Doom 64

Nintendo 64

Utworzono: 14 marca 2010
Autor: hat
Odsłon:

2735

Doom – któż nie zna tego tytułu. Gra kultowa której konwersje ukazały się na prawie każdej konsoli od SNES poczynając na Xboxie kończąc. Swoje porty otrzymały także takie egzotyczne maszyny jak Atari Jaguar czy 3DO. Dzisiaj na warsztat trafia konwersja na konsolę Nintendo 64 . Najbardziej rozbudowana i podobno najlepiej dopieszczona graficznie wersja klasycznego FPSa. Za produkcję gry Doom 64 dla N64 odpowiedzialna była firma Midway. Deweloperzy nie poszli na łatwiznę i specjalnie na potrzeby konsoli wielkiego N wykonali nowe modele przeciwników oraz broni dostępnych w grze. Na carcie upchano aż trzydzieści dwa zaprojektowane od podstaw poziomy.

Muszę przyznać, że pierwszy kontakt z Doomem 64 może zaboleć. Po uruchomieniu konsoli gracza wita krótkie intro, które u mniej odpornych jednostek może wywołać torsje. Z ekranu telewizora atakują pokraczne rozpikselowane cyberdemony i inne szkarady obdarzone przez programistów całymi dwoma klatkami animacji na krzyż. Zaniepokojony upewniłem się czy aby ktoś nie podmienił mi Nintendo 64 na SNESa. Tak „piękną” animacje potworów bez trudu pociągnąłby system 16-bitowy. Wiem że N64 nie jest mistrzem w generowaniu grafiki 2D ale wykonanie i animacja przeciwników w Doomie 64 wola o pomstę do nieba. Pewnie trochę przesadzam ale wygląda to naprawdę słabo i gra traci przez to sporo na grywalności. W końcu Doom ma straszyć klimatem a nie jakością grafiki. No dobrze, biedne koślawe demony zostawmy w spokoju. Zatem skoro jest tak źle, to dlaczego ocena grafiki nie oscyluje w okolicach jedynki? Reszta oprawy wykonana jest całkiem solidnie. Tekstury są przyzwoitej jakości choć często się powtarzają. Paleta kolorów szaro-bura plus obowiązkowa porcja czerwieni. Ale całość oprawy jest spójna i utrzymana w odpowiednim klimacie, gdzieś w okolicach stanów średnich możliwości N64. Poziomy są duże i zróżnicowane. Pełno jest zakamarków i ukrytych przejść. A na każdym etapie jest kilka schowków z mocnymi pancerzami i potężnymi broniami. Po zakończeniu każdego poziomu gra zlicza statystyki. Dowiemy się czy znaleźliśmy wszystkie sekrety i czy każda maszkara została zatłuczona. Powalczymy na otwartym terenie i w wielkich salach przypominających świątynie. Ale także w ciasnych klaustrofobicznych korytarzach, katakumbach i tunelach. Programiści zadbali o odpowiedni nastrój. Ściany obficie upstrzono pentagramami i czaszkami. Tu i ówdzie walają się szkielety, nastrojowo pobrzękują łańcuchy a gargulce uroczo szczerzą zębiska. Jeszcze słowo o oprawie dźwiękowej. Mamy tu standardowe wrzaski, porykiwania i jęki potworków. Jakaś muzyka? Pewnie jakaś jest, ale kogo w Doomie obchodzi muzyka, ważna jest rzeźnia, a tej – wierzcie mi – nie zabraknie.

Jak już wspomniałem poziomy są naprawdę duże, więc gracza czeka sporo chodzenia w poszukiwaniu różnokolorowych kluczy i przełączników. To oznacza zwiedzanie tych samych korytarzy po kilka razy, bo oczywiście klucz do niebieskich drzwi jest dokładnie na drugim końcu poziomu. Takie bieganie w tą i z powrotem męczy i sztucznie wydłuża rozgrywkę. No tak szukanie kluczy a fabuła gdzie? Po co komu fabuła, tu chodzi o to by wystrzelać sobie drogę do drzwi z napisem exit i tyle. Ale na nudę narzekać nie można, etapy szczelnie wypełniają tony mięsa armatniego. Na swoją porcję ołowiu czekają starzy znajomi z poprzednich odsłon Dooma od najzwyklejszych zombie poczynając na mocarnym cyberdemonie kończąc. Do eksterminacji piekielnego pomiotu służą klasyczne doomowe zabawki z kultowym BFG włącznie. Gameplay to absolutna klasyka czyli bieganie z giwerą i naparzanie do wszystkiego co się rusza. Całkiem zresztą przyjemne w małych porcjach. Przy dłuższym posiedzeniu gra może nieco znużyć monotonią i powtarzalnością. Ale w kategorii radosnej rozwałki nieźle daje radę i dostarcza sporej porcji nieskomplikowanej rozrywki.

Ocena ogólna 6.0

Autor: hat

Grafika 50%

Dźwięk 60%

Grywalność 70%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie