Shadow of The Beast III

Amiga ECS/OCS

Utworzono: 8 września 2013
Autor: Damjen
Odsłon:

1026

Dawno temu byłem Wysłannikiem Bestii, kapitanem Armii Ciemności, jednym z wielkiej Trójcy, której lękało się każde żywe stworzenie na Kara-Moon. Było tak do pewnego dnia, gdy zobaczyłem w Świątyni kolejnego nieszczęśnika składanego w ofierze... nie byłoby to nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że rozpoznałem w nim mojego ojca! Nie zrobiłem nic by go uratować ale zaraz po jego śmierci coś się we mnie zmieniło – poczułem nienawiść, większą od tej którą poili mnie Zelek i Maletoth. Nienawiść do tych, którzy byli do tej pory moimi sprzymierzeńcami i braćmi.

Długi i krwawy był bój, który stoczyłem o człowieczeństwo, nie udało mi się go jednak w pełni odzyskać. Lord Maletoth straciwszy jednego z najwaleczniejszych wojowników, postanowił na moje miejsce powołać bezbronną istotę – moją siostrę. Mając w pamięci tortury i katusze jakie przeżywałem podczas przemiany poprzysiągłem sobie, że nie dopuszczę do tego by stała się ona tym kim ja jeszcze niedawno byłem... i że ją uratuję lub zginę próbując.

Czarnoksiężnik Zelek, prawa ręka Maletotha był już tylko ponurym wspomnieniem. Sam Lord, upokorzony, pozbawiony swojej armii i poważnie osłabiony ukrył się przed światłem dnia czekając czasu, gdy odzyska w pełni siły. Nie pomyślał jednak o tym, że jego klęskę zechcą wykorzystać także inni, zniewoleni i ciemiężeni przez niego mieszkańcy Kara-Moon. Jednym z nich był Rekann, mag, który zaoferował mi swą pomoc w pokonaniu Maletotha i pogrążeniu go w wiecznym mroku. Miałem odnaleźć cztery magiczne artefakty, które połączone ze sobą zniszczą Lorda raz na zawsze. Ale żeby tego dokonać, ja Aarbron, musiałem wrócić do krainy Kara-Moon...

"Kto doświadczył cienia, wie, że czasem w cieniu lepiej widać rzeczy, które są w świetle."

Shadow of The Beast III to ostatnia część cyklu opowiadająca o walce Aarbrona z Lordem Maletothem. Oprócz tego, że stanowi końcowy rozdział tej opowieści to wnosi do serii kilka nowych rozwiązań w samej rozgrywce. Dobrych czy złych? Zdania są podzielone, również odnośnie tego jak ostatecznie trzecia odsłona wypada na tle dwóch pozostałych.

Nasz bohater, który w pełni odzyskał ludzką postać (ba, teraz nosi nawet gustowny kapelusz!) musi odwiedzić cztery krainy by odnaleźć cztery magiczne przedmioty: Czaszkę Louq-Garou, Esencję Istnienia, Maczugę Pendeka i Kryształy Hodag. Wówczas będzie gotowy na ostateczne starcie z Maletothem. Droga niestety nie jest usłana różami. Nie chodzi o licznych wrogów lecz o zagadki, które Aarbron musi rozwiązać by kontynuować podróż. Oczywiście przyjdzie nam walczyć z nieprzyjaznymi istotami, ale będzie to tylko tło do umysłowych zmagań. Od razu pragnę uspokoić – nie będziemy rozwiązywać krzyżówek czy sudoku (choć w pewnym momencie natkniemy się na układankę-puzzle). Aby pozyskać artefakt będziemy musieli bardzo dokładnie poznać okolicę i wykorzystać wszystkie przedmioty, które znajdziemy. Spotkamy na swojej drodze mnóstwo dźwigni, platform i kluczy, ale także przyjdzie nam głowić się nad tym, co zrobić z dziwacznym ptakiem w klatce, stalowymi kulami, kotłem czy kawałkiem mięsa. Nie jest to proste, ponieważ wielokrotnie zastosowanie przedmiotów wcale nie będzie oczywiste, a każdy błąd w rozwiązywaniu łamigłówki będzie skutkował brakiem możliwości przejścia dalej (w najlepszym wypadku). Ewentualnie śmiercią...

"Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło."

Oprawa wizualna odbiega od każdej z poprzednich odsłon, ale jednocześnie wykorzystuje elementy obydwu z nich. Ponownie możemy rozkoszować się widokiem paralaksy – przesuwających się względem siebie elementów krajobrazu, które stwarzają wrażenie wielkiej przestrzennej głębi. Animacja głównego bohatera jest płynna i przyjemna dla oka, niestety w przypadku przeciwników nie jest już tak dobrze i nieco razić może schematyczność i automatyzm ich ruchów. Kolorom nadano generalnie bardziej stonowany odcień, choć natkniemy się także na jaskrawe akcenty. Las, fort i jaskinie Kara-Moon jeszcze nigdy nie wyglądały tak posępnie i... niepokojąco. Mroczne niebo, strzaskane posągi, dziwaczny masyw górski na horyzoncie – wszystko to przywodzi na myśl jakieś surrealistyczne sny by nie powiedzieć koszmary.

Motywy muzyczne, które usłyszymy w grze niestety nie zapadają w ucho tak bardzo jak we wcześniejszych częściach, co nie oznacza jednak, że są słabe. Są po prostu inne, spokojniejsze i dobrze pasują do rozgrywki. Naszym zmaganiom towarzyszą ambientowe dźwięki i melancholijne melodie, nie można im w zasadzie niczego zarzucić, choć czasem miałoby się ochotę usłyszeć bardziej waleczne tony. Efekty dźwiękowe stoją na wysokim poziomie a dzięki takim szczegółom jak np. porykiwania czy trzepot skrzydeł bestii, gracza nigdy nie opuszcza nastrój tajemniczości i lekkiego niepokoju.

"Cienie są zdolniejsze, robią to samo bez wysiłku."

Sama rozgrywka jest łatwiejsza w porównaniu do Shadow of The Beast I i II, co niektórzy uważają za rozczarowanie, zaś inni za wielki pozytyw. Jak już zostało wspomniane większość czasu będziemy rozwiązywać wymyślne zagadki opierające się na dziwacznych mechanizmach, jedynie od czasu do czasu przyjdzie nam kogoś zabić – Aarbron nie jest już tak dziki jak kiedyś. Uzbrojony w shurikeny będzie miał szansę na swojej drodze znaleźć także granaty czy młot. Same łamigłówki, choć nie są łatwe, nie doprowadzają do frustracji a metodą prób i błędów przy pewnej dozie samozaparcia wszystkie z pewnością są do rozwiązania. Shadow of The Beast III to udane zakończenie trylogii, gra godna polecenia każdemu komu podobały się poprzednie części – dzięki niej mamy pełny obraz ewolucji głównego bohatera. Również ci, którzy omijali wcześniejsze odsłony szerokim łukiem skarżąc się na wysoki poziom trudności czy zagmatwane do granic możliwości zagadki powinni dać szansę tej grze, ponieważ jest ona z nich wszystkich najbardziej przystępna.

Ocena ogólna 7.7

Autor: Damjen

Grafika 80%

Dźwięk 70%

Grywalność 80%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie