Sturmwind (Unlicensed)

Sega Dreamcast

Utworzono: 15 sierpnia 2015
Autor: kolo
Odsłon:

735

Jedna z najbardziej wyczekiwanych gier niezależnych na Dreamcasta, tytuł wyznaczający nowe standardy graficzne w produkcjach post mortem i tak najzwyczajniej w świecie bardzo dobra gra, przed wami recenzja Sturmwind.

Sturmwind jest typowym shmupem, lecimy sobie stateczkiem i rozwalamy wszystko co znajdzie się na naszej drodze, zero przesadnego kombinowania, zero fabuły – tylko Ty i i tysiące wrogów do zestrzelenia, dokładnie tak jak powinno to wyglądać. Sturmwind to jednak także coś więcej niż tylko niezbędne minimum, to także spora ilość ciekawych, choć nie nowych pomysłów, które zebrane do kupy sprawiają, że gra jest na swój sposób wyjątkowa.

W nasze ręce oddano całkiem spory zestaw narzędzi mordu: zaczynając od trzech rodzajów broni, które różnią się nie tylko wyglądem przez niezawodne bomby czyszczące ekran z wrogów i ich pocisków aż po drony znacznie zwiększające naszą siłę ognia (działają jako jej ulepszenia). Jak wspomniałem trzy podstawowe bronie różnią się nie tylko wyglądem, każda z nich ma inną skuteczność w zależności od mapy, na której się znajdujemy oraz typem prowadzonego ognia. Lichtblitz prowadzi ogień zakrzywiony wychodzący z boków naszego statku i zbiegający się w dalszej odległości, w ten sposób mając przyzwoitą siłę ognia na dystans zapewnia częściową ochronę przed próbującymi nas staranować przeciwnikami. Nordwest jest skuteczny w ostrzale wrogów znajdujących się pod lub nad nami, jako że można do pewnego stopnia sterować kątem pod jakim strzela - trzymając lub puszczając przycisk ataku. Ostatnią bronią jest Rudel, który nie bawiąc się w uprzejmości wali ze sporą mocą na wprost. Dodatkowo każda z broni ma specjalny tryb strzału – ray – przyjmujący formę dużego wyładowania lasera, zadającego naprawdę spore obrażenia, należy jednak uważać ponieważ przeładowanie ataku powoduje utratę aktualnie posiadanej broni.

Nasze uzbrojenie rozbudowujemy poprzez łapanie powerupów wypadających z przeciwników, czasami trafiamy na dodatkowe życia lub bomby, jednak częściej trafimy na standardowe zawierające dodatkowe punkty i podstawowe typy broni. Pomiędzy jej typami przełączamy się strzelając do pojemnika, a złapanie jej gdy typ używanej przez nas broni zgadza się z tym, który właśnie zbieramy skutkuje zdobyciem jednego z dwóch dronów, każdy typ broni jest w pełni niezależny od pozostałych, więc do każdego z nich musimy sobie nałapać osobne drony. Kolejnym dobrym pomysłem jest zwiększenie naszych szans na przeżycie poprzez odebranie nam naszej obecnie używanej broni w przypadku trafienia statku przez wroga, utraconą broń możemy odzyskać po złapaniu powerupa danego typu, życie natomiast tracimy dopiero po tym jak zostaną nam odebrane wszystkie typy broni. Oczywiście tracąc broń, tracimy także przypisane do niej drony, dlatego powerupy zawsze się przydają, same drony zresztą można stracić także niezależnie od broni głównej, jeśli zostaną one trafione to same się rozpadną.

Warto także odnotować obecność mnożników jakie zdobywamy za oczyszczenie fali przeciwników, które znacznie zwiększają ilość zdobywanych przez nas punktów.

Ostatnim już bardzo dobrym pomysłem odnośnie naszego uzbrojenia jest możliwość skierowania ognia w lewo lub w prawo (do przodu i do tyłu statku) niezależnie dla dronów i głównego działka.
Ogólnie rzecz biorąc cały mechanizm na podstawie mojego opisu może wydawać się dość skomplikowany, okazuje się jednak zaskakująco intuicyjny, przynajmniej na tyle, że nawet ktoś niezbyt wprawiony w grach tego typu dość szybko nauczy się skutecznego i wygodnego eliminowania przeciwników.

Pociski przeciwników zazwyczaj są doskonale widoczne, jednak zdarza się, że ich specjalne typy (zazwyczaj przy bossach) trochę zlewają się z tłem walki kilkukrotnie powodując, że nawet nie wiedziałem co mnie trafiło.

Sturmwind dysponuje dwoma trybami rozgrywki: Normal składającego się z szesnastu etapów powiązanych ze sobą tematycznie w siedem światów gdzie po przegranej możemy wznowić grę od ostatniej odblokowanej mapy oraz Arcade zawierający kilka wybranych przez twórców etapów, które przechodzimy jednym ciągiem jak w większości tytułów automatowych. Niestety twórcy nie zdecydowali się na dodanie trybu dla dwóch graczy, pojawił się jednak ranking online (przepisuje się wyświetlany kod na stronie internetowej producenta) oraz mechanizm trofeów i nagród za ich zdobycie (grafiki koncepcyjne). Same etapy są zazwyczaj bardzo ciekawie zaprojektowane choć znalazło się kilka, które nieco odstają od reszty. Oprócz zwykłego mięsa armatniego napotykamy również bossów, większość z nich to wielkie statki kosmiczne i roboty, zdarzają się jednak także inni na przykład kraken, tutaj podobnie jak przy projektach poziomów zdarzają się naprawdę świetni przeciwnicy jak i ci troszkę mniej odjazdowi.
Co ciekawe mapy to nie tylko tła dla rozwałki, a często trudniejsi przeciwnicy niż ci, którzy do nas strzelają, najprostsze tego rodzaju przypadki to różnego rodzaju śmieci, na których możemy się rozbić, zdarzają się jednak także gigantyczne turbiny zasysające nas w swoim kierunku czy wiry, a nawet burza śnieżna ograniczająca naszą widoczność niemal do zera podczas gdy my lawirujemy próbując uniknąć zderzenia z nadlatującymi obiektami.

Pod względem graficznym Sturmwind prezentuje się wyśmienicie, wszystko to prerenderowane 3D, jednak ostatecznie całość wygląda równie dobrze co oficjalnie wydane na Dreamcasta tytuły. Co prawda jest kilka rzeczy, które wyglądają odrobinę śmiesznie jeśli dobrze im się przyjrzeć, a animacja czasami trochę zwalnia, jednak całość wygląda po prostu świetnie. Prawdę mówiąc, sądzę że gdyby ją trochę podciągnąć i przypudrować Sturmwind mógłby spokojnie pojawić się na konsolach siódmej generacji.

Jeśli chodzi o udźwiękowienie to jest „tylko” bardzo dobrze, co prawda muzyka bardzo mi się podobała, ale efekty dźwiękowe są trochę za mało różnorodne. Cały soundtrack jest dostępny w formacie AudioCD na płycie z grą, możecie go sobie posłuchać także na stronie autora: http://fiveofive.bandcamp.com/album/sturmwind-kondensat

Podsumowując Sturmwind to na chwilę obecną najładniejsza nieoficjalna gra na tą konsolę i jeden z lepszych Dreamcastowych shmupów. Dobrze przemyślane i intuicyjne mechanizmy, ciekawe mapy i odpowiednio dobrany poziomy trudności sprawią że gra spodoba się zarówno początkującym jak i bardziej zaawansowanym fanom gatunku. Szczerze polecam.

Ocena ogólna 9.0

Autor: kolo

Grafika 100%

Dźwięk 80%

Grywalność 90%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie