Onechanbara: Bikini Zombie Slayers

Nintendo Wii

Utworzono: 6 grudnia 2014
Autor: kolo
Odsłon:

870

Onechanbara: Bikini Zombie Slayers na Nintendo Wii nie jest tytułem wybitnym, prawdę mówiąc bardzo niewiele brakuje żeby był produkcją na wskroś złą i żałosną, ma jednak w sobie to „coś” co sprawia że jest zaskakująco grywalna, pomimo że według zasad zdrowego rozsądku zdecydowanie nie powinna. O dziwo tym czymś nie są liczne niskie ujęcia i tytułowe bikini... W każdym razie nie tylko.

Onechanbara: Bikini Zombie Slayers zawiera śladowe ilości fabuły, jednak jest ona przedstawiona w sposób tak bełkotliwy i nudny, że po oglądnięciu kilku scenek po prostu je przeskakiwałem, szczerze wątpię żebym coś stracił. W dużym skrócie fabuła przedstawia się następująco: każda z czterech bohaterek z jakiegoś powodu musi przejść, z punktu A do punktu B po drodze wyrzynając setki, jeśli nie tysiące zombie. Swoją tandetą i kiczowatością przypomina to trochę historię z serii House of the Dead, mam jednak pewne wątpliwości czy było to w pełni świadome czy też stanowi efekt uboczny niskiego budżetu i braku realnej potrzeby tworzenia sensownej fabuły.

Jak już wspomniałem dostępne są cztery bohaterki, jednak tylko dwie z nich możemy wybrać od początku, pozostałe dwie musimy odblokować przechodząc „tryb fabularny” inną bohaterką, nie trwa to zbyt długo, można spokojnie przejść wszystkie etapy w kilka godzin. Na szczęście atrakcji w grze jest więcej. Po pierwsze, standardowo mamy kilka poziomów trudności, różniących się od siebie agresywnością przeciwników, po drugie jest także tryb Survival. Do tego też możemy ponownie przechodzić ukończone wcześniej etapy zaliczając specjalne misje, za których wykonywanie dostajemy dodatkowe stroje. Oprócz tego dochodzi jeszcze trening i specjalne przedmioty, więc rzeczy do zrobienia trochę jest.

Jak przedstawia się jednak sama rozgrywka? Na pierwszy rzut oka całkiem przyzwoicie, możemy używać przedmiotów, skakać (kiepsko wykonane), wykonywać uniki, no i oczywiście machać mieczem, do tego dochodzą ataki specjalne oraz możliwość zmiany trybu uzbrojenia, gdzie każdy jest unikalny dla danej bohaterki. Przykładowo Aya może walczyć jednym, lub dwoma mieczami, a Saki schować miecz i przyłożyć zombiakom gołymi pięściami od czasu do czasu wykonując chwyty niczym profesjonalny zapaśnik. Całość dość łatwo składamy w różne kombosy, w zależności od zaistniałej sytuacji, na przykład kopniak w celu zachwiania blokującego przeciwnika, wyskok i atak z góry.

Jednak jeśli chodzi o sterowanie mam raczej mieszane odczucia, z gorszej strony jest ono dość sztywne i nie najlepiej przystosowane do obsługi ruchowej, z drugiej zawiera naprawdę fajne elementy a całość po zdobyciu odrobiny wprawy zaczyna nabierać nieco sensu, choć muszę przyznać że nadal potrafi nieźle zirytować.
Całość uzupełnia kilka pasków, oprócz standardowego życia mamy też pasek ekstazy wykorzystywany do specjalnych ataków / uników i wskaźnik jak bardzo jesteśmy ufajdani -odliczający czas do aktywowania trybu berserk znacznie zwiększającego zadawane przez nas obrażenia itp.. Kolejnym fajnym elementem jest poziom uświnienia naszej broni, im bardziej zakrwawiona tym mniej skuteczna, dlatego trzeba od czasu do czasu strzepnąć z niej nadmiar posoki. Dlaczego o tym wspominam? Bo jest to jeden z kilku elementów sterowania ruchowego który autentycznie mi się spodobał, drugi to wykorzystanie ruchów wiilota i nunchuka (niezależnie i w tandemie) do obsługi dwóch mieczy przez Ayę. W sumie trochę to smutne, ale taka jest rzeczywistość.

Różnorodność przeciwników też nie powala na kolana: zwykłe zombie, zombie z improwizowanym uzbrojeniem, z bronią palną, giganci, ptaki i 2 typy zwierzęce (nazywam je żabami i pająkami) – taktyka jest zawsze taka sama – wal jak popadnie aż przeciwnik padnie. Trochę bardziej wymagającymi przeciwnikami są błotne zombie, trzeba je wykończyć konkretnym ciosem, podobnie sprawa ma się z krwistym zombie, te jednak są opcjonalne, a ich pokonanie dużo bardziej upierdliwe.
Warto także wspomnieć że Onechanbara: Bikini Zombie Slayers ma wbudowany prosty system rozwoju bohaterek, w trakcie gry zbieramy punkty doświadczenia, które pozwalają nam awansować i rozwijać cztery „zdolności” wpływające bezpośrednio (choć początkowo nieznacznie) na to jak dobrze dana postać radzi sobie z siekaniem zombiaków.

Tak czy inaczej, pomimo całego mojego jęczenia grało mi się całkiem przyjemnie, co prawda rozwałkę dawkowałem sobie bardzo oszczędnie (około pół godziny na rozgrywkę) bo inaczej cisnąłbym to wszystko w kąt i nigdy nie wrócił, ale jednak. Wiązało się to głównie z łatwością łączenia losowych ciosów i satysfakcją płynącą z wyżynania kolejnych fal słabiutkich zombie, choć przyznam że chęć zobaczenia kolejnych strojów dla bohaterek też swoje zrobiła.

Ale to dopiero całość gry a nie jej poszczególne elementy, sprawiają że Onechanbara: Bikini Zombie Slayers można określić jako grę na swój sposób wyjątkową. Główna w tym zasługa tego charakterystycznego zapaszku unoszącego się z mieszanki przesadzonych ataków, ogólnego kiczu i niskiego budżetu przyprawionego kilkoma pomysłami, co do których można mieć wątpliwości czy są dziełem geniusza czy kompletnego kretyna.

Pod względem graficznym gra prezentuje się dość nierówno, ale ogólnie sprawia najwyżej przyzwoite wrażenie. O ile bohaterki mają starannie wykonane modele i dobrze przygotowane tekstury w dużej rozdzielczości oraz trochę bardziej zaawansowaną fizykę (bezwładność włosów itp.) to przeciwnicy są toporni i nijacy. Świat również nie powala na kolana, większość czasu spędzamy w dość ciasnych korytarzach od czasu do czasu rozszerzające się w małą arenę lub rozwidlające się w dwie odnogi - przynajmniej nałożone tekstury, są wykonane jak należy, lecz monotonnie.
Wracając jeszcze do dodatkowych strojów: dwa z nich, te względnie możliwe do zdobycia to jedynie warianty kolorystyczne, dopiero trzeci oraz specjalny prezentuje się nieco ciekawiej.

O animacji chyba nie muszę dużo mówić bo można na to wpaść po wcześniejszych kilku zdaniach: bohaterki są bardzo ładnie animowane, a zombie to zombie, chyba w żadnej grze nie wygrałyby konkursu tańca. Cóż, przynajmniej ładnie się rozpadają kiedy ich poszatkujemy. Jeśli natomiast chodzi o prędkość działania to również nie jest źle, co prawda czasami gra trochę zwolni, jednak mi to nie przeszkadzało i nie uważam takich sytuacji za nagminne.

Jeśli chodzi o udźwiękowienie jest równie dwojako jak w przypadku grafiki. Muzyka jest żywiołowa i wpada w ucho jednocześnie nie przeszkadzając w grze, co prawda niektóre utwory są trochę dziwne, i nie każdemu mogą się spodobać, ale ogólnie nie ma na co narzekać. Efekty dźwiękowe natomiast jako takie są po prostu kiepskie, gdyby nie było odgłosów wydawanych bezpośrednio przez naszą łowczynię zombie to zostało by może kilkanaście, góra kilkadziesiąt sampli. Pewnie już się domyśliliście, że odgłosy wydawane przez bohaterki są dużo lepiej wykonane i zdecydowanie bardziej różnorodne? Dodam jeszcze, że gra posiada japoński dubbing co chyba wyszło jej na dobre, nie żeby miało to znaczenie przy historii, ale fajnie pokrzykują podczas walki.

Podsumowując Onechanbara: Bikini Zombie Slayers na Wii to dość przeciętna gra, ma co prawda sporo fajnych elementów ale przyjemność z zabawy jest skutecznie ograniczana przez irytujące sterowanie oraz ogólną toporność, jeśli jednak lubicie sieczkę zombie i nie macie zbyt wygórowanych wymagań możecie spróbować. Gra nie jest droga a pomimo swoich wad potrafi zapewnić sporo prymitywnej rozrywki, zakładając oczywiście że jednorazowo zamierzamy spędzić z nią nie więcej niż godzinę... Inaczej może się to skończyć tragicznie.
Tak czy inaczej ja bawiłem się całkiem nieźle i gdybym miał możliwość cofnąć się w czasie do momentu kiedy ją kupowałem – kupiłbym ją ponownie, głównie dlatego że trochę czuć od niej ten klimat tanich horrorów, nie tak mocno jak przy House of the Dead, ale jednak.

Ocena ogólna 5.7

Autor: kolo

Grafika 60%

Dźwięk 50%

Grywalność 60%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie