Donkey Kong Country

SNES

Utworzono: 8 lipca 2011
Autor: tbxx
Odsłon:

2956

Nintendo+Rare+Silicon Graphics+Donkey Kong=murowny hit. Jednak 17 lat temu nie było to tak oczywiste. Na szczęście dla nas graczy jak i dla Rare udało się. Zapraszam do recenzji Donkey Kong Country na konsolę SNES.

Moje życie, moja wyspa, moje banany – czyli prawdziwa historia Małpy zwanej osłem.

Jestem Kong, Donkey Kong. Zapewne pamiętacie mnie z moich wybryków z lat młodości. Naoglądałem się filmów z King Kongiem i coś mi strzeliło do głowy (młody byłem i głupi) że porwałem panienkę miejscowego hydraulika. W ten sposób przylgnęła do mnie etykieta tego „złego”. Jak się później okazało uratowałem kolesiowi życie – po całej akcji z porwaniem hydraulik zaczął uważniej pilnować dziewczyny, jakież było jego zdziwienie gdy odkrył że laska zdradza go z kuzynem Stanleyem. Na szczęście jakiś rok później wyłażąc z kanałów hydraulik poznał panią Księżniczkę czy coś takiego… W sumie facet był dość dziwny włóczył się po tych kanałach i wcinał jakieś grzybki, co ciekawe kasy z tego miał jak lodu… a może to od tej księżniczki? Nie wnikałem w szczegóły, grunt ze Marian (bo tak ów koleś się zwał) w podziękowaniu podarował mi wypasioną tropikalną wyspę. Ach, co to było za życie – tony bananów, cisza i spokój z dala od zgiełku współczesnego świata. Z czasem wyspa zaczęła przynosić konkretne dochody – handel bananami, bogate w minerały kopalnie, fabryka… Jak powszechnie wiadomo, bogactwo sprowadza kłopoty w postaci nierobów łasych na szybki łatwy zysk. W moim przypadku było to tak. Niby zwyczajny spokojny dzień, udałem się do spiżarni po porcję bananów śniadaniowych… i przecieram oczy ze zdumienia – nie ma! Nie ma moich bananów! Ani jednego! Wychodzę przed domek i coś tu nie gra – wszystkie znajome zwierzaki jakoś dziwnie się zachowują, jakby zahipnotyzowane starają się mnie zaatakować. Szybko zawołałem Diddiego do pomocy, aby jak najszybciej rozwiązać problem. Sprawy jeszcze nigdy nie wyglądały tak źle, cała wyspa została opanowana przez armię Kremlingów pod wodzą Króla K.Rool’a. Zwierzaki zaczarowane, najlepsi kumple uwięzieni w skrzyniach. Na dodatek banany porozrzucane po całej wyspie… Coś czuję ze czeka nas długa i ciężka przeprawa…

Po drugiej stronie szklanego ekranu – czyli przemyślenia starego zrzędy.

Zaryzykuję stwierdzenie, iż Donkey Kong Country jest najlepszą SNES’ową platformówką, z którą może się równać, co najwyżej Super Mario World 2. Pójdę nawet o krok dalej uważając DKC za jedną z najlepszych platformówek wszech czasów. Pozostaje jedynie wyjaśnić „Dlaczego?”

Po pierwsze primo - nietypowa, nowatorska jak na tamte czasy fenomenalna oprawa graficzna. Chłopaki z Rare zaryzykowali i zakupili profesjonalne stacje robocze Silicon Graphics. Dzięki bliskiej współpracy Nintendo z SGI powstały pięknie wymodelowane i animowane postaci 3D, rozległe renderowane plansze, które następnie zostały przeniesione w postaci dwuwymiarowych obrazków na największy SNES’owy cartridge. To właśnie w przypadku DKC po raz pierwszy byliśmy świadkami zastosowania na dużą skalę techniki zwanej pre- renderingiem stosowanej później min. w pierwszych 3 częściach serii Resident Evil czy tez Onimusha.

Po drugie, primo - Całość oprawy dopełnia rewelacyjna dżunglowa oprawa dźwiękowa. Każdy z utworów został idealnie dopasowany do klimatu danej miejscówki, tak, że nie raz mamy ochotę odłożyć pada i spokojnie posłuchać wydobywających się z głośników melodyjnych dźwięków.

Po trzecie, primo ultimo maximo - ponieważ oprawa graficzno - dźwiękowa nie od razu czyni grę dobrą, wszystkie pre-renderowane elementy zostały perfekcyjnie poskładane w 40 różnorodnych ociekających sokiem bananowym leveli. Tak, więc mamy skakanie po palmach, liany, antyczne ruiny, przejażdżkę wózkiem w kopalni, pływanie, i wiele innych niesamowitych atrakcji. Każdy z leveli zaskakuje mnogością ciekawych patentów, którymi można by obdzielić nie jedna dobrą pozycję. Jedną z nowości było wprowadzenie dwóch grywanych postaci – silnego Donkey Konga (który potrafi powalić większość wrogów) i skocznego Diddiego (któremu nie straszne trudno dostępne miejsca). Dwie małpki doskonale się uzupełniają indywidualnymi zdolnościami, a zarazem zwiększają nasze szanse na ukończenie levelu – gdy zginie sterowana przez nas małpka, druga natychmiast przejmuje jej obowiązki (nie dotyczy to jedynie sytuacji gdy wpadniemy w przepaść). Nieproszonych gości możemy pozbyć się na trzy sposoby: tradycyjnym „Marianowym” skokiem na głowę (nie działa na najsilniejszych wrogów, a w przypadku Diddiego także na średniaków), „ciosem” specjalnym, czyli turlaniem w przypadku większej małpki oraz gwiazdą gimnastyczną w przypadku mniejszej, i na koniec najskuteczniejsza metoda – rzut beczką występującą w trzech odmianach – drewnianej, metalowej i wybuchowej. Podczas naszej wędrówki dodatkowo służą nam pomocą uwięzione w drewnianych skrzyniach przyjazne zwierzaki – nosorożec, papuga, rybka, żabka oraz struś – każde z nich w pewien sposób rozszerza możliwości Kongów. Obok wielu przeciwności typu wrogo nastawiony zwierzak, Kremling czy też przeszkoda terenowa poziomy zostały wypełnione tonami bonusów – baloniki dodające życia, złote figurki odblokowujące bonusowe levele oraz masa ukrytych tajnych przejść, skrótów i komnat. Przy pierwszym przejściu gry uzyskałem wynik 46% eksploracji terenu – czyli ponad 2x więcej niespodzianek czeka nadal na odkrycie. Nie zaniedbano także sprawy sterowania – obok stosowanych wcześniej w platformówkach przycisków skoku oraz ataku wprowadzono trzeci przycisk zmieniający małpkę liderująca podczas wędrówki pozwalając w odpowiednich momentach na wykorzystanie specjalnych właściwości kierowanej małpki. Dodatkowo stosując atak połączony ze skokiem często „wydłużamy” lot, co zazwyczaj ratuje nas z opresji.

Czy DKC jest platformówką idealną? Raczej nie, ale niewiele jej do ideału brakuje. Zasadniczo najpoważniejszym zarzutem (co dla niektórych będzie dodatkową zaletą) jest wyśrubowany poziom trudności. Nie znajdziemy tu pewnego rodzaju uniwersalizmu cechującego gry z „Mario” gdzie gracz o przeciętnych zdolnościach bez problemu poradzi sobie z ukończeniem gry a dla wymiataczy przygotowano dodatkowe atrakcje w postaci poukrywanych bonusów, dodatkowych alternatywnych ścieżek czy też zadań. Gra od początku mówi do nas, że łatwo nie będzie. Sprawy nie ułatwia tez fakt, iż zapisać stan gry możemy w tylko wyznaczonych miejscach zazwyczaj po ukończeniu kilku najczęściej dość trudnych leveli. Na szczęście trening czyni mistrzem i gdy po 2 godzinnej mordowni ciskałem padem nie mogąc ukończyć danej planszy to na drugi dzień bez problemowo za jednym zamachem udawało się zaliczyć kilka leveli. Dodatkowym ułatwieniem dla młodszych graczy jest możliwość ukończenia gry w trybie kooperacji gdzie sterownie druga małpką w trudniejszych momentach może przejąć bardziej doświadczony operator pada.

Na zakończenie – DKC powinien znaleźć się na półeczce każdego szanującego się fana 16bitowej konsolki Nintendo. Kwintesencja, platformówkowatości i growego miodu. Szef kuchni poleca.

Ocena ogólna 9.7

Autor: tbxx

Grafika 100%

Dźwięk 100%

Grywalność 90%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie