Grand Theft Auto: San Andreas

PlayStation 2

Utworzono: 3 kwietnia 2008
Autor: Snake
Odsłon:

4116

Dziś do działu PS2 trafia recka kolejnego wielkiego tytułu – GTA San Andreas. Po raz kolejny łapiemy za gnata (albo za baseballa jak ktoś woli) i idziemy robić porządek na ulicach miasta, a właściwie to całego stanu. Tak, tak – STANU. Jesteście ciekawi co Rockstar potrafi wycisnąć z PS2? Jeżeli tak to zapraszam do zapoznania się z recenzją

Pierwsze co rzuca się w oczy po odpaleniu gry to diametralna zmiana klimatu w stosunku do poprzedniczki. W Vice City mieliśmy do czynienia z latami 80, kiedy to disco było jak najbardziej na fali, a hawajskie koszule u przechodniów były normalką. San Andreas od razu przywita nas „czarnym” brzmieniem i zostaniemy wrzuceni w wir wydarzeń na początku lat 90.
Tytułowe San Andreas to fikcyjny stan… stop. W tym miejscu chciałbym powiedzieć pare słów na temat owego stanu. Rockstar ma takie tendencje, że ich gra zawsze dokonuje jakiegoś przełomu – raz większego (rewolucja jaką było GTA3) i raz mniejszego. Tym razem developer zadecydował, że powiększy dotychczasowe pole działań i zaserwuje nam coś POTĘŻNEGO. Obszar jaki oddano nam do dyspozycji bez problemu mógłby konkurować z niektórymi z gatunku RPG (a niektóre to nawet przewyższa), a i jego architektura wcale nie jest byle jaka. San Andreas zostało podzielone na 3 miasta – Los Santos, Las Venturas i San Fierro. Każde z nich jest mniej więcej wielkości całego Vice City, więc efekt jest naprawdę piorunujący. Los Santos swoim wyglądem przypomina przedmieścia Los Angeles – dużo małych domków, jakieś palmy itp. Jednak najważniejsze są gangi . Na terenie LS dominują 3 – Grove Street, Balla i Vagos. Dwa pierwsze to murzyni, a trzeci to latynosi. Owe gangi w trakcie gry rywalizują ze sobą (czyt. pozbywają się siebie nawzajem) i każdy z nich chce zyskać dominacje w LS. Kolejne miasto – Las Venturas – wygląda jak Las Vegas. Na każdym rogu znajdziemy kasyna i kluby go-go. San Fierro to odpowiednik San Francisco - masa wąskich i stromych uliczek, wielki port i długi wiszący most.

Główny bohater gry, czarnoskóry, Carl Johnson (dla ziomków CJ) przylatuje do Los Santos po dłuższej nieobecności. Do powrotu zmusza go wieść od jego brata Sweet’a – ich matka nie żyje. Właściwie to została zabita, a CJ będzie się starał dowiedzieć kto to zrobił. Gdy Carl już zjawia się w rodzinnym mieście, trzech skorumpowanych gliniarzy urządza mu „przywitanie” – pozbawiają kasy, a także walizki z rzeczami. „Worst place in the world” – takie słowa padają z ust głównego bohatera po tym jak zostaje wyrzucony z policyjnego samochodu. To zdanie zdecydowanie sugeruje, że Los Santos do przyjemnych miejsc nie należy. I takie też się okazuje.

System rozgrywki w GTA w dalszym ciągu pozostaje niezmieniony – free-roaming jest jego podstawą. Oczywiste jest jednak to, że jeśli developer nie pokusiłby się o jakieś nowinki to gameplay stałby się skostniały. Panowie z Rockstar doskonale zdają sobie z tego sprawę dlatego w swoim nowym dziele umieścili ogromną ilość całkowicie nowych rozwiązań i usprawnili też niektóre obecne już od początku elementy. Skupmy się jednak na tym co nowe. Na pierwszy ogień idzie postać, którą kierujemy – od teraz, tak jak w grach RPG, jest opisana kilkoma statystykami, które w różnoraki sposób można rozwijać. Obejmują one takie kategorie jak: stamina, muscle, fat, sex appeal, a później można jeszcze rozwijać skille odpowiadające za posługiwanie się bronią. Statystyki przedstawione są w formie pasków i większość z nich można rozwijać na siłowni, która jest kolejną nowością dla serii. Na niej można popakować na ławeczce, pobiegać, pojeździć na rowerku i zmierzyć się na ringu z przeciwnikiem którego rodzaj zależy od miasta w którym się aktualnie znajdujemy.
Rezultaty treningów są bardzo widoczne i jeśli wyrobimy sobie pasek odpowiedzialny za mięśnie to CJ będzie takim schabem, że ciężko będzie znaleźć odstęp między głową, a tułowiem. Jego siła także wzrasta – 3 ciosy na przeciwniku (lub na przypadkowym przechodniu) i koleś już jest trupem. Jednak jeśli nie będziemy regularnie ćwiczyć nasz bohater zacznie tyć – fajnie, prawda?
A co powiecie na to - wraz z nadejściem San Andreas główny bohater nareszcie może pływać! Tak! Teraz wpadnięcie do wody nie kończy się natychmiastową śmiercią, a czasem to się nawet przydaje. W szczególności gdy na karku mamy połowę policji z miasta, a dróg ucieczki nie ma zbyt wielu.
Gameplay został jeszcze wzbogacony o możliwość dowolnego ubioru bohatera i robienia tatuaży i fryzur. Jak to wypada w praniu? Bardzo dobrze. Od teraz sami decydujemy jak ma wyglądać nasza postać – wytatuowany schab w szerokich portkach, obwieszony biżuterią czy też tłuścioch w kowbojskich butach i np. afro. Ten element rozgrywki jest naprawdę rozbudowany i można się nim świetnie bawić. Myślicie, że to koniec nowości? Skądże. Jest tego więcej! Kolejnym elementem o którym warto wspomnieć jest opcja tuningowania fur. Co prawda dotyczy ona tylko wyglądu samochodu i nie ma możliwości pogrzebania w jego silniku, ale uwierzcie mi – i tak jest super. Masa zderzaków, spoilery, maski, felgi, rury wydechowe, różne wzory grafik, a to wszystko w jednej grze! Aż dziw bierze ile można zrobić na PS2 jeśli tylko weźmie się za to utalentowany developer.

Jak zwykle GTA może pochwalić się różnorodnością misji oraz ich ilością. Sam główny wątek wystarczy na jakieś 25-30 godzin, a jeśli chcemy zrobić grę na 100% to zajmie nam to o wiele, wiele więcej czasu. Misje są naprawdę fajnie pomyślane i wykonywanie ich nigdy nie jest poprzedzone myślą: „Znowu jakieś głupie zadanie” – to się tej gry nie tyczy. Podam tu jako przykład jedno z zadań jakie przyjdzie nam wykonać (jedno z moich ulubionych) – dostajemy w łapy miotacz ognia i w określonym czasie (przed przyjazdem policji) musimy spalić plantacje marihuany. To naprawdę fajna misja i zaliczenie jej pozwala nam udać się do kolejnego miasta – San Fierro. Subquesty też, jak zwykle, nie pozwolą nam się nudzić. Okradanie domów ze sprzętu RTV? Czemu nie – przecież gangster jakoś musi zarobić na złoto które nosi na szyi. Fundusze można zdobywać także poprzez zabijanie dealerów. Za każdego wpadnie nam do kieszeni ponad 1000$. Sumka nie mała więc gdy takiego widać to najlepiej od razu go przejechać.

Oprawa graficzna w GTA SA stoi na wysokim poziomie. Dostarczono nam ładne modele bohaterów, które mimo tego iż nie są wykonane jakoś wyjątkowo szczegółowo to jednak prezentują się dobrze. Środki transportu, od samochodów po motorówki, trzymają wysoki poziom i nie odstają od innych elementów gry. Chciałbym tu wspomnieć także o oświetleniu, które w nowym GTA wypada świetnie. Zachód słońca w tej grze jest naprawdę piękny i jazda na motorze podczas jednego z nich pozostawia niezapomniane wrażenie – sami spróbujcie. Grze czasem zdarza się zaliczyć dropy animacji, ale należy wziąć pod uwagę to jaki teren oddano nam do zwiedzania – coś za coś. San Andreas ma jedną (największą jak dla mnie) wadę. A jest nią pop-up (dorysowywanie tła). Nie miałbym nic przeciwko niemu ale jak jadę sobie 200km/h, a przed nosem pojawia mi się budynek to raczej nie będę skakał z radości. Mam nadzieję, że Rockstar będzie sukcesywnie poprawiać ten aspekt w kolejnych częściach gry.

GTA od zawsze znane jest z wyśmienitego soundtarcku – w tej części jego większość stanowi hip-hop (co chyba jest oczywiste gdy przyjrzymy się klimatowi gry). Usłyszymy tu takich raperów jak: Dr. Dre, Snoop Dogg, 2 Pac, czy też legendarne NWA (niegdyś rymował w nim Dre). Soundtrack obejmuje też country, pop, rock i inne brzmienia – każdy znajdzie coś dla siebie.

Jak widać GTA SA skupia w sobie wiele elementów, które czynią ten tytuł wielkim. Rockstar po raz kolejny zademonstrowało jak należy zrobić „symulator” gangstera, a reszta twórców gier, którzy wciąż naśladują tego developera może dać sobie spokój z produkcją kolejnych „klonów” GTA. San Andreas niepodważalnie rządzi w gatunku free-roamingowych gier i nic tego nie zmieni (chyba, że GTA IV). Tytuł poleciłbym każdemu posiadaczowi Czarnuli, ale jeśli razi Was to, że można spalić żywcem 100 przechodniów, albo wysadzić ich z bazooki to zapomnijcie o tej grze - w GTA jest to normalka, a zarazem esencja gameplay’u (jak i wiele innych tego typu elementów). Sami oceńcie do której grupy należycie. Już? No to biegiem do sklepu!

Ocena ogólna 9.7

Autor: Snake

Grafika 90%

Dźwięk 100%

Grywalność 100%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie