Headhunter

Sega Dreamcast

Utworzono: 2 sierpnia 2010
Autor: hat
Odsłon:

2889

Dział Sega Dreamcast rośnie w siłę. Dzisiaj surowej ocenie poddana została gra Headhunter. Jej bohater to daleki krewny Solid Snake'a i Sama Fishera. Skrada się jednak ciszej niż Snake, a wrogów ucisza sprawniej od Fishera. Poznajcie Jacka Wade posiadacza najbardziej obciachowej brody gier video i najtajniejszego agenta na Dreamcascie. Zapraszam do lektury recenzji.

Headhunter to jedna z ostatnich wielkich gier na Dreamcasta. Ukazała się na rynku w listopadzie 2001 roku, kiedy ostatnia konsola niebieskich już dogorywała. Z tego powodu niewielu graczy miało okazję zapoznać się z tym ciekawym tytułem. Co ciekawe jako jedna z bardzo niewielu pozycji makaronowych ukazała się tylko w Europie w systemie PAL. Amerykanie musieli obejść się smakiem albo próbować importu. Mieli też trzecie wyjście, kilka miesięcy później za oceanem ukazała się wersja dla PlayStation 2 praktycznie identyczna z dreamcastowym oryginałem.
Tutaj zatrzymajmy się na chwilę, pora na zaprezentowanie zarysu dość zagmatwanej fabuły gry. Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości w mieście przypominającym słoneczne Los Angeles. W meandry scenariusza wprowadzają nas urywki telewizyjnych wiadomości. Przyszłość wygląda naprawdę różowo. Rozwiązano problem przemocy i przestępczości. Nad dobrostanem ludności czuwa potężna organizacja ACN (Anti Crime Network). Jej zbrojnym ramieniem są właśnie tytułowi łowcy głów. Najlepszym z nich jest niejaki Jack Wade, twardziel jakich mało i najlepszy headhunter w okolicy. Ale zaraz, zapytacie pewnie cóż to za jedni ci headhunterzy? Jak sama nazwa wskazuje parają się oni łowiectwem, a ich zwierzyną są wszelkiej maści szumowiny i wrzody na zdrowym ciele amerykańskiego społeczeństwa. Łowcy polują na przestępców nie w celu ich likwidacji ale pozyskania organów do przeszczepów. Zakazana jest broń palna więc headhunterzy używają broni paraliżującej, która powoduje śmierć mózgu, a organy wewnętrzne pozostają nienaruszone i trafiają do przeszczepu. I właśnie wokół transplantacji i handlu organami kręci się fabuła gry. Scenariusz naprawdę niezły i wciągający obfituje w nagłe zwroty akcji i trzyma w napięciu do samego końca.

Model rozgrywki wskazuje na to, że twórcy wyraźnie zapatrzyli się na Metal Gear Solid. Ale czy to źle? Moim zdaniem nie, w końcu inspirację trzeba czerpać od najlepszych. Jack Wade potrafi się skradać, czaić za winklem, a ciche skręcenie karku strażnikowi to dla niego jak zabrać dziecku lizaka. Preferowanym stylem rozgrywki jest podkradanie, strzały z ukrycia i zakładanie pułapek. Otwarta konfrontacja z silną ekipą strażników kończy się z reguły wczytaniem save'a. Gra zaczyna się wyjątkowo sztampowo bo od amnezji głównego bohatera. Jack razem z pamięcią traci wszystkie licencje. Oczywiście żeby mógł wrócić do gry musi je odzyskać. Zdobywanie licencji jest swoistym samouczkiem i sprawdzianem umiejętności gracza. Warunkiem otrzymywania coraz bardziej wymagających zadań jest ciągłe podnoszenie swoich umiejętności. Wiąże się to ze zdobywaniem coraz wyższych licencji, od C poczynając, a na najtrudniejszej AAA kończąc. Ciekawie rozwiązano system ich zdobywania. Służy do tego specjalny symulator, a całość przypomina misje VR z Metal Gear Solid. Ale nie samym skradaniem tajny agent żyje. Wade ma do dyspozycji motocykl którym pomyka po mieście przemieszczając się między misjami. Przyznam, że jazda na motorze początkowo wywoływała we mnie sporo frustracji. Model jazdy jest wymagający i potrzeba sporo treningu żeby opanować prowadzenie ścigacza na zadowalającym poziomie. Na początku notorycznie zderzałem się z innymi pojazdami i nie wyrabiałem w zakrętach. Potem było już nieco lepiej ale moim zdaniem twórcy mogli sobie spokojnie darować eksplorację miasta na jednośladzie. Natomiast wielbicielom wyścigów i graczom zaprawionym w grach motocyklowych ten aspekt gry powinien przypaść do gustu.

Grafika prezentuje wyższy poziom stanów średnich. Główny bohater jest ładnie animowany i napompowany sporą ilością polygonów. Postacie niezależne i bossowie to także solidna robota. Pomniejsi przeciwnicy to kilka modeli na krzyż. Naprzeciwko Jacka staje armia sklonowanych wąsatych zakapiorów. Ponarzekam też trochę na sztuczną inteligencję, a właściwie sztuczną głupotę przeciwników. Jednego z bossów można pokonać biegając za nim i naparzając mu w plecy. Głupek nie wpadnie na to, że można się odwrócić tylko próbuje uparcie obiegać przeszkody. Strażników nie niepokoi, że nagle znika kolega z którym patrolują teren. Jak na wysokobudżetowy tytuł to takich baboli jest stanowczo za dużo.

Miasto jest spore i całkiem zróżnicowane ale i tu można dopatrzyć się kilku niedoróbek. Rzuca się w oczy doczytywanie obiektów, a samochody przypominają modele grubo ciosane przez początkującego stolarza. Nie dotyczy to oczywiście motocykla Jacka, który jest odpowiednio dopieszczony. Niektóre wnętrza wykonano naprawdę ładnie, cieszy oko spora liczba detali i dbałość o szczegóły. Wszelakie magazyny i hale straszą za to graficzną biedą wyglądającą z każdego kąta. Muzyka przypomina najlepsze kawałki z filmów szpiegowskich, a główny motyw wpada w ucho i nie chce z niego wypaść. Także dubbing jest na najwyższym poziomie. Głosy aktorów dobrano świetnie i idealnie dopasowano do postaci.

Przeczytaliście wyżej sporo narzekania na wszelakie niedoróbki. Fakt w Headhunterze ich nie brakuje, ale ten tytuł ratuje solidna i zaskakująca fabuła, ciekawa rozgrywka i lekko futurystyczny klimat. To wszystko połączone z solidna grafiką i świetnym dźwiękiem daje zaskakująco grywalny efekt. Tytuł naprawdę godny sprawdzenia tym bardziej że w swoim gatunku na Dreamcascie ma niewielką konkurencję.

Ocena ogólna 7.7

Autor: hat

Grafika 70%

Dźwięk 90%

Grywalność 70%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie