Mortal Kombat Trilogy

Nintendo 64

Utworzono: 15 kwietnia 2010
Autor: Axi0maT
Odsłon:

3258

Seria Mortal Kombat była niewątpliwie w latach 90tych XX wieku wyznacznikiem ekstremalnej brutalności w grach. Każda kolejna odsłona wywoływała z jednej strony falę protestów przeciwników przemocy w grach, a z drugiej niekończące się zachwyty żądnych krwi graczy. Pierwsze części Mortalka charakteryzowały się przede wszystkim niesamowitą digitalizowaną grafiką, dzięki której przypominały bardziej film aniżeli grę. W końcu jednak nadszedł zmierzch gier dwuwymiarowych, a wraz z nim ostatnia część gry, której oprawa wizualna utrzymana była w tej stylistyce – Mortal Kombat Trilogy. Dziś na retroage trafia recenzja tej gry w wersji na konsolę Nintendo 64 (N64).

Czy jest ktoś, kto nie grał w Mortal Kombat? Nie wyobrażam sobie tego, ale pewnie młodsi gracze mogą serii nie kojarzyć, bowiem wraz z nastaniem nowego tysiąclecia bardzo mocno podupadła, a można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że poleciała ostrym lotem koszącym w dół. Nie jest to już tak znacząca marka jak przed laty, ale warto wiedzieć, że swego czasu była niezwykle popularna i sprzedawała się praktycznie sama, bo najlepszą reklamę robili jej sami gracze. Wspomnieć też należy, że na fali popularności seria Mortal Kombat dorobiła się dwóch pełnometrażowych filmów, serialu, filmów animowanych, stosu figurek i bóg wie czego jeszcze. Sukces to nie byle jaki i choć popularność przypisuje się jej głównie za sprawą brutalności to i polityka wydawania gry na niemal wszystko co potrafiło grę uciągnąć też nie był tu bez znaczenia.

Przejdźmy jednak do sedna z małym wstępem dla tych, którzy gry nie kojarzą. Mortal Kombat to klasyczna bijatyka jeden na jednego z całą gromadką postaci do wyboru, z których każda ma unikalny zestaw ciosów specjalnych i co najważniejsze ekstremalnie krwawe i brutalne wykończenia przeciwnika na koniec walki. Zadaniem gracza jest pokonanie wszystkich oponentów, którzy startują w turnieju i zmierzenie się z końcowym bossem. Całość okraszona jest hektolitrami krwi lejących się po każdym zadanym ciosie.

Mortal Kombat Trilogy to ostatnia dwuwymiarowa odsłona serii i jest swoistym podsumowaniem, bowiem występują w niej wszyscy zawodnicy ze wszystkich trzech części. Do dyspozycji graczy oddano 30 postaci plus jedną ukrytą (Khameleon – wojowniczka ninja odmienna od występujących w pozostałych częściach męskiej wersji Chameleon). Większość z wojowników jest bardzo mocno zróżnicowana i zazwyczaj reprezentują oni odmienne szkoły walki, a co za tym idzie różne style. Różnorodność dotyczy więc nie tylko ich wyglądu ale też pozycji w jakiej walczą i ciosów jakie zadają. Prócz klasycznego (ale bardzo urozmaiconego) zestawu z serii pięścią w ryj czy laczek z półobrotu, postacie posiadają ciosy specjalne (po ok. 3-4 na postać). Uaktywnia się je tajną karkołomną kombinacją, a efekty ich wykonania są przeróżne. Od specyficznych ciosów typu wślizg, przewrotka, super skok czy „piąchą po jajach”, przez używanie broni aż po teleporty i czary w postaci błyskawic bądź ognistych kul.

Duża ilość postaci pociąga za sobą konieczność wymyślenia nowych ciosów jak i finiszów dla każdej z nich. Dochodzimy tym samym do momentu, w którym okazuje się, że dobrych pomysłów zaczyna brakować, przez co wiele z fatality jest tak wymyślna, że aż absurdalna, żeby nie powiedzieć głupia. Kto by jednak zwracał na to uwagę. Nadal można wyrywać kończyny, ciąć, szlachtować, patroszyć niczym prosiaka, wysadzać, palić, zamrażać, miażdżyć i co tylko przyjdzie wam jeszcze do głowy... A propos głowy to ją również można oderwać. Trzeba być naprawdę niespełna rozumu, aby wymyślić te wszystkie bestialskie sceny mordowania przeciwnika. Oprócz dwóch fatality na każdą z postaci dochodzą jeszcze pozostałe wykończenia: Babality, Friendship, Animality, Brutality oraz tzw. Stage Fatality, czyli finisze możliwe do wykonania tylko na konkretnych planszach z wykorzystaniem jej elementów (np. kolce, kwas lub przejeżdżający pociąg). Dla każdego coś (nie)miłego.

W Mortal Kombat Trilogy obecny jest również świetny system kombosów znany z trzeciej odsłony gry. Są to serie perfekcyjnie zadanych kilku ciosów pod rząd, których nie może zablokować przeciwnik. Dają one nie tylko mnóstwo satysfakcji, ale też dodatkowo zabierają sporo energii, więc warto z nich korzystać.

Postacie się dość dobrze zbalansowane, choć wydaje mi się, że niektóre nieco odstają od reszty możliwościami łączenia kolejnych ciosów specjalnych z kombosami, przez co mają nieznaczną przewagę. Nie każdy będzie jednak potrafił od razu wykorzystać wszystkie zalety postaci, bowiem Mortal Kombat z pewnością nie należy do gier prostych. Do skutecznej walki niezbędne jest perfekcyjne opanowanie 6 przycisków (bieganie, blokowanie i po dwa na uderzenia rękoma i nogami). Całość wymaga poświęcenia sporej liczby czasu na tzw. masterowanie nie tylko ciosów specjalnych i kombosów, ale również wyrafinowanych technik walki. Trening czyni mistrzem, więc jeśli chcecie liczyć się w turnieju to musicie ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

Esencją Mortal Kombat Trilogy jest oczywiście tryb multiplayer. Oprócz klasycznego obicia mordy koledze siedzącemu na krzesełku obok można zorganizować też turniej i pokazać większej ilości zgromadzonych, kto tu tak naprawdę rządzi. Żywi gracze są zasadniczo dużo bardziej wymagającymi przeciwnikami niż ci sterowani przez konsolę, więc zabawa na długie godziny murowana. Osobiście mogę śmiało powiedzieć, ze stoczyłem z całą pewnością parę tysięcy pojedynków w opisywanym Mortalku i nie żałuje ani chwili spędzonej z tą grą, a już na pewno pieniędzy na nią wydanych.

Czym wyróżnia się wersja Mortal Kombat Trilogy dla Nintendo 64 na tle innych platform? Z całą pewnością oszczędzono graczom przydługich loadingów. Niestety daje o sobie znać kiepski dźwięk, o którym wspomnę nieco więcej za chwilę. Niektóre z postaci, które na innych platformach dostępne są w różnych wersjach (Sub Zero, Raiden, Kano, Jax i Kung Lao), na N64 możliwe są do wyboru tylko w jednej wersji. Połączono ze sobą niektóre z plansz, dzięki czemu można wyrzucać przeciwnika w górę na więcej niż jedno piętro. Reszta to w zasadzie detale, bo z jednej strony brak np. Goro, ale za to niektóre z postaci mają nowe ciosy specjalne niedostępne w żadnych innych wersjach (np. Kung Lao czy Raiden). Nie są to jednak na tyle istotne kwestie aby poruszać je w tak krótkiej recenzji.

Na pierwszy rzut oka grafika jest całkiem przyzwoita. Co prawda od gry 2D można by oczekiwać wysokiej rozdzielczości ale zamiast kręcić nosem powinniśmy się cieszyć, że jakikolwiek z klasycznych Mortali trafił na Nintendo 64. W momencie wydania gry (rok 1996) konkurencja od bijatyk przesiadła się w pełni na 3D i w zasadzie poza Street Fighterem i garstką gier beat’em up na Neo Geo okazuje się, że Mortal Kombat Trilogy jest ostatnią tego typu grą. Animacja jest więc całkiem dobra, ale raczej dla produktu z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Na rynku królują w tym czasie Tekken, Virtua Fighter i inne trójwymiarowe bijatyki. Midway spóźniło się ze swoją grą, tym bardziej, że niewiele nowego wnosi ona do gatunku. Ot odgrzane trzy części połączone w jedną całość i sprzedane ponownie. Jak wspomniałem graficznie jest całkiem przyjemnie dla oka, ale od konsoli z taką mocą jak Nintendo 64 oczekuje się czegoś dużo lepszego. Digitalizowane postacie nie bawią już tak bardzo i pozostawiają spory niedosyt.

Oprawa dźwiękowa to zdecydowanie pięta achillesowa Mortal Kombat Trilogy na N64. Wyraźnie zabrakło miejsca na kartridżu na upchanie muzyki i odgłosów w wysokiej jakości. Dostajemy więc audio, które niejednokrotnie zakłuje nas po uszach. Muzyka jest raczej z tych ponurych, utworzona głównie z niskich tonów i lecąc sobie gdzieś tam w tle niespecjalnie przeszkadza. Same gadki „komentatora” pozostawiono w zasadzie bez zmian, ale cała reszta odgłosów w trakcie walki, woła wręcz o pomstę do nieba. Jedyne dobre, co z tego wynikło to chyba fakt, że ostatecznie nie obcięto żadnego z sampli, wiec posiadacze Nintendo 64 dostali komplet tyle, że z dźwiękami gorszej jakości.

Mimo kilku dość poważnych uchybień ze strony twórców Mortal Kombat Trilogy, warto powiedzieć sobie szczerze – to wciąż jest prawdziwy Mortal Kombat. Piekielnie krwawy, piekielnie brutalny, piekielnie szybki i przede wszystkim piekielnie wciągający. Może i w momencie wydania trącił już nieco myszką, ale fani Mortala i tak to kupią. W końcu to wszystkie trzy najlepsze części tej sławnej serii złożone w jedną całość.

Ocena ogólna 6.3

Autor: Axi0maT

Grafika 60%

Dźwięk 40%

Grywalność 90%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie