Perfect Dark

Nintendo 64

Utworzono: 31 grudnia 2013
Autor: Axi0maT
Odsłon:

1899

Czy żyjąc sobie tak z dnia na dzień, nie zastanawialiście się nigdy nad tym czy gdzieś tam w kosmosie są inne inteligentne formy życia? A słyszeliście może te wszystkie niestworzone historie o UFO i szarych istotach z wielkimi głowami? Wielu puka się w głowę nazywając je bredniami, ale jestem ciekaw co byście powiedzieli gdybym wam zdradził pewną tajemnicę. Tak naprawdę to trwa właśnie miedzygalaktyczna wojna między kosmitami, a my tutaj na Ziemi siedząc sobie wygodnie w fotelu przed telewizorem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie zauważamy również, że wśród nas są kosmici i bynajmniej nie ukrywają się niczym pokraki w filmie Men in Black. Dzięki hologramowym powłokom uczestniczą w naszym życiu publicznym, zajmują prominentne stanowiska i coś mi się wydaje, że pogrywają sobie z nami coraz bardziej. Chcecie wiedzieć czy faktycznie jesteśmy zdalnie sterowani? Wystarczy że odpalicie Perfect Dark na Nintendo 64 i sami przejrzycie na oczy...

Jak widać fabuła w Perfect Dark nie jest jakaś banalna i zapowiada się arcyciekawie. Świat w 2023 roku opanowany jest przez konkurujące ze sobą korporacje, które starając się uzyskać przewagę nad przeciwnikami, wdają się w konszachty z obcymi rasami. Kosmici jednak to nie instytucja charytatywna – nietrudno się domyśleć, że nie robią niczego bezinteresownie i również mają swoje interesy. Jakie? Tego zdradzać nie zamierzam, żeby nie pozbawić was przyjemności w odkrywaniu historii zaszytej w scenariuszu Perfect Dark.

Jedną z najbardziej wpływowych organizacji jest Carrington Institute – potężne centrum naukowe nieoficjalnie specjalizujące się w szkoleniu szpiegów idealnych. Instytut jest jednak tak tajny, że ciężko stwierdzić co jest przykrywką a co faktycznym celem jego działania. Jak większość tajnych organizacji, tak również i ta zajmuje się – jak nietrudno zgadnąć – sprawami ściśle tajnymi. Tak tajnymi że agentka specjalna Joanna Dark nie powinna się zdziwić, gdy zostanie skierowana do osławionej Strefy 51 czy do ratowania Elvisa (no chyba nie myśleliście że on naprawdę nie żyje!?). Nie będę rzucał spojlerami ale musicie mi uwierzyć na słowo, że w kwestii scenariusza Perfect Dark jako przedstawiciel gatunku FPS nie ma sobie równych!

Joanna Dark w którą przyjdzie nam się wcielić to specjalistka od zadań trudnych i niewykonalnych. W końcu to kobieta, a jak wiadomo gdzie diabeł nie może tam babę pośle. Prócz umiejętności typowo manualnych, Aśka wyposażona jest w przenośny arsenał gadżetów na widok którego sam James Bond nerwowo obgryza paznokcie z zazdrości. Nic dziwnego że twórcy gry odrzucili propozycje stworzenia „Tomorrow Never Dies„ – sequela wydanego wcześniej GoldenEye 007, skoro fanty Bonda najzwyczajniej ograniczały ich kreatywność. Poszli więc o krok dalej i w ten oto sposób „panna Joanna” stała się nowym wyznacznikiem tajnego agenta.

Jako że Perfect Dark to przede wszystkim FPS, to gadżety mimo iż grają pierwsze skrzypce to stanowią jednak tylko dodatek do strzelaniny. Wiadomo przecież, że jak chce się wykraść tajne dane bądź przeprowadzić dywersję w konkurencyjnej organizacji to prędzej czy później nawet mimo skradania się niczym kot, jakieś trupy paść muszą. Zazwyczaj więc w pierwszej fazie unikamy kontaktu z przeciwnikiem, następnie mniej lub bardziej subtelnie czyścimy plansze z wrogów a na końcu krążymy w poszukiwaniu rozwiązania jakiejś zagadki. Zazwyczaj chodzi o wejście w „mysią dziurę”, użycie przedmiotu w konkretnym miejscu lub jakąś inną absurdalną czynność na którą nie sposób wpaść od razu. Nie miałbym nic przeciwko takiemu schematowi ale podpowiedzi są według mnie zbyt lakoniczne, co w połączeniu ze stosunkowo rozbudowanymi planszami sprawia, że rozkminianie może zająć dłuższą chwile przeciągającą się nawet na godziny. Może po prostu jestem kiepski w przygodówkach, ale dla mnie poprzeczka postawiona przez twórców okazałą się być zawieszona zbyt wysoko... lub jak kto woli wskazówek jest zdecydowanie za mało. Rezultat jest taki że można stracić całe mnóstwo czasu na zwykłe włóczenie się bez celu. Wynik jest nietrudny do przewidzenia – z pewnością wielu z graczy sięgać będzie po poradniki i solucje. Mnie niestety doprowadzało to całkiem skutecznie do szału co raczej nie powinno być poczytane jako plus gry, bo przez to zdarzyło mi się odkładać ją na półeczkę kilkukrotnie... Wracałem jednak zawsze do Perfect Dark po pewnym czasie, więc coś jednak jest na rzeczy. Faktem jest że pomijając ten jeden aspekt gra się wyśmienicie. Asia biega, strzela, wysadza coś od czasu do czasu, a do tego szpieguje z całkiem niezłym skutkiem dodajmy. Wspomnieć należy tu też o przeciwnikach którzy nie ułatwiają nam zadania. Starają się być inteligentni, nie stoją jak słupy czy też bezsensownie biegną na nas na pałę, co było tak popularne w innych produkcjach w tym okresie. Wrogowie turlają się, chowają za skrzynkami, otwierają sobie drzwi i biegną po pomoc, lub włączają alarm. Życie szpiega nie jest łatwe... Jeśli już o przeciwnikach mowa, to godny uwagi jest system detekcji trafień. Postrzeleni w różne części ciała upadają stosunkowo naturalnie w zależności od tego gdzie zarobili kulkę. Ba! Jakby tego było mało to można nawet dokładnie przycelować i strzelić np. w karabin pozbawiając w ten sposób uzbrojenia oponentów.

Perfect Dark to jeden z nielicznych tytułów na konsoli Nintendo 64, które do działania wymagają Expansion Paka. Co prawda bez tego rozszerzenia również uruchomimy grę ale prócz menu, kilku symulacji i prostego multiplayera nie obejrzymy nic więcej. Pełne możliwości zarezerwowane zostały tylko dla tych bardziej wypasionych maszyn. Na co poszła dodatkowa pamięć? Wizualny orgazm to jedyne słuszne określenie, które przychodzi mi na myśl po odpaleniu Perfect Dark na Nintendo 64. Wszechobecne refleksy świetlne, przezroczyste tekstury, mnóstwo detali, poziomy wykonane z głową i przede wszystkim niesamowite cienie! Tego nie zobaczycie w żadnej innej grze z tamtego okresu na platformach piątej generacji. Od strony graficznej ta gra to całkowite zmiażdżenie konkurencji i wycieranie nią podłogi niczym starą zużytą szmatą. Nazwanie tej gry piękną to zniewaga i obraza. Perfect Dark jest po prostu olśniewający. I wszystko to w wysokiej rozdzielczości! Odkupione oczywiście nie do końca płynnym frameratem ale uwierzcie mi – za to co można zobaczyć na ekranie to naprawdę niewielka cena.

Na osoby akapit zasługuje „Face Mapping” czyli technika kreowania twarzy przeciwników. Dzięki rozwiązaniom zastosowanym przez brytyjskie Rare, każdy napotkany wróg w grze jest inny. Co prawda nie dosłownie, bo wiadomo że pula tekstur jest ograniczona i z czasem natrafimy na „braci bliźniaków”, ale nie mamy do czynienia z atakiem klonów tak wszechobecnych w większości gier nawet w dzisiejszych czasach. Twarze przydzielane są losowo i przy każdym nowym podejściu, (ba! nawet po zgonie i loadingu) spotkamy w tym samym miejscu przeciwników którzy wyglądają zupełnie inaczej niż poprzednio. Ciekawostką jest że swoich twarzy do Perfect Dark użyczyli między innymi aktor Robin Williams oraz znany wszystkim pracownik Nintendo – Shigeru Miyamoto (twórca m.in. Mario). Ciekawostką jest że twórcy chcieli dać graczom fantastyczne narzędzie do importowania własnych twarzy do Perfect Dark! Przy pomocy Game Boy Camera można by na Game Boyu zrobić sobie fotkę a następnie poprzez Transfer Pak przenieść ją do gry na Nintendo 64. Pomysł brzmi niesamowicie ale czy by się sprawdził? Tego już się nie dowiemy – realizacja tego rozwiązania została zarzucona oficjalnie z powodu „problemów technicznych”. Wierzę twórcom na słowo, bo wyzwanie postawili przed sobą niemałe.

Muzyka jest na niewątpliwie całkiem dobrym poziomie, jednak mam do niej zastrzeżenia. Jest zbyt monotonna jak na rozgrywkę oferowaną przez Perfect Dark. Nie oczekuję techno-młócki ani ostrych gitarowych riffów, ale do dynamicznego jakby nie było FPSa średnio mi pasuje „mruczenie starca”. Moim skromnym zdaniem soundtrack mimo, że klimatycznie pasuje doskonale to jednak dolewa zbyt dużo flegmy i zakłóca dynamizm. Na muzyce jednak świat się nie kończy. Za sam voice-acting w grze na Nintendo 64 powinienem wystawić dyszkę, ale nie popadajmy w paranoję. Wiadomo że to co u konkurencji jest chlebem powszednim, tak na N64 raczej rzadkim gościem. Jeśli jednak ma to być tytuł topowy to bądźmy obiektywni i nie dajmy tu Perfect Dark żadnej taryfy ulgowej. Same dialogi są całkiem dobre, ale z odgłosami jest już ciut gorzej. Rozumiem że jesteśmy w niedalekiej przyszłości i większość sampli ma być futurystyczna, ale broń palna powinna brzmieć jak broń palna a nie jak pierdzik na sprężynkę wyciągnięty spod choinki przez chrześniaka. Ogólnie jak na możliwości konsoli jest świetnie ale w kwestii oprawy dźwiękowej przez cały czas czułem niedosyt, bo oczekiwania były sporo większe. Być może na sprzęcie kompatybilnym z Dolby Surround Sound, którego znaczek widnieje na pudełku Perfect Dark byłoby ciekawiej?

Perfect Dark to bezapelacyjnie tytuł przełomowy dla gatunku FPS. Umiejętne połączenie strzelanki z przygodówką (trudną jak diabli ale jednak), przy zastosowaniu najnowszych nowinek technicznych sprawiło, że mamy do czynienia z grą wyjątkową. Świetna fabuła, różnorodność poziomów i rozmach z jakim zostały zaprojektowane sprawiają, że nie da się przejść obok tej gry obojętnie. Patrząc z perspektywy czasu szkoda, że pomysł na unikalne twarze nie został podchwycony przez innych producentów gier (być może okazał się zbyt kłopotliwy w realizacji).

Fabuła Perfect Dark na Nintendo 64 jest niejako finałem wydarzeń, które miały miejsce w wydanym nieco później prequelu o tym samym tytule na Game Boy Color (rok 2000). Żeby było śmieszniej panowie z Rare nie mogli chyba spać po nocach i po jakimś czasie postanowili dopisać trochę scenariusza. Sukcesywnie cofali się z historią wstecz ujawniając kolejne wątki, które niejako wyjaśniały i uzasadniały wydarzenia już nam znane. Perfect Dark uzupełniają więc trzy książki wydane w latach 2005-2007 (Perfect Dark: Initial Vector, Perfect Dark: Janus' Tears, Perfect Dark: Second Front) oraz w 2005 roku „prequel prequelów i wszystkiego co było do tej pory” czyli Perfect Dark Zero na Xbox 360. Gra doczekała się również odświeżenia na konsoli Xbox 360 gdzie w 2010 roku na Xbox Live Arcade pojawił się remake oryginału z Nintendo 64. Wszystko to mimo że świetne (pomijając może grę na Game Boy Color) to niestety nie zyskało nic poza uznaniem krytyków. Brak satysfakcjonujących wyników finansowych nie napawa optymizmem i wygląda na to, że marka zostanie na bliżej nieokreślony czas odłożona do ciemnicy. Dlatego tym bardziej zachęcam do zagrania w pierwowzór, bo to prawdziwa perełka w historii gier elektronicznych.

Ocena ogólna 9.0

Autor: Axi0maT

Grafika 100%

Dźwięk 90%

Grywalność 80%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie