[PSN] Hell Yeah! Wrath of the Dead Rabbit

PlayStation 3

Utworzono: 21 października 2012
Autor: kolo
Odsłon:

1077

Ash – nieumarły królik i książę piekieł ma nie lada problem. Ktoś pstryknął fotki podczas jego chwili sam na sam z ulubioną gumową kaczuszką i umieścił je w hellnecie. Teraz musimy pomóc mu „uciszyć” 100 potworów, które te zdjęcia zobaczyły... Brzmi bez sensu, jest bez sensu, ale za to herbatka dobra!

Tak, właśnie przedstawiłem wam w zasadzie całą fabułę w grze „Hell Yeah! Wrath of the Dead Rabbit”. Czy to źle? Moim zdaniem nie, historia w platformerach rzadko porywa i mało kto ma im to za złe, natomiast w przypadku Hell Yeah sytuację odrobinę ratują dialogi i monologi, które pomimo że nie są zbyt częste, wyśmienicie podkreślają zwariowany klimat gry (Ash wyraźnie sugeruje, że samouczki są do dupy).

Jak już wcześniej wspomniałem naszym zadaniem jest uciszenie 100 potworów, które zobaczyły nasze wstydliwe fotki – najszybsze i najskuteczniejsze rozwiązanie to ich zabicie. Zrobić to możemy naszym piło-jetpackiem, podręczną bronią palną (3 rodzaje bazooki, 2 karabiny maszynowe, działko laserowe, rewolwer i strzelba oraz 3 granatniki) oraz sposobem – na przykład strącając paskudzie na głowę ciężką skrzynię, oblewając go żrącym kwasem czy też ostrzeliwując go z stacjonarnego działka. Jednak w Hell Yeah! Wrath of the Dead Rabbit zabijanie nie jest takie proste, oj nie. Przeciwnika musimy najpierw osłabić w któryś z wymienionych przeze mnie wcześniej sposobów, a następnie dobić pokonując określoną mini gierkę. Owych mini gierek jest kilkanaście, a każda zupełnie bez sensu: struganie maczugi, gra na okarynie, ratowanie robaka przed rybą, trafienie łyżką w łakocie, kradzież miodu, naładowanie baterii blastera pedałując i wiele, wiele innych... Finishery są równie dziwaczne jak minigry, a może nawet bardziej, a te z kolei są chyba mniej wymyślne niż same potwory (pan gówienko z piłą łańcuchową). Jednak to właśnie to wszystko tworzy niepowtarzalny, dziwaczny klimat tej gry.

Dodatkowo obrazu dopełniają czapki i inne grafiki nakładane zamiast naszej piły (na przykład pączek... chyba wszyscy lubią pączki, prawda?). Dostajemy je za wykonywanie specjalnych misji lub kupujemy w sklepie.

Każdy pokonany przeciwnik ląduje na liście, gdzie możemy poznać jego pseudonim, imię i nazwisko oraz krótką historię o jego życiu. Dodatkowo potwory po śmierci lądują na rajskiej wyspie, gdzie harują w nieskończoność pomnażając nasze bogactwa, lub na przykład wynajdując nowe przedmioty, które normalnie nie są dostępne. Postęp gry jest bezpośrednio związany z ilością zwłok, które zostawiamy po drodze, jako że drzwi prowadzące dalej otwierają się dopiero po pokonaniu określonej liczby przeciwników.

Pod względem graficznym Hell Yeah wyróżnia się głównie szurniętym stylem. Sama grafika, choć jest ładnym 2D to głowy nie urywa. Podobnie sprawa ma się z muzyką, która w większości nie nadaje się do zwykłego słuchania, ale świetnie pasuje do klimatu gry. Do dyspozycji mamy dość ostre metalowe granie, dziwaczne plumkanie podczas części minigierek i przesłodzone do granic możliwości melodie, podczas których można przez przypadek puścić tęczowego pawia. To ostatnie trzeba przeżyć samemu 😉

Podsumowując Hell Yeah! Wrath of the Dead Rabbit jest naprawdę solidną platformówką, gdzie wszystkie elementy sprawnie składają się w jedną szaloną całość porażającą klimatem i zapewniającą kilkugodzinną dobrą zabawę w najczystszej postaci. Niestety nie jest ona dla każdego, ale na szczęście bez problemu można ściągnąć demo i przekonać się samemu czy warto, ponieważ gra od samego początku pokazuje na co ją stać i utrzymuje dość równy poziom przez całą rozgrywkę. Niestety na moim PS3 (nie wiem czy u innych też) Hell Yeah ma paskudną tendencję do wieszania się na ekranie wczytywania.

Ocena ogólna 7.3

Autor: kolo

Grafika 70%

Dźwięk 80%

Grywalność 70%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie