Dragon Ball Z Budokai 3

PlayStation 2

Utworzono: 10 maja 2008
Autor: Snake
Odsłon:

7086

Kamehameha! To znana chyba każdemu technika używana setki razy przez Goku z anime Dragon Ball, którego twórcą jest Akira Toriyama, w świecie konsol znany z takich produkcji jak Chrono Trigger lub Dragon Quest. Dziś na retroage trafia recenzja jednej z najlepszych gier bazujących na tym mega popularnym anime. Dragon Ball Z Budokai 3 – bo o nim mowa – pokazuje jak należy robić gry Saiyan’ami w roli głównej. Dobra bez zbędnego gadania – zapraszam do zapoznania się z recenzją.

Gry oparte o kultowe anime Dragon Ball ukazują się od wielu lat. Pierwsze tytuły zaczęły się pojawiać na SNES i od tamtego czasu twórcy nieustannie „karmią” nas bijatykami czy też RPGami z Goku i resztą w roli głównej. Jednak gry te nigdy nie były wybitne i często nie były nawet dobre. Dopiero na PS2 fani doczekali się dwóch naprawdę mocnych serii: Budokai oraz Tenkaichi.
Chciałbym zaprezentować wam trzecią odsłonę serii Budokai, która według mnie jest najlepszą (obok Tenkaichi 3) grą z uniwersum Dragon Ball’a.

Dragon Ball Z Budokai 3 jest trójwymiarową bijatyką w której postawiono przede wszystkim na efektowność pojedynków. Nie uświadczymy tu więc skomplikowanych combosów rodem z Tekkena czy Virtua Fightera. Myślę, że twórcy dobrze zrobili podejmując taką decyzję – zamiast siedzieć 10 godzin dziennie i masterować jakiegoś juggle’a, łapiemy za pada i po 2 godzinkach odpalamy takie akcje, że głowa boli. W tym przypadku prostota jest zaletą. Sam system walki opiszę dalej, a teraz zajmijmy się fabułą. Ktoś zapyta: „To tutaj jest fabuła?” Odpowiadam – jest i stanowi ważne tło rozgrywających się walk (chociaż jak ktoś nie wie czemu Vegeta stale ma ochotę skopać tyłek Goku to także będzie się dobrze bawić).

Fabułę poznamy w trybie, który zwie się Dragon Universe. Przedstawiona w nim historia obejmuje okres od momentu przylotu Vegety na Ziemię aż do sagi Buu. Jak wiadomo okres ten był przepełniony walką na najwyższym poziomie i powiem, że żaden ważniejszy pojedynek nie został pominięty. Zatem zobaczymy walkę z Vegetą, Cell’em, Freezer’em, Buu, oddziałem Ginyu i bratem Goku Raditz’em. Nikt nie powinien poczuć się pokrzywdzony (a jeśli tak to cóż… nie każdemu można dogodzić).

Tryb Dragon Universe charakteryzuje to iż nie toczymy tu tylko walk ale także zajmujemy się rozwijaniem statystyk naszego bohatera oraz eksploracją terenu. Elementy RPG? Jak najbardziej. Jednak są one trochę zubożałe w stosunku do prawdziwych produkcji z tego gatunku. Ale skoro już są to chyba nic złego, prawda? Dzięki temu gameplay jest bogatszy co oczywiście zaliczam na plus.
Tak jak napisałem – elementy RPG nie umywają się do tych, które oferują przedstawiciele role-playów, więc nie spodziewajcie się świata wielkością przypominającego ten z Final Fantasy, Fallouta, Suikodena czy innych tego typu produkcji. W Budokai 3 dostajemy „świat”, który spokojnie zmieściłby się w jakiejś dużej lokacji z np. FFX. Jak widać jego wielkość nie jest zbytnio imponująca ale nie wolno zapominać, że mamy do czynienia z bijatyką. Dobrze, skoro już wiecie jak wygląda świat to chyba też nie zdziwi Was to jak prezentuje się eksploracja. Cóż… nie jest to nawet namiastka tego co w rodowitych erpegach. Sprowadza się ona tylko do latania (jak ktoś nie wie – bohaterowie w DB potrafią latać), szukania smoczych kul i odwiedzania lokacji widocznych na kontynencie w celu toczenia pojedynków. Słowo eksploracja jest tu więc nie na miejscu. Nazwałbym to lataniem od pojedynku do pojedynku, a w między czasie znajdowaniem secretsów.
Jednak nie należy się tym przejmować bo właściwa część rozgrywki – walki – są na tyle dobre, że nawet nie zauważycie jak słabo wykonano elementy RPG (w tej kwestii znacznie lepiej prezentuje się Naruto: Ultimate Ninja 2).

System walki mimo tego iż jest prosty w opanowaniu (przynajmniej dla mnie był) wcale nie jest słaby i oferuje spore możliwości. Są tutaj side stepy, dashe, countery, rzuty, combosy oraz teleporty. Oczywiście nie zabrakło paska energii Ki, który odpowiada za wszelkiego rodzaju techniki w stylu Kamehameha. Dzięki energii Ki nasi bohaterowie mogą przybierać wyższe formy jak np. Super Saiyan 3 lub 4. Oczywiście można także posłać pojedynczy strzał energii Ki, który także da się odczuć naszemu oponentowi.
Charakterystycznym i dość wyjątkowym elementem walki są Dragon Rush Attack. To potężne techniki, które możemy wykonywać tylko wtedy gdy nasza postać znajduje się w tzw. Hyper Mode. Jak wyglądają takie techniki? Każda z nich to animowana scenka w trakcie której musimy – w różnych odstępach czasu - nacisnąć jeden przycisk, a nasz przeciwnik musi odgadnąć który i wcisnąć go. Podpowiem iż można wcisnąć tylko kwadrat, kółko, trójkąt lub krzyżyk. Dlaczego? Gdyby do dyspozycji oddano wszystkie przyciski to istniałaby mała szansa, że oponent odgadnie, który wdusiliśmy i szanse byłyby bardzo nierówne. I tak uważam, że takie rozwiązanie jest zbyt zależne od szczęścia. Można było lepiej to wymyślić. Właśnie, a co stanie się gdy przeciwnik nie sparuje Dragon Rusha? Straci naprawdę wiele życia i pokonanie go stanie się o wiele łatwiejsze. System oferuje jeszcze Ultimate Attacks którymi możemy zetrzeć z powierzchni Ziemi wszystko co znajduje się dookoła nas. Efekt jest świetny. Spróbuj to sobie wyobrazić – walka pomiędzy Goku i Vegetą. Obaj walczą w samym centrum miasta. Dookoła pełno samochodów, budynków i autostrad. Nagle Vegeta używa Big Bang Attack i wszystko zamienia się w pył. Pozostaje tylko otwarta przestrzeń na której panowie będą toczyć dalszą walkę. Trzeba to zobaczyć na żywo do czego bardzo zachęcam.
Nie zapomniano także o tym aby dwie energie Ki mogły się zderzyć. Wtedy należy kręcić prawym analogiem najszybciej jak się potrafi. Jeśli wygramy to cała moc uderza w oponenta i bynajmniej nie jest to przyjemne.
Chyba nie muszę dodawać, że pojedynki dzięki tym zabiegom bardzo przypominają anime? Masa rozbłysków, wyładowań, kupa dymu i zabawa jest przednia.

Gra nie jest tak techniczna jak Virtua Fighter, ale to nie znaczy, że można walić na pałę w klawisze i wygrywać walki. W systemie walki bardzo dużą rolę odgrywają teleporty. Jeśli nauczymy się należycie je wykorzystywać to walki staną się nie tylko łatwiejsze ale znacznie bardziej widowiskowe. A o to właśnie chodzi w tej grze.
Trochę zawodzi ilość combosów dostępnych dla postaci. Każda z nich ma raptem po 5 co wydaje się liczbą wręcz śmieszną przy tym co oferuje Tekken. Chcąc to wynagrodzić (tak przynajmniej myślę) twórcy oddali do naszej dyspozycji sporo skillów dla każdej postaci. I tak: Goku potrafi się zmieniać w Super Saiyanina do czwartego poziomu, używać Kame Hame Ha, czy też zrobić fuzję z Vegetą (w trakcie walki) i stać się Gogetą, który jest przepotężny i bez większych problemów wygrywa każdy pojedynek. To samo tyczy się drugiego pana – może scalić się z Goku i efekt będzie taki sam. Skille są przyznawane w postaci kapsułek, które umieszczamy w jednym z 7 slotów. Niestety jest to zbyt mała liczba aby wyposażyć naszą postać we wszystko co chcemy – z czegoś trzeba zrezygnować. Na dodatek niektóre skille (np. fuzja) potrafią zapełnić wszystkie siedem slotów! To jest jakiś żart gdyż nie można przez to ustawić np. Kamehameha, Super Saiyan 3 i fuzji na raz.

Tytuł nie jest doskonały ale stara się uprzyjemnić czas jak tylko potrafi. Zatem oferuje jeszcze kilka trybów: Dueling (pojedynek z konsolą lub żywym graczem), World Tournament (kilka pojedynków za kasę) oraz Practice. To w ostatnim trybie w swojego rodzaju tutorialu nauczymy się podstaw walki. Warto z niego skorzystać bo jeśli nie wiemy jak używać Dragon Rushy, Ultimate Attacks lub teleportów to może być cienko. A walki z czasem robią się trudne ale tylko dlatego, że konsola zwyczajnie oszukuje. Zdarza się, że gdy oponent sterowany przez konsolę ma tylko pół paska życia to nagle blokuje wszystkie ataki i jeszcze sprawia nam łomot. Nieczyste zagranie ze strony developera.
W Dragon Ball Z Budokai 3 mamy możliwość zagrania ponad 30 bohaterów. Zaliczają się do nich: Goku, Vegeta, Gohan, Goten, Trunks, Cell, Buu, Freezer, Cooler, Androidy 16, 17, 18, Dabura, Krilin, Yamcha i wielu innych. Ogólnie mówiąc załapał się każdy kto odegrał ważniejszą rolę w DBZ.

Grafika w tytule od Dimps (developer) prezentuje przyzwoity poziom. Postacie są wykonane bardzo szczegółowo, a cel-shading tylko dodaje im uroku. Gorzej prezentują się same plansze na, których będziemy toczyć pojedynki. Mimo tego, że jest na nich wiele obiektów to nie robi to jakiegoś specjalnego wrażenia, gdyż są one wykonane średnio i do postaci to im daleko. Dobrze, że same pojedynki prezentują wysoki poziom wizualny – w tej kwestii żaden fan nie powinien poczuć się zawiedzony.

Sfera dźwiękowa DBZ Budokai 3 to dość ciężka sprawa. Z jednej strony dostajemy świetne okrzyki (jest japoński voice-acting!) i wszystkie inne odgłosy, które towarzyszą walce, a z drugiej mamy marny soundtrack. Nie uświadczymy tu żadnego (!) utworu znanego z anime. W zamian mamy kilkanaście słabych kawałków, które mimo tego, że nie przeszkadzają to na pewno nikogo nie zachwycą. Jedyny bardzo dobry utwór jaki usłyszymy w tej produkcji to „Ore wa tokoton tomaranai” autorstwa Hironobu Kageyamy. Ten pan powinien być dobrze znany fanom DBZ. To właśnie on śpiewał takie utwory jak: „We got power” albo „Cha la head cha la”. Cieszmy się, że choć jeden utwór prezentuje wysoki poziom.

Dragon Ball Z Budokai 3 chcę polecić przede wszystkim fanom Dragon Ball’a którzy przymkną oko na różne niedoróbki i będą się cieszyć, że Goku po raz kolejny zagościł na konsolach. Tym razem w produkcji wartej wydania pieniędzy. A co z fanami bijatyk? Też możecie zagrać jeśli zaakceptujecie realia Dragon Ball’a i nie będziecie stale narzekać na to jak mało jest combosów i że w ogóle Tekken i Virtua Fighter są lepsze. Z takim podejściem się nie uda.

Ocena ogólna 7.3

Autor: Snake

Grafika 70%

Dźwięk 70%

Grywalność 80%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie