Pikmin 3

Nintendo Wii U

Utworzono: 14 lutego 2016
Autor: Chrno
Odsłon:

218

Na trzecią odsłonę niepokonanych plemników Shigeru Miyamoto kazał nam czekać blisko 9 lat. Pierwotnie tytuł przygotowywany z myślą o Wii ostatecznie wylądował na Wii U. Czy pomimo tak długiego czasu oczekiwania warto było czekać na trzecią część Pikmin’ów? Zapraszam do recenzji!

Dwie pierwsze odsłony Pikmin’a zapoznały nas z historią kapitana Olimara wraz z jego wiecznie głodnym i nieporadnym towarzyszem Louie’m. Tymczasem trzecia część zamienia bohaterów z planety Hocotate na trójkę całkowicie nowych postaci. Nasza super trupa pochodzi z odległej od Hocotate planety Koppai. Głównym członkiem załogi jest kapitan Charlie oraz jego nieustraszony kompan w postaci gumowej kaczuszki do kąpieli. Kolejnym w grupie jest Alph będącym mechanikiem pokładowym. Ostatnia na liście jest Brittany służąca jako botanik dla całej ekipy. Czemu zawdzięczamy specjalną misję naszego trio? Otóż w przeciwieństwie do mieszkańców Hocotate , którzy specjalizują się w byciu łowcami skarbów oraz wegetarianami wcinającymi całe życie marchewki pik-pik, nasi nowi bohaterowie pochodzą z planety wiecznych żarłoków, których mieszkańcy zjedli dosłownie wszystko co było jadalne. Jako iż groziło to śmiercią głodową, naukowcy wysłali w kosmos bezzałogowe drony mające na celu znalezienie planety z owocami zdolnymi do wykiełkowania na planecie Koppai. Los uśmiechnął się do mieszkańców i niedługo potem załoga statku SS Drake zmierzała ku wspaniałej przygodzie, jaką było ratowanie całej cywilizacji przed przymusową dietą. Niestety pech chciał, iż wchodząc w atmosferę planety PNF-404, bohaterowie zderzają się z nieznanym obiektem i awaryjnie ewakuują się ze statku.

Tak wygląda wstępny zarys fabularny, który po lepszym poznaniu naprawdę potrafi zachęcić gracza do paru przemyśleń. Końcówka powyższej historii prowadzi nas z kolei do krótkiego acz przyjemnego tutorialu, który ma zapoznać gracza z podstawami, jakimi owy tytuł się rządzi. Nintendo w przypadku gier na Wii U lubi rozpieszczać graczy, jeśli chodzi o wybór kontrolerów, więc niezależnie czy korzystamy z dobrodziejstw gamepada czy też używamy zestawu Wii Remote Plus z Nunchak’iem lub Classic Controller’a Pro sterowanie pozostaje proste i intuicyjne.

Po krótkim wprowadzeniu szybko dostajemy we władanie cała trójkę bohaterów, co na początku może trochę przytłaczać, lecz to tylko pozory. Sama funkcjonalność Gamepada jest ciekawie wykorzystana a przy tym nie ma żadnej nachalnej funkcji. Oprócz standardowej opcji Off-TV Play, dzięki której możemy grać wyłącznie na Gamepadzie, sam padlet przede wszystkim pełni rolę wielkiej mapy z inwentarzem. Do tego dochodzi prosta możliwość wyznaczania trasy każdemu z bohaterów z osobna a zdobywając w grze aparat możemy robić zdjęcia z pierwszej osoby i podzielić się doświadczeniami w usłudze Miiverse. Prócz tego mamy oczywiście smaczki gameplayowe jak video konferencja między załogą (za pomocą małego koppada), czytanie dziennika pokładowego czy po zakończonym dniu odtworzenie nagrania śledzącego każdy nasz ruch w celu sprawdzenia gdzie popełniliśmy błąd lub co pominęliśmy.

W pierwszej odsłonie mieliśmy do dyspozycji zaledwie trzy rodzaje Pikmin’ów: niebieski, żółty i czerwony. Druga część dodała do tego Pikmin’a koloru fioletowego, i białego. Osobiście liczyłem, iż trzecia odsłona tej serii przyniesie tym razem kolejne trzy nowe rodzaje Pikminów. Niestety nie dość, iż nowych Pikmin’ów mamy dwa rodzaje to i fioletowy z białym wyemigrowali do trybów „Mission” i „Bingo” (o nich później). Jednak nie ma tego złego, ponieważ Miyamoto postawił na jakość a nie ilość. Pierwszym nowym gatunkiem jest kamienny Pikmin, gdzie jak sama nazwa wskazuje to w zasadzie małe żyjące kamyczki, dzięki którym możemy stłuc lodowe sople oraz szkło. Drugim z nowych jest latający lub, jak kto woli różowy Pikmin. Są to małe latające muszki, które mogą unieść specjalne pomosty, przelecieć nad wodą czy znacznie łatwiej uporać się z latającymi przeciwnikami.

A skoro o jakości mowa, pierwotnie Pikmin 3 miał zadebiutować jeszcze za czasów kadencji Wii. Jednak Pan Miyamoto stwierdził, iż grafika HD diametralnie zmienia postać rzeczy. Rzeczywiście nie można zaprzeczyć, ponieważ dzięki przeskoku o dwie generacje każdy Pikmin jest dokładnie widoczny na ekranie a same lokacje, po których przyjdzie nam wędrować są zdecydowanie większe od tych z pierwszej i drugiej części razem wzięte. Do tego należy dodać porządny anty-allasing, oświetlenie hdr, soczysty bump-mapping wraz ze szczyptą perfekcji, jaką Nintendo lubi rozpieszczać swoich graczy. Wynikiem tego jest śliczna, plastyczna i kolorowa produkcja, której nie sposób odmówić uroku. Wszelaka roślinność jest foto realistyczna, refleksy świetlne nadają lokacjom klimatu a dzięki bump-mapping’owi struktura każdego obiektu mile pieści nasze gałki oczne. Na osobne słowa pochwały należą się fizyce wody, czy interaktywnym obiektom jak i warunkom atmosferycznym gdzie podczas deszczu gdzie bardzo ładnie widać spadające krople czy mokre powierzchnie, po których spływa nadmiar wody. Cudo.

Sam świat to tradycyjny podział na cztery pory roku tyle, iż aktualnie głównych lokacji jest pięć a nie cztery. Standardowo po odkryciu kolejnych miejscówek gracz może decydować, na który zakątek planety chce polecieć. Jeżeli chodzi o udźwiękowienie to nareszcie seria wyszła poza dźwięki midi i możemy cieszyć się bardzo przyjemnymi dla ucha melodiami zmieniającymi się w zależności od zaistniałej sytuacji, często trafiając w sedno. Ogólnie melodie te, choć nie trafią na listy przebojów, tak jako tło muzyczne podczas rozgrywki nadają się idealnie.

Nie można zapomnieć o bestiariuszu, który w przypadku tej serii z jednej strony bywa groźny, z drugiej przeuroczo słodki. Do dyspozycji jest cała masa różnych robaczków: od dżdżownic, latających ważek, żuczków po pająki, pszczółki, kijanki, żabki po wyimaginowane ogniste kreciki aż na krwiożerczych bez skrzydłowych biedronkach( zwanymi Bulborbami) kończąc. One zaś dzielą się na różne podkategorie. Choć ich poziom AI do wysokich nie należy, jednak trzeba mieć się na baczności i szybko zmieniać taktykę do zaistniałej sytuacji, bo stworki nie raz potrafią zaskoczyć nowym atakiem.

Jak w poprzednich odsłonach tak i tutaj maksymalnie za graczem może podążać sto małych plemników. Z kolei w gnieździe Pikmin’ów może ich być tysiące w zależności czy uda nam się zdobyć odpowiednią ilość surowca potrzebnego do produkcji małych gumek. Czym są te surowce? Najczęściej będzie to lokalna fauna, z którą nie raz przyjdzie nam się zmierzyć, ew. do dyspozycji są różnokolorowe pąki kwiatów z cyferkami po środku. Same Pikmin’y mają dalej trzy stopnie rozwoju, czyli im dłużej potrzymamy je w ziemi, to z listka na głowie zrobi się pączek a z pączka wyrośnie pełny kwiatek. Dzięki temu nasi podopieczni stają się szybsi, silniejsi i wytrzymalsi. To od nas zależy czy chcemy poświęcić na to cenny czas dnia czy wolimy zaryzykować aż znajdziemy specjalny nektar, który przemieni nasze plemniki w ostatni stopień rozwoju, ew. zbierzemy mały owoc, który naładuje je wigorem niczym energy drink chwilowo zwiększając możliwości naszych Pikmin’ów.

Jak samo intro gry wspomina naszym głównym celem będą owoce. Łącznie jest ich 64, a żeby ubarwić rozgrywkę to nasi bohaterowie muszą posilić się każdego wieczoru. Na dobry początek do dyspozycji mamy 3 kapsułki z sokiem z owoców, resztę musimy zebrać sami. Sęk w tym wszystkim polega na jak najlepszym rozplanowaniu działań tak, aby bohaterowie mieli co jeść a przy okazji stracić jak najmniej pożywienia. Owocowe kąski dają nam również bossowie, których jest szóstka na całą grę i trzeba przyznać iż są to jedne z najlepszych momentów w tej odsłonie. Stworki stylistycznie i graficznie prezentują pierwszą ligę a do tego wymuszają na graczu użycia szarych komórek gdyż bezmyślne parcie na przeciwnika będzie kosztować nas wiele Pikmin’owych dusz.

Niestety żadna gra idealna nie jest i Pikmin 3 również posiada wady. Zacznę od podłoża, które choć z ładną teksturą trawy, ziemi, czy leśnej ściółki, jest zwyczajnie płaska a sporadycznie jej rozdzielczość nie powala. Brakuje albo krótkiej, lecz przyjemnej dla oka trawki niczym na murawie piłkarskiej albo długich źdźbeł trawy, w których cała nasza armia Pikmin’ów mogłaby dosłownie tonąć. Z jednej strony szkoda, że twórcy się o to nie pokusili z drugiej w grze dzieje się tyle, iż często nie zwraca się na nią uwagi.

Kolejnym malutkim minusem są loadingi które ujrzymy niestety często nawet jeżeli trwają tą sekundę lub dwie to niestety widać iż lokację były specjalnie podzielone aby pamięć Wii mogłaby je udźwignąć. Zapomniano tylko, że Wii U nie posiada 88MB tylko 2GB RAMu. Pomimo iż seria ewoluuje w dobrym kierunku ku bardziej wszechstronnym lokacjom i coraz to ciekawszym przygodom tak szkoda, że zespół Miyamoto nie pokusił się o bardziej wielopoziomow lokacje aby nieco urozmaicić ten świat. Pozostawia to troszeczkę niedosyt, bo chciałoby się zwiedzić znacznie większe a przede wszystkim wyższe obszary jak konary drzew.

Pomimo tych marginalnych błędów Pikmin 3 oprócz świetnego trybu Story z ciekawymi znajdźkami (które mogą nam pomóc odkryć co stało się z Olimar’em) i wciągającą historią do dyspozycji gracza jest jeszcze porządny tryb „Mission”, który fanów RTS’ów wystawi na ciężką próbę zdobycia w każdej misji platynowego medalu (dostępne są również płatne paczki z dodatkowymi zadaniami). Sam tryb podzielony jest dodatkowo na trzy kategorie: Collect Treasure w którym zbieramy owoce na wyznaczonych mapach. Battle Enemies to odpowiednik pierwszego tylko tym razem pokonujemy wszelakie stworki. Z kolei w Defeat Bosses mamy do dyspozycji całą szóstkę bossów z głównego trybu do pokonania. Wszystkie misje z góry wyznaczają nam ilość Pikminów i czas, w jakim musimy uporać się z zadaniem. Miłym akcentem w trybie Mission jest możliwość grania we dwójkę wspomagając się nawzajem. A jakby komuś było mało to czeka go jeszcze tryb „Bingo” gdzie zmierzymy się z drugim graczem próbując zebrać do bazy odpowiednie owoce i stworki zaprezentowane na karcie z gry Bingo.

Mi nie pozostaje nic innego jak z głębi serca polecić Pikmin 3 na Wii U. Gwarantuje, że jak się do niego zasiądzie to odejdzie się dopiero po ujrzeniu napisów końcowych. Na dodatek to jedna z tych nielicznych produkcji, która w prosty acz genialny sposób wykorzystuje wszystkie możliwości Gamepada, co jeszcze bardziej zachęca do ogrania tego tytułu. Serdecznie polecam i miejmy nadzieje, iż Pikmin 4 przywita nas jako tytuł startowy na kolejnej maszynce Nintendo.

Ocena ogólna 9.0

Autor: Chrno

Grafika 90%

Dźwięk 80%

Grywalność 100%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie