Half-Life 2

Xbox

Utworzono: 20 kwietnia 2013
Autor: Adrian "Ukukuki" Surowiec
Odsłon:

1421

Na początku ubiegłej dekady gracze preferujący komputery czekali na trzy świetne tytuły. Dwa od firm które zapisały się już na kartach historii elektronicznej rozrywki. Firmy karmiły graczy informacjami, screenami i filmikami z ich oczek w głowie. Trzeci tytuł wyrósł dosyć niespodziewanie, ukazał się pierwszy z tej trójki i z miejsca podbił serca graczy. Zyskał szacunek, przede wszystkim piękną grafiką, ogromnymi przestrzeniami, grywalnością. Wprowadził nową jakość w gatunku gier FPS. Mowa oczywiście o Far Cry. Tytule który osłabił uderzenie Doom 3 i Half-Life 2. O ile Doom 3 niestety nie był tym czym się ludzie spodziewali, Half-Life 2 okazał się wyśmienitym tytułem, FPS doskonały. Był to złoty okres grania na komputerach PC. Później konsole zdecydowanie przejęły prowadzenie i inicjatywę. Posiadacze Xboxa z racji posiadania najmocniejszej platformy szóstej generacji mogli zagrać w te tytuły łącznie z recenzowanym Half-Life 2.

Zawór

Half Life 2 jest dziełem studia które jeśli wierzyć plotkom nie umie liczyć do trzech. Valve stworzyło wyśmienitą serię z niesamowitą fabułą i światem. Nie potrafię sobie przypomnieć FPSa który by posiadał tak niezwykle sugestywny klimat, który dosłownie wylewa się z ekranu. Szacunek dla Gabe Newella, ojca i matki tego tytułu. Gabe lud chce igrzysk, chleba i Half-Life 3!

Gordon Freeman

Tak jak w poprzedniej odsłonie wcielamy się w naukowca. Fizyka z wykształcenia z łomem w ręku. Gordon Freeman tkwi w „hibernacji” po wydarzeniach z części pierwszej – incydencie w Black Mesa. Zostaje wzbudzony przez G-Mana i umieszczony w pociągu którego celem jest City 17. Na początku gry mamy swoistą wizję z G-Manem który nas wybudza i krótko wprowadza do gry nakreślając sytuację.

G-Man jest postacią która zdaje się obserwować wydarzenia z boku, kierując najważniejszymi wydarzeniami w grze. Bystre oko często potrafi go dostrzec w pewnych momentach gry, kiedy jest widoczny dosłownie 2-3 sekundy a kamera wcale nie zmusza nas do jego oglądania. Można przejść całą grę i zobaczyć go tylko w zakończeniu. Posiada zdolności paranormalne, właściwie nie wiadomo czy jest do końca człowiekiem. Chociaż tak wygląda, ubrany jest w garnitur i zawsze przy sobie posiada teczkę. Jego wypowiedzi nie zawsze są w pełni zrozumiałe, ale kluczowe słowa są wyraźnie podkreślane, ton jest niezwykle władczy i nie wzbudza sympatii. Motywy tej postaci nie są do końca czytelne chociaż wydaje się stać po stronie ludzi. Jest to niezwykle tajemnicza postać która jest czymś w rodzaju naszego zwierzchnika. Co ciekawe inne postacie wydają się nie dostrzegać istnienia G-Man z drobnymi wyjątkami. Jednymi z nich są przedstawiciele rasy Vortigaunt którzy jawnie sprzeciwiają się działaniom tego bohatera. Prawdopodobnie wiedzą coś więcej o celach i motywach G-Mana. Nigdy to jeszcze nie zostało wyjaśnione w serii Half-Life.

Gordon Freeman nie wymawia żadnej kwestii. Narracja jest niezwykle ciekawa, prowadzona przez inne postacie. Nasza postać nic nie mówi, nie ma również przerywników filmowych, braku ciągłości akcji. Cały czas obserwujemy wydarzenia z oczu naszego bohatera. Takie prowadzenie gry spotyka się z krytyką niektórych recenzentów i graczy. Mi osobiście taki sposób odpowiada, nadaje niepowtarzalnego klimatu i budzi zainteresowanie. Przez braki przerywników filmowych nie wiemy co się dzieje w innych miejscach, jak toczą się losy innych postaci. Każda część serii (łącznie z epizodem 1 i 2) wyjaśnia część zagadek z poprzedniej odsłony przy czym dodaje kilka nowych. Sprawia to że oczekujemy z zapałem kolejnego odcinka „Gordon Freeman ratuje świat”. Istny syndrom wciągającego serialu - co będzie dalej?

City 17

Widoki jakie zapewnia nam City 17 wyglądają znajomo. Miasto utrzymane jest w stylu wschodnio-pokomunistycznym. Pełno kamienic, rynków, trochę budowli z płyty w stylu budownictwa Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Na ulicach pełno aut typu Łada, Zaporożec i ogólnie wzornictwa motoryzacyjnego rodem z ZSRR. Do tego dochodzą graffiti i plakaty pisane cyrylicą. Swojskie klimaty, tyle że biega pełno żołnierzy w kosmicznych strojach, i robotów a w centrum miasta widać budowlę obcych. Cytadela jest ogromna, do tego żyje a wielkie płyty zmieniają swoje położenie wydając charakterystyczny odgłos. Na początku długo w mieście nie zabawimy. Będziemy zmuszeni z niego uciekać, ale nic straconego za parę godzin wrócimy i dogłębnie je zwiedzimy.

Po drodze zobaczymy wiele świetnych lokacji. Między innymi klimatyczne (w Half-Life 2 wszystko jest klimatyczne!) Ravenholm. Miasteczko w którym ruch oporu miał swoje siedlisko „zła”, które Kombinat oczywiście postanowił zniszczyć i wdeptać w ziemię. Został przeprowadzony ostrzał rakietami z headcrabami na pokładzie. Jest to takie milutkie stworzonko o wyglądzie mięciutkiej poduszki z małymi nóżkami, pośrodku z dziurą na twoją głowę. Zaatakowany osobnik zmienia się w coś w rodzaju zombie z headcrabem na głowie który nim steruje. Oczywiście rozróżniamy różne rodzaje headcrabów i tym samym zombie, ale więcej o tym w dalszej części. Wróćmy do Ravenholm, ludzie nie byli w stanie bronić się przed zmasowanym atakiem headcrabów i już zmutowanych ludzi. Także większość zginęła albo włóczy się po mieście z poduszką na głowie. Walczyli dzielnie, świadczy o tym duża ilość pułapek takich jak wirniki montowane na silnikach ładnie przecinające wrogów na pół czy samochody pułapki przygniatające zombiaki. W tej lokacji będziemy mieli okazję gruntownie przetestować gravity gun, raz że jest mało amunicji (na poziomie większym niż normal będziecie głównie polegać na rzucaniu przedmiotami) a dwa że pałęta się pełno wybuchających beczek czy super fajnych pił tarczowych tnących wrogów z pełną dozą okrucieństwa. Czołgający się zombie przecięty na pół czy ruchoma pochodnia wydająca przeraźliwy jęk − like a boss! W miasteczku przeżyła jedna osoba, nie będę zdradzał kto zapraszam do gry.

Zapadających w pamięci lokacji równie dobrych jak Ravenholm jest więcej, projekty poziomów są liniowe ale dopieszczone. Jest to na pewno jeden z mocniejszych punktów tego tytułu.

Hmm, z czego by tu przywalić?

Przechodzimy do kolejnego dopieszczonego elementu − broni. W grze nie mamy zbyt dużo pukawek. Za to zachowana jest różnorodność a do tego większość broni ma alternatywny tryb strzelania. Mamy klasyczny pistolet, mój ulubiony 357 Magnum, różnego rodzaju karabinki, bronie walące z grubej rury, granaty, klasyczny shotgun czy kultowe już: łom i gravity gun (bardziej fachowa nazwa Zero-Point Energy Field Manipulator której nikt nie używa oprócz zniewieściałej pani profesor). Załapały się nawet takie egzotyki jak kusza na rozżarzone pręty czy wyrwane coś fajnego z środka wielkiego robala.

Zatrzymajmy się jeszcze przy gravity gun. Gdyby nie fizyka w Half-Life 2 ta broń nie miała by prawa zaistnieć. Możemy przesuwać i podnosić niezbyt ciężkie przedmioty a potem ciskać nimi w przeciwnika. Broń daje niesamowicie duże pole do popisu i zabawy. Możemy łapać wrogie granaty w locie i ciskać nimi w oponentów. Zresztą przywalenie kaloryferem, muszlą klozetową, pustakiem czy piłą tarczową w przeciwnika brzmi całkiem fajnie? W końcowym etapie gry Gravity Gun zyska większą moc dzięki której będzie mógł wyrywać pulpity sterujące, ekrany, podnosić dosyć ciężkie przedmioty jak również ciskać przeciwnikami o ściany.

Havok

W grze zaimplementowano silnik fizyczny Havok. Znamy go z innych gier ale w 2005 roku w Half-Life 2 na Xboxie prezentował się iście kozacko. Wybuch rozrzuca ciała wrogów oraz elementy otoczenia niezwykle efektownie i sugestywnie. Tyle lat minęło od premiery, tyle wody w przedarło się przez koryta Wisły a nadal wygląda to dalej dobrze i realnie.

Dano również parę mini zagadek logicznych z wykorzystaniem fizyki. Nie raz będziemy musieli robić coś w rodzaju dźwigni z przedmiotów porozrzucanych dokoła dociążając deskę lub inną płytę żeby dostać się w niedostępne miejsce. Zbieranie akumulatorów w celu otwarcia bramy czy wypinanie wtyczek z zasilaniem.

Kombinat i reszta ferajny

Naszym głównym przeciwnikiem są żołnierze kombinatu. Dosyć inteligentni przeciwnicy, potrafią zachodzić nas z różnych stron, współpracować i co przede wszystkim daje w kość – napierają dosyć mocno szczególnie kiedy przeładowujemy magazynek. Kombinat składa się z Civil Protection – jest to najsłabsza jednostka obcych stworzona z ludzi do pilnowania porządku. Overwatch Soldier to zmodyfikowani ludzie, mocniejsza jednostka wyposażona przeważnie w podstawowy karabinek a z czasem w mocniejszy karabin obcych. Overwatch Elite jednostka zdecydowanie bardziej upierdliwa i wyposażona w lepszą broń i pancerz. Spotkamy ją w końcowych etapach gry, nosi białe uniformy. Kombinat niektórych jeńców zamienia w Stalkers którzy mają za zadanie naprawiać maszyny, usuwać usterki, takie złote rączki o paskudnym wyglądzie.

W ramach ciekawostki w grze nie uświadczymy dzieci, Kombinat zdobywając kolejne światy blokuje rozmnażanie atakowanych ras za pomocą specjalnego pola które zatrzymuje powstawanie zarodków. Jakby to nie brzmiało jest to gra Sci-Fi.

Nie chcę się tutaj zbytnio rozpisywać o niuansach Half-Life 2, ale o tym warto wspomnieć. Główną rasą i zarazem początkiem Kombinatu są prawdopodobnie ogromne robale o wyglądzie czerwia z długim jęzorem, do tego posiadające zdolność telekinezy i telepatii. W HL2 zobaczymy jego obraz na monitorze tylko przez chwile za to w epizodzie 2 zobaczymy zdecydowanie więcej, ale i tak do dziada nie postrzelamy (gdzie epizod 3 albo HL3)!

Wracając do tematu. Kombinat również dysponuje maszynami zawierającymi prawdopodobnie żywą tkankę. Mamy jedną maszynę z ogromnym śmigłem w ogonie który przypomina płetwę i przy skręcaniu wygina się na różne strony. W uzbrojeniu ma tylko karabin obcych. Mamy Stridera który wygląda jak mały pająk na ogromnych nogach wysokości sporej kamienicy. Uzbrojenie to karabin obcych i działko laserowe o potężnej sile „topiące” przeciwników.

Kombinat posiada również w asortymencie helikoptery zrzucające bomby, dodatkowo wyposażone w karabin. Sondy szpiegujące których jest parę typów. Raczej nie są groźnie, ale przy spadaniu będą starały się nas trafić. Potrafią również oślepiać lampą błyskową. Malutkie roboty wyposażone w ostrza które wirują zadając obrażenia, spotykane zawsze w grupie.

Na swojej drodze spotkamy również ogromne owady i jeszcze większe ich „królowe”. Parę rodzajów zombie, powolnych, szybkich czy noszących w sobie headcraby. Wieżyczki strażnicze, miny pułapki czy też podłożone ładunki wybuchowe.

Bestiariusz nie jest jakoś specjalnie rozbudowany, ale kompletnie to podczas gry nie przeszkadza, nawet nie zwraca się na to uwagi. Jest dopieszczony. W ramach kolejnej ciekawostki, podczas wizyty w na plaży polecam udać się w głębiny spotkamy niespodziankę która zakończy nasz żywot.

Lambda

Często widzimy namalowaną lambdę, oznacza to że gdzieś w pobliżu ukrywa się członek ruchu oporu (zazwyczaj jest już martwy). To co nas interesuje to apteczki i amunicja w tych miejscach.

Na wyższym poziomie trudności niż normal szukanie tych miejsc jest niezbędne. Ogólnie walka i uciskanie ludności są dosyć fajnie pokazane, widać że ten ruch nie skupia się wokół super bohatera tylko często działa sam. Żołnierze ruchu oporu noszą opaskę z namalowaną Lambdą na ramieniu. W niektórych etapach będziemy dowodzić małą drużyną składającą się z rzeczonych wojaków. Są całkiem pomocni i coś tam ubijają. Szczególnie medyk jest przydatny, rozdaje apteczki.

Jak tu pięknie! Czyż nie?

Jak na Xboxa grafika nie jest zła, oczywiście w porównaniu do wersji na PC mamy gorszej jakości tekstury i efekty. Valve odrzuciło pomysł konwersji na PS2 argumentując niedostatkiem mocy tej konsoli. I całe szczęście skoro Xbox ledwo daje sobie radę z przemieleniem HL2 a jemu jest zdecydowanie bliżej do architektury komputera PC.

Szczególnie po oczach dają miejscami niskiej rozdzielczości tekstury, zwłaszcza na postaciach. O ile twarze wyglądają bardzo ładnie łącznie z mimiką tak cała reszta jest przyozdobiona papką. To samo tyczy się obiektów, na budynkach mamy bardzo ładne tekstury, wyraźne i czytelne dobrej jakości. Natomiast podłoże to często trawiasta papka z drobnymi wyjątkami. Struktury obcych z ich metalicznym połyskiem prezentują się całkiem dobrze.

Nie raz spotkamy miejscówkę gdzie na chwilę przystaniemy i będziemy podziwiać kunszt grafików. Wiele poziomów miejscami zapiera dech w piersiach, bogactwo detali czasami powala. Nie jest to zasługą niesamowicie dopieszczonej grafiki ale klimatu, dbałości o szczegóły i projektu poziomów.

Ogromnym minusem są czasami gubione klatki! Szczególnie na otwartych przestrzeniach gdzie mamy do czynienia z jatką a w ruch idzie silnik Havok mieląc fizykę w grze. Rzuca się to w oczy, mam wrażenie ,że gra dosłownie gubi 10 klatek. Trwa to może z 1 sekundę, ale daje po oczach. Cóż uroki konwersji graficznej perełki z PC na paroletnią konsolę. Z tym ,że w Doom 3 i Far Cry na klocku czegoś takiego nie uświadczymy. Winę można zwalić zapewne na Electronic Arts i ich pośpiech w wydaniu tego tytułu przed premierą 360-tki na klasycznego Xboxa.

Widać ,że Valve w tej kwestii się nie przyłożyło ale i tak jestem im bardzo wdzięczny za ten port z racji ,że tuż za rogiem była premiera Xboxa 360 gdzie mogli zrobić dopieszczoną konwersję z grafiką poprawioną w stosunku do PC. Zresztą Valve do grafiki nigdy nie przykładało szczególnej uwagi co zresztą można zobaczyć po Orange Box gdzie HL2 nie różni się niczym od wersji PC, nawet nie ma poprawionej grafiki jaką mamy w Episode 2.

Do graficznych perełek jak Halo 2 czy fenomenalnego pod tym względem The Chronicles of Riddick: Escape From Butcher Bay (najładniejsza gra szóstej generacji!) nie ma startu.

Panie coś tu buczy!

To co tworzy specyficzny klimat Half-Life 2 zaraz po projekcie poziomów i świata gry jest muzyka. Brzmi obco, autentycznie czuć ,że przeciwnicy nie są z tego świata. Dla dźwiękowców lecą gromkie brawa za kawał dobrze odwalonej roboty. Gdy akcja nabiera tempa w tle słyszymy dynamiczną muzykę świetnie oddającą co zaraz będzie się działo na ekranie lub już się dzieje. Jak normalnie nie lubię elektroniki tak tutaj pasuje ona świetnie. Za ścieżkę dźwiękowa odpowiada kompozytor Kelly Bailey który niestety już nie pracuje w Valve.

Nie jestem osobą zbytnio przykładającą uwagę do udźwiękowienia tak tutaj na każdym kroku byłem pełen podziwu dla pracy Valve w tej kwestii. Szczególnie tajemnicze dźwięki wydawane przez obcych, ich maszyny czy Cytadelę pośrodku miasta zasługują na uznanie. Trudno to opisać ale brzmi to niezwykle sugestywnie i po przejściu tego tytułu będziecie w stanie rozpoznać z jakiej gry pochodzą te dźwięki bez najmniejszego problemu nawet po paru latach. Również zombie wydają z siebie charakterystyczne odgłosy, nic tu nie było zrzynane w wcześniejszego dorobku kinematografii czy innych gier. Od reszty nie odstają również wybuchy, odgłosy broni czy głosy użyczone bohaterom tego niezwykle klimatycznego świata.

Wszystkim lubiącym takie klimaty polecam Orange Box gdzie mamy Epizod 1 i 2 do tego Team Fortress i jeden z lepszych debiutów siódmej generacji grę Portal. Epizod 1 jest dosyć krótki ale na tyle intensywny, że nie pozwoli się wam nudzić a dzieje się w nim naprawdę dużo do tego kończy się w epicki sposób. Epizod drugi natomiast jeszcze bardziej wciąga z powodu gorącej fabuły i strasznie apetycznego zakończenia. Jest on prawie tak długi jak Half-Life 2. Gorąco polecam ten tytuł miłośnikom dobrego strzelania w ciekawych klimatach. Half-Life 2 zasługuje w pełni na notę 10/10 niestety nie w wersji na Xboxa pierwszego.

Ocena ogólna 9.0

Autor: Adrian "Ukukuki" Surowiec

Grafika 80%

Dźwięk 100%

Grywalność 90%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie