Freshly-Picked Tingle's Rosy Rupeeland

Nintendo DS

Utworzono: 29 grudnia 2011
Autor: tbxx
Odsłon:

1574

„Pedał, pedał” – tak na mnie wołają ludzie z poza mego miasta, lecz czy oni rację mają? Przed wami jedyna w swoim rodzaju, prawdziwa historia dusigrosza zwanego Tinglem.

„Every game has a story, only one is a Legend.”

The Legend of Zelda – niby znana historia, a za każdym razem opowiedziana w inny sposób, bo wielu było Odważnych Linków, wiele Mądrych Zeld, oraz wielu Potężnych Ganonów. W Majora’s Mask poznaliśmy kolejną z jak się później okazało ważnych postaci - Skąpego Tingla. I tak samo jak w przypadku znanych pierwszoplanowych postaci Tinglem może zostać każdy – nawet TY.

„Tak historia się zaczyna - dużo wódki, dużo wina”

Naszego bohatera spotykamy podczas całodniowego gapienia się w wyłączony ekran komputera i drapaniu się po brudnym tyłku. Przypomina on znanego osiedlowego żula Pana Mietka, i wiedzie podobny mu żywot wykluczonej z powodów finansowych jednostki społeczeństwa. Poza komputerem w domu naszego Mieczysława znajdziemy kredens, oraz nieużywaną od dawna aparaturę do pędzenia bimbru. Skoro zestaw małego chemika pordzewiał, czym więc zadowala się nasza poznana przed chwilą persona? Otóż obok domku znajduje się magiczne jeziorko, którego to psychotropowe opary wciągane nosem pozwalają na uniknięcie stanów zwanych powszechnie depresją. Jak to w bajkach czasem bywa w dniu 35 urodzin sytuacja obraca się o 360 stopni i jako osoba dość podatna na wpływ osób z szarej strefy Mietek poznaje Wujka Rupeesa, pełniącego oficjalnie funkcje Guru sekty Skneruchów. Skuszony wizją raju nad ziemią zwanego Rupeelandią Mieczysław zostaje jedynym na świecie oficjalnym członkiem sekty, czyli Tinglem. W pakiecie powitalnym, poza zmienionym imieniem dostajemy oficjalny kultowy zielony uniform legendarnego bohatera, czerwone majty a’la Superman ubierane oczywiście na wierzch spodni, niebieski plecaczek z balonikiem, oraz 100 rupii „na drogę”. Ku wielkiej uciesze naszego bohatera w domowym komputerze, który nagle zaczyna działać zostaje zainstalowana aplikacja „Sexowna Pinkle 3.11”z którą można nie tylko porozmawiać, ale zwierzając się ze swoich problemów i osiągnięć zapisać stan gry. Skoro wszystko gotowe czas wyruszać w drogę…Kierunek Rupeelandia… Cel osiągnąć dość łatwo, wystarczy powrzucać zdobyte rupie do wspomnianego wcześniej jeziorka znajdującego się obok domku. Jeziorko jak się okazało jest szczytem wielkiej wieży łączącej ziemie z Rupeelandią, im więcej rupii tym większa wieża i większe właściwości psychotropowe oparów, za czym idą dalsze odjazdy naszego bohatera. Świat, w którym przyszło nam żyć do małych nie należy 3 kontynenty podzielone na 11 sporych rozmiarów wysp. O ile miedzy wyspami jednego kontynentu możemy bez problemu podróżować „na piechotę” to już kolejne kontynenty możemy odwiedzać jedynie za pomocą balonu skacząc z naszej wieży. Co ciekawe z każdego punktu ziemi bez problemu możemy wrócić balonikiem do domu.

„Chwalcie potęgę Pieniądza”

„Ludzie są jako szakale, moralności nie ma wcale. Szczęście sprzyja bogatemu a nieszczęście ubogiemu.” Pierwsza wizyta w najbliższym miasteczku Port Town uświadamia nam jak wielką role w życiu Mieczysława (teraz Tingla) odegrały zacytowane wcześniej słowa. Otóż za wszystko i wszystkim musimy płacić – począwszy od myta (na szczęście jednorazowego) na wejściu do miasta, skończywszy na głupiej pogaduszce ze szwaczką. Aby jeszcze bardziej naświetlić sytuację sami musimy wyczuć ile wart jest nasz rozmówca. Postaram się wytłumaczyć na przykładzie – Załóżmy ze Pan Strażnik wycenia rozmowę z nami na 30 Rupii, jeśli damy mu 10, to nasza dycha bezpowrotnie znika w kieszeni niedoszłego rozmówcy, czyli nadal musimy zapłacić całe 30. Jeśli jednak przesadzimy i damy np. 40, nie liczmy, że zostanie nam zwrócona „reszta” – trzeba wiec być (przynajmniej na początkowym etapie gry) bardzo ostrożnym.

„I co ja robię tu…”

Oczywiście posiadanie forsy nie rozwiązuje automatycznie wszystkich problemów (po za problemem braku forsy), dlatego też mieszkańcy miasteczka będą prosić nas o wykonanie pewnych zadań (oczywiście za odpowiednią gratyfikacją finansową). I to właśnie niesienie pomocy potrzebującym będzie jednym z naszych głównych źródeł dochodu. Po za odgrywaniem roli super bohatera możemy podjąć się wielu innych zajęć. Biorąc pod uwagę portowy charakter miasteczka większość ludności trudni się handlem, dlatego też możemy sprzedawać im praktycznie wszystkie zdobyte podczas wędrówek artefakty – a to owoce fauny i flory (owoce, warzywa, mięsko, skóry, muszle…), monety, kryształy, broń – ilość przedmiotów, którymi możemy handlować jest przynajmniej zadowalająca. Dodatkowo ich wartość możemy zwiększyć podczas „gotowania” korzystając ze zdobytych w przeróżny sposób przepisów (zestaw alchemika na coś w końcu się przyda). Dzięki zdobytej w późniejszym etapie gry łopacie odkrywają się przed nami kolejne możliwości zdobycia skarbów, a co za tym idzie pomnożenia cyferek na naszym koncie. Kolejną po archeologu sprawnością, która możemy rozwijać jest sprawność kartografa, dzięki której możemy nanosić na mapy terenu ważne obiekty, za co otrzymamy odpowiednią gratyfikacje w lokalnym biurze podróży. Możliwości zdobycia Rupii jest tak wiele, że każdy znajdzie dla siebie odpowiednie zajęcie.

„Let’s Mortal Komnat begin…”

Cóż to byłby za bohater gdyby nie stoczył przynajmniej kilkuset heroicznych walk? Podczas naszej wędrówki zazwyczaj nie spotkamy wrogo nastawionych do nas postaci, no może za wyjątkiem Gangu Dzikich Wieprzy zamieszkujących kilka warowni, ale i oni praktycznie zostawią nas w spokoju dopóki nie naruszymy ich terytorium. Dlatego też naszym podstawowym workiem treningowym będą przedstawiciele lokalnej zwierzyny po prostu broniące swojego terytorium. Sama walka jest bardzo uproszczona – polega, bowiem na „stukaniu stylusem” w kłęby kurzu wzniesionego trwającą walką. Podczas walki ubywa nam posiadanych aktualnie rupii (w ilości zależnej od siły przeciwnika). Aby ograniczyć straty podczas walki możemy (a nawet powinniśmy) w lokalnych Saloonach wynająć (oczywiście za pieniądze) odpowiedniego ochroniarza, który całą sprawę załatwi za nas. Zarówno przypadku, gdy walczymy sami jak i za pomocą ochroniarza cała zdobycz na szczęście wpływa na nasze konto. Wartość (a zazwyczaj ilość) zdobytych w ten sposób przedmiotów możemy zwiększyć próbując walki z kilkoma przeciwnikami na raz.

„Daleko jeszcze?...”

Można by powiedzieć, że droga na szczyt jest prosta, ale dość krótka, aby osiągnąć maksymalną wysokość wieży wystarczy wrzucić do jeziorka ok. 500tyś. Rupii. Przy domku Tingla rośnie chwaścik o wartości 5Rupii na upartego, więc wystarczy żebrać 100tyś chwaścików i sprzedać na mieście. Fakt hardcorowe zadanie, ale wykonalne. Niestety zebranie całej sumy nie gwarantuje osiągnięcia Rupeelandii, aby tego dokonać Tingle musi zdobyć Legendarną Platynową Rupię znajdującą się w skarbcu antycznych ruin, aby nie było zbyt łatwo kluczem do skarbca jest 5 magicznych kryształów ukrytych w labiryntach rozsianych po całym świecie. Same labirynty raczej nie przypominają tych znanych z Legendy o Zeldzie – więcej tam błądzenia niż walki czy rozwiązywania zagadek – jedna cecha pozostaje jednak niezmienna – na straży skarbu stoi Big Boss.

„PEGI 12+ Sexual Content”

No to jak w końcu jest z tą orientacją seksualna Tingla? Po ukończeniu gry stwierdzam, iż jest on w 100% hetero – ślini się na widok ładnej panienki jak większość samców. Zawiedzionych tych faktem, pragnę jednak poinformować iż w grze spotkamy bardzo fajną rodzinkę budowniczych mostów – dwóch braci gejów oraz ich siostrę – trans..bleee

„Zelda Spin-off”

Freshly-Picked Single’s Rosy Rupeeland to produkt “uboczny” wielkiej serii “The Legend of Zelda” i nie da się ukryć, iż jest w pewnym sensie jej parodią, tak samo jak Tingl’a można uznać za parodię Linka. Po za samym głównym bohaterem ciężko wypatrzyć jakieś nachalne nawiązania do klasyka. Praktycznie brak znanych postaci, ras, po za wyjątkiem Subrosian (znanych z Oracle of…) prowadzącymi Saloony z wynajmem ochrony. Naszą uwagę mogą zwrócić nazwy niektórych wysp – „Lon Lon Meadow”, „Deku Forest”, Fairy Garden”, czy też wypowiedzi postaci dotyczące ubranego na zielono bohatera. Nawiązań możemy również „dosłuchać” się w warstwie dźwiękowej gdzie cześć efektów dźwiękowych czy też motywów muzycznych została odpowiednio zapożyczona z głównej linii serii.

„Co tam widać i słychać”

Oprawa graficzna to całkiem porządne ręcznie rysowane 2D, można by powiedzieć, że to obecnie ostatnia Zelda w takiej jakże lubianej przez wielu z nas oprawie. Do warstwy, dźwiękowej praktycznie nie miałbym zastrzeżeń gdyby nie fakt, iż muzyki w całej grze jest tyle, co kot napłakał – otóż całość sprowadza się do muzycznego wprowadzenia po przybyciu nas na daną wyspę. Do tego dochodzą utwory przygrywające w dungeonach. A szkoda, bo kawałki są bardzo fajne.

„Bo na końcu coś być musi…”

Jako fan „The Legend of Zelda” polecam zagranie w „Freshly-Picked Tingle’s Rosy Rupeeland”. Gra daje nam nie tylko inne spojrzenie na postać Tingla ale również na całą serię przygód dzielnego Linka i Zeldy. Gra ukazała się tylko w Japonii i Europie (choć tu wydaje mi się że w dość ograniczonym nakładzie) i w tym przypadku uważam ze Hamburgery mają nam czego zazdrościć. Polecam bardzo..

Ocena ogólna 7,3

Autor: tbxx

Grafika 80%

Dźwięk 60%

Grywalność 80%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie