RealSports Boxing

Atari 2600

Utworzono: 17 marca 2014
Autor: Axi0maT
Odsłon:

1257

Okładanie się po mordach to zagadnienie stare jak świat. Pojawiło się wraz z myślistwem i kur***wem u zarania dziejów i na przestrzeni lat przybierało różne formy stając się mniej lub bardziej cywilizowaną formą ustalania pozycji samca alfa w stadzie. Z czasem dodawano zasady walki i jakieś tam fair play, a nawet dorabiano absurdalną filozofię że to niby sport. Wszystko po to aby ostatecznie sprowadzić mordoklepkę do formy nadającej się na „pożywkę dla tłumu”, czyli mówiąc w skrócie – boksu. W RealSports Boxing na Atari 2600 o którym dziś wam opowiem, paradoksalnie to prezentacja starcia dwóch oponentów ma formę bardziej prymitywną niż sama idea prania po ryju.

Arena zmagań graczy to oczywiście ring. Jak wygląda ring chyba każdy wie? Kwadratowe pole otoczone linami gdzie dwóch osiłków stara się udowodnić przeciwnikowi swoją wyższość przy pomocy pięści. Można by rzec, że w zasadzie obrazek rodem z blokowiska z tą różnicą tylko, że pomiędzy bokserami udziela się sędzia, który pilnuje by chłopaki w nerwach nie złapali czasem za jakieś cięższe argumenty oraz nie tłukli się po jajach. Wszystko to w teorii, bowiem w RealSports Boxing sędzia wziął prawdopodobnie wolne i nie pojawia się na ringu nawet na ogłoszenie werdyktu. Osiłki okładają się więc po mordach aż do skutku – pojedynek kończy się gdy przeciwnik powalony na glebę nie jest w stanie już się podnieść. Co prawda twórcy gry przewidzieli, że czas walki ustalony jest na siedem rund, ale wierzcie mi na słowo – aby walka tyle trwała to nasi herosi musza wykazywać się inicjatywą porównywalną do tej jaką oglądaliśmy w pamiętnym pojedynku Hardcorowy Koksu vs Koleś tańczący na rurze.

Do dyspozycji graczy oddano czterech zawodników, z czego mamy trzech białasów w kolorze sukienek lalki barbie oraz (prawdopodobnie) jednego afroamerykanina o zabarwieniu cukierków toffi. Żeby nie było monotonnie to chłopcy różnią się od siebie również kolorem gaci i uczesaniem. Co by nie mówić o ich wyglądzie zewnętrznym każdy z nich dzięki możliwościom Atari 2600 przypomina posturą toporny kloc ciosany wielkimi pikselami. Wyższością starej konsoli nad nowymi jest jednak to, że więcej działa tu wyobraźnia gracza niż sama oprawa wizualna, więc nic nie stoi na przeszkodzie byśmy poprowadzili do boju Andrzeja Gołotę lub Mike’a Tysona i nikomu nic do tego, bo nie udowodni nam że nie mamy racji (a jeśli będzie próbował, to wiadomo co – w ryj go!).

Sama walka jest bardzo schematyczna, bowiem mimo iż producenci RealSports Boxing udostępnili nam trzy różne ciosy plus blok, to starcie sprowadza się zazwyczaj do bezmyślnego okładania się z intensywnym wykorzystaniem przycisku Fire. Twórcy dodali jakieś paski odpowiedzialne za siłę (tak przynajmniej twierdzi instrukcja), ale nie zauważyłem żeby miało to jakieś sensowne przełożenie na zmęczenie zawodników czy jakąkolwiek ich dyspozycję. Zasada jest tylko jedna – jak u Ciebie miga to robisz „Finish Him”. Efekt jest taki że kto pierwszy natłucze wystarczającą liczbę trafień ten pośle rywala na dechy i tyle. Dorabianie strategii to nietrafiony pomysł i każdy kto myśli, że jakakolwiek inna taktyka da mu wygraną, prawdopodobnie zakończy swoje wyimaginowane wizje w pozycji poziomej. Niestety walka jako kluczowy element gry okazuje się niezbyt dopracowana, a szkoda bo mógłby być z tego całkiem dobry tytuł.

O oprawie audiowizualnej nie ma chyba sensu się rozpisywać bo to co zobaczycie na załączonych obrazkach to absolutnie wszystko co można w grze ujrzeć. Animacja w każdym przypadku składa się z dwóch topornych klatek ale chyba nikt nie spodziewa się po Atari 2600 czegoś więcej? Pomimo że kilka akapitów prędzej trochę karykaturalnie przedstawiłem postacie bokserów to trzeba przyznać, że na tle innych gier na tę konsolę wyglądają całkiem dobrze i ciężko byłoby wycisnąć z leciwego sprzętu coś więcej. Muzyki brak, a z dźwięków pozostaje jednostajny szum widowni złożonej z sześciu kibiców oraz kilka sampli odpowiedzialnych za trzaskanie po ryju.

Realsports Boxing mógł być całkiem fajną bitką na Atari 2600, ale twórcy chyba nie do końca wiedzieli jak rozwiązać walkę aby była czymś więcej niż wciskanie przycisku Fire. W zamyśle zapewne chodziło o to by gracze pojedynczymi ciosami i ucieczkami po ringu prowadzili taktyczny pojedynek, w rezultacie dostaliśmy mordoklepkę bez ładu i składu. Polecam tylko zatwardziałym retromaniakom oraz sentymentalnym atarowcom, natomiast reszta zdecydowanie może poprzestać na oglądaniu screenów.

Ocena ogólna 5.3

Autor: Axi0maT

Grafika 80%

Dźwięk 50%

Grywalność 30%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie