmiotami. Do samej rozgrywki wrócę jednak odrobinę później.
Gra nie jest zbyt długa, całość składa się z czterech rozdziałów zajmujących przeciętnemu graczowi coś w okolicach dwudziestu godzin, nie jest to dużo tym bardziej, że ze względu na niemal całkowitą liniowość ponowne jej przechodzenie nie ma za bardzo sensu. Owszem może znajdziemy jakieś dodatkowe rozmowy które wcześniej z jakiegoś powodu przeoczyliśmy, a gra posiada dobre i złe zakończenie, jednak jego zobaczenie to kwestia dodatkowej pół godzinki, ale to bardziej ze względu na brak możliwości szybkiego przewijania rozmów niż dodatkowego wyzwania.

W grze wcielamy się w młodego i ambitnego prawnika Apollo „Chords of Steel” Justice, a naszym pierwszym zadaniem będzie obrona Phoenixa Wrighta – byłego prawnika, bohatera poprzednich części serii – oskarżonego o zamordowanie tajemniczego obcokrajowca. Zaraz po rozpoczęciu rozgrywki lądujemy w sali sądowej, bez jakiejkolwiek możliwości mentalnego przygotowania. Rozprawę tą należy traktować jako samouczek przedstawiający nasze podstawowe możliwości. Jeśli jednak spodziewacie się taryfy ulgowej tylko dlatego, że jest to wasza pierwsza styczność z grą, to dość szybko zostaniecie sprowadzeni do parteru. Owszem są chwile, gdzie jesteśmy prowadzeni za rączkę aż do przesady, jednak twórcy z jakiegoś powodu uznali że zabawnie będzie jeśli ta pomocna dłoń wymierzy nam od czasu do czasu siarczysty policzek, po czym jeśli uda nam się przetrwać pomoże nam wstać i jakby nigdy nic poprowadzi dalej. Tego typu skoków trudności jest naprawdę dużo i prawdę mówiąc nie miałbym do nich nic gdyby nie te dziwne powroty dobrej rąsi która wszystko robi praktycznie za nas.

Myślę, że to odpowiedni moment żebym przeszedł do opisu samych rozpraw, jak już wcześniej mówiłem naszą główną bronią jest umiejętność łączenia faktów, te fakty jednak trzeba skądś mieć. Zdobywanie potrzebnych informacji opiera się na dokładnym przesłuchiwaniu świadków, jeśli zajdzie taka potrzeba to dopytujemy o to czy tamto, gdy nadchodzi odpowiedni moment prezentujemy dowód, który potwierdza, że zeznający nie mówi prawdy. Zebrane wcześniej dowody możemy dokładniej zbadać, warto też czytać ich opisy ponieważ zawierają dużo cennych wskazówek. Do naszej dyspozycji oddane są też profile osób ważnych dla sprawy, z których oczywiście również nieraz skorzystamy.

Żeby nie było zbyt łatwo każda nieprawidłowa odpowiedź jest karana odjęciem pewnej długości paska, w zależności od sytuacji waga tej kary może być różna, jednak gdy zużyjemy cały nasz margines błędu czeka nas przegrana. Pasek odnawia się po dotarciu do checkpointu.
Z innych atrakcji w trakcie rozpraw czasami musimy wskazać co jest nie tak na mapie lub diagramie pukając ekran konsolki w odpowiednim miejscu, oczywiście jest tu pewien margines błędu jednak parę razy otrzymywałem kary za to, że wskazałem poprawną odpowiedź odrobinę za daleko od miejsca gdzie spodziewali się tego twórcy, czasami podejmujemy decyzję czy dane „uzupełnienie” tematu jest przydatne, czy też nie. Ostatnią już sądową atrakcją jest „oko Saurona”, czy może raczej nasza magiczna zdolność wyostrzenia wzroku i spowolnienia upływu czasu wykorzystywana do wychwytywania niewidocznych wcześniej szczegółów mimiki postaci, a co za tym idzie – tików nerwowych i innych niestandardowych ruchów, gdy dana postać kłamie, dziwne to to, ale jest to jakoś tam wyjaśnione fabularnie, no i stanowi pewne dodatkowe wyzwanie ponieważ wychwycenie odpowiedniego miejsca i momentu, w którym musimy zdolności użyć, dość często nie należy do najłatwiejszych.

Zresztą ogólnie rzecz biorąc cała gra, czy to same zagadki w trakcie rozprawy czy też sama związana z nimi historia ma spore opory przed ułożeniem się w logiczną całość stawiając na niemal całkowitą nieprzewidywalność co, przyznam się, sprawiało mi naprawdę spore kłopoty.

Gdy nie jesteśmy w sądzie naszym zadaniem jest przygotowanie się do sprawy, w tym miejscu gra trochę bardziej zaczyna przypominać przygodówkę ponieważ przemieszczamy się pomiędzy miejscami, dokładnie oglądamy otoczenie i oczywiście rozmawiamy z ludźmi. Właśnie tutaj mamy najobfitszy dostęp do minigierek, zazwyczaj sprowadzają się one do wykorzystania specjalistycznego ekwipunku detektywistycznego, który pożyczamy od naszej znajomej. Dostęp do nich jest zazwyczaj ograniczony tylko do określonych sytuacji i nie możemy skorzystać z nich „sami z siebie”. W tym trybie mamy pewną wolność co do kolejności wykonywanych czynności, jednak przepchnięcie wydarzeń do przodu jest tutaj dość paskudnie oskryptowane, sprowadza się zazwyczaj do przegadania wszystkiego co da się przegadać, zebrania wszystkich możliwych przedmiotów i co chyba najbardziej mnie irytowało, pokazania wszystkim postaciom wszystkich przedmiotów, które powinnyśmy im pokazać (bywało, że nic nie wnoszących do sprawy) często doprowadzając mnie do konieczności wciskania spotkanym postaciom wszystkich przedmiotów jakie znalazłem, licząc że któryś w końcu popchnie historię do przodu.
Ogólnie ten element Apollo Justice: Ace Attorney jest naprawdę spoko, jednak właśnie to wciskanie NPCom przedmiotów, gdy nie mamy pojęcia co zrobić pozostawiło u mnie pewien niesmak. Dodatkowo „na mieście” brakuje emocji towarzyszących naszym bitwom z sądu.

Seria Ace Attorney wybudowała sobie swój własny kanon, którego trzyma się również opisywana przeze mnie odsłona. Oprócz absolutnie obowiązkowej małoletniej pomocnicy, całkowitym braku spraw innych niż skomplikowane morderstwa, emocjonujących batalii sądowych mamy tutaj też ogromne ilości szalonego japońskiego humoru, niezbyt wyrafinowanego chciałbym dodać. Niestety w tym aspekcie Apollo Justice odrobinkę kuleje, z jednej strony mamy naprawdę świetne gagi, karykaturalne postaci i niezbyt wyrafinowane szyderstwa w zasadzie z wszystkiego, z drugiej zaskakująco spore ilości nieśmiesznych żartów, w których króluje sędzia. Przyznam, że pierwsze dwa, trzy nawet mnie rozbawiły ale oglądanie po raz dwudziesty żartu z grupy „sędzia nie ma o niczym pojęcia” miałem zwyczajnie dość.

Pod względem graficznym gra prezentuje się odrobinę minimalistycznie, wszystkie grafiki są jednak starannie wykonane, bohaterowie bardzo charakterystyczni i rozpoznawalni, animacje może nie są jakoś bogate, są jednak umieszczone zawsze tam gdzie muszą być, a dzięki nim wszyscy bohaterowie są niezwykle ekspresywni. Oprócz grafiki 2D zastosowano jednak także trochę trójwymiarowych modeli przedmiotów w przypadku części dowodów, możemy je dowolnie obracać i przybliżać szukając wskazówek. Mam pewne zastrzeżenie do jednego z filmików podczas koncertu, spora część to całkiem przyzwoite anime – niczym się nie wyróżniało, ale nie było też złe, jednak inne fragmenty to dosyć prymitywny render 3D, zrozumiałbym taki wygląd w pierwszej części serii albo gdyby był on renderowany na bieżąco, jednak z całą pewnością został on przygotowany wcześniej na komputerze. Prawdę mówiąc w 2007 roku było już naprawdę dużo gier na PSP i możliwe że na DSie, które w trakcie rozgrywki wyglądały lepiej. Trochę popsuło mi to bardzo pozytywne wrażenia z oglądania postaci w trakcie gry.

Dźwiękowo również prezentuje się spartańsko, nie ma oczywiście nagrań rozmów (na pewno by się nie zmieściły), muzyka grająca w tle zależy od sytuacji i prawie zawsze jest całkiem niezła, znowu jednak jeden utwór całkowicie psuł mi nastrój. Chodzi mi o „The Guitar Serenade”, a dokładniej „partię wokalną”, akurat ta „ballada” jest dosyć mocno wykorzystywana w trzecim rozdziale i naprawdę mocno ograniczyła mi przyjemność z tej (naprawdę świetnej) rozprawy. Reszta dźwięków ogranicza się do niezbyt licznych efektów dźwiękowych, większość jest raczej nijaka oprócz na wpół legendarnego: OBJECTION!, HOLD IT! i TAKE THAT!.

Z innych kwestii technicznych grę zapisujemy na dwa sposoby: trwale w checkpointach i tymczasowo w dowolnym momencie (ten zapis jest kasowany po jego wczytaniu), bardzo dobry pomysł, gdy chcemy ochłonąć możemy w każdej chwili przerwać rozgrywkę, ale odpada schemat zapisz – wczytaj jeśli coś pójdzie nie tak, w związku z czym kary naprawdę mają jakieś znaczenie.
Pod względem sterowania gra mocno skupia się na ekranie dotykowym, co prawda niektóre czynności można wykonać też dzięki klawiszom, jednak sterowanie stylusem jest najzwyczajniej w świecie dużo wygodniejsze, podczas jednej z minigierek wykorzystuje się także mikrofon, w który należy dmuchnąć.

Jest jeszcze jeden fragment gry, na który chciałbym zwrócić uwagę przed podsumowaniem. Otóż wydawać by się mogło, że w grze tego typu wszystko opiera się na logicznym myśleniu i związku przyczynowo skutkowym - prawda? Jak najbardziej i to głównie dlatego jestem tak rozczarowany fragmentem gry nazwanym „MASON System”, pojawia się on mniej więcej w połowie ostatniego, czwartego rozdziału gry i na pierwszy rzut oka jest bardzo fajny, i przydatny. Wcielamy się w nim w Phoenixa Wrighta i wyrywamy grze największe tajemnice, które pozwolą nam połączyć w całość główną intrygę gry. W tym celu poruszamy się pomiędzy lokacjami sprzed siedmiu lat jak i tymi obecnymi. Fajny gadżet, nie powiem ale niestety w tym miejscu cały starannie układany i pielęgnowany ład chronologiczny oraz podstawową zasadę przyczyna – skutek, trafia szlag. Otóż aby zdobyć informację od ludzi w przeszłości używamy dowodów, które zdobyliśmy w przyszłości, jak do ciężkiej cholery mogę pokazać Zbyszkowi coś co pierwszy raz dostałem od Staszka miesiąc później? Sądziłem, że w grze, która opiera się na myśleniu mogę oczekiwać, że twórcy również będą myśleć, najwidoczniej się pomyliłem.

Podsumowując Apollo Justice: Ace Attorney na Nintendo DS jest ogólnie rzecz biorąc dobrą, a chwilami nawet powiedziałbym bardzo dobrą, choć odrobinę przekombinowaną grą. Muszę jednak przyznać, że w kilku miejscach dość mocno mnie rozczarowała, czy to jeśli chodzi o poziom niektórych żartów, czy to dziwne pomysły, w niektórych momentach. Dobra, choć minimalistyczna grafika w stylu anime i udźwiękowienie stanowią przyjemne tło, dla tych którzy chcą sobie trochę poczytać i jednocześnie ruszyć głową w nieco inny sposób niż w większości klasycznych przygodówek.

Serię Ace Attorney można śmiało nazwać jedyną w swoim rodzaju (przynajmniej spośród tych dostępnych po angielsku), Apollo Justice jest jak dotąd jedynym jej reprezentantem, z którym miałem styczność ale zdołał mnie on zachęcić do bliższej znajomości. Tylko tym razem przejdę do pierwszej części.

Ocena ogólna 6,7

Autor: kolo

Grafika 70%

Dźwięk 60%

Grywalność 70%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie