Super Mario 3D Land

Nintendo 3DS

Utworzono: 20 stycznia 2012
Autor: Pious
Odsłon:

2481

Kolejna generacja konsol Nintendo i Peach znowu nie ma łatwego życia, a co za tym idzie, Mario ponownie musi ją uratować. Tym razem w 3D! Długo oczekiwana pozycja mająca zakończyć ciągnącą się przez pół roku posuchę na Nintendo 3DS trafiła wreszcie na półki sklepowe. Zapraszam do recenzji Super Mario 3D Land.

Nintendo 3DS nie miał łatwego startu. Poza remakiem Zeldy praktycznie nie było co na niego kupić. Nadszedł wreszcie moment zmian w postaci nowego Mariana. Zacznę od fabuły, o ile w przypadku tej serii to słowo nie jest semantycznym nadużyciem. Pewnie mógłbym w tym momencie przejść do następnego punktu recenzji, bo większość graczy już wie jaki jest główny wątek w tej grze. Tak, księżniczka Peach zostaje porwana przez – niespodzianka – Bowsera, a Mario tradycyjnie rusza na pomoc. W zasadzie to wszystko jeśli chodzi o główną motywację Mario.

Nowa generacja konsol zazwyczaj oznacza większą moc, a co za tym idzie, lepszą grafikę. Naturalnie znajduje to swoje odzwierciedlenie w przypadku Mario 3D Land. Wizualnie gra prezentuje niemalże poziom Super Mario Galaxy na Nintendo Wii, a małe ekraniki sprawiają, że gra wydaje się nieskazitelnie piękna. Tekstury są ostre jak brzytwa, a kolory wylewają się z ekraników bezustannie. Jakby tego było mało dochodzą świetne projekty poziomów przepełnione całą masą Goombasów, Koopasów i Bowserów, doszlifowanych do dokładnie takiego poziomu jak we wspomnianym wcześniej Super Mario Galaxy. Skoro jestem przy designie poziomów to muszę wspomnieć o najistotniejszym aspekcie gry, czyli efekcie 3D. Autorom należą się gromkie brawa za doskonałe zaimplementowanie efektu trójwymiaru. W zasadzie pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że tę grę należy przechodzić z suwakiem 3D ustawionym na 100%. Gra została tak zaprojektowana, że granie w 2D sprawia, że można mieć spore kłopoty z jej ukończeniem. Trafienie w platformy momentami graniczy z cudem, ponieważ bardzo ciężko odmierzyć odległość, czy kąt lotu Mariana. Na zakończenie tego akapitu dodam, że przeskok graficzny między 3D, a 2D nie jest na tyle wyraźny, aby odbierać sobie frajdę korzystania z tej możliwości 3DS .

Główny motyw muzyczny z pierwszego Super Mario Bros. na NESa zna chyba każdy szanujący się gracz, a znalazłoby się więcej kawałków biorąc pod uwagę całą serię. Jak wypada na tym tle Super Mario 3D Land? Niestety muszę stwierdzić, że po Super Mario Galaxy bardzo trudno zaspokoić moje oczekiwania i nowy Mario tego nie dokonał. Melodyjki są przyjemne jak zawsze, łatwo wpadają w ucho, ale brakuje im tej magii, którą posiadają odsłony na Wii . Podobny problem jest już od czasu New Super Mario Bros. Kilka utworów jest zdecydowanie nadużywanych w grze, przez co stają się dość oklepane. Niemniej, ani na sekundę nie miałem ochoty wyłączyć dźwięku. Jest bardzo dobrze, ale bez większej rewelacji. Gra oferuje cały szereg zupełnie nowych motywów, ale fani serii bez trudu rozpoznają równie dużą liczbę remixów starych dobrych nut. Podsumowując, dźwiękowo gra wypada nieco gorzej niż pod względem wizualiów, lecz wciąż jest to całkiem wysoki poziom.

Kolejna gra z Mario w roli głównej nie oznacza nic innego niż kolejne cegły rozwalane głową hydraulika. Gameplay w grach z czerwonych odtykaczem rur w tytule nie zmienił się nic od lat i tu również nie można oczekiwać wielkich zmian. Tradycyjnie już śmigamy po planszach, które są dość małe, tłuczemy klocki, skaczemy po Goombasach i rzucamy kulami ognia. Mimo to, twórcy zdołali nieco odmienić formułę gry. A mianowicie, Super Mario 3D Land jest mieszanką trójwymiarowych Mario, szczególnie dużo zaczerpnięto z Galaxy i tych tradycyjnych 2D, tu z kolei inspiracją dla Miyamoto był bezapelacyjnie Super Mario Bros. 3. Taki mix okazuje się świetnym połączeniem, plansze są w całości trójwymiarowe, ale śmigamy od punktu "A" do "B", czy flagi, na którą należy wskoczyć. Po drodze przyjdzie nam szukać trzech wielkich monet i dziesiątek normalnych, czyli nic nowego. Z kolei bardzo istotne dla serii kostiumy Mario dostały zastrzyk świeżości i tak dostajemy zupełnie nowy strój, który pozwala nam rzucać bumerangiem. Ze staroci powraca Fire Mario, gwiazdka, duży grzybek i najciekawszy – Tanooki Suit. Ten ostatni jest istnym błogosławieństwem, jako że umożliwia krótki lot niczym Yoshi, a przy okazji pozwala trzepnąć wrogom z ogona. Najbardziej rozbawiło mnie w grze, że ów kostium wykorzystywany jest również przez przeciwników i Toady. Grzybki w czymś takim wyglądają przesłodko, a Bowser z ogonem potrafi ostro przyłożyć. Dodatkowo gorsi gracze, choć gra w połowie jest naprawdę łatwa i nikt nie powinien mieć z nią jakichkolwiek problemów, dostają do dyspozycji ułatwiacze w postaci białego stroju Tanooki, który czyni nas nietykalnymi i skrzydełek, które przenoszą Mario od razu na koniec planszy. Osobiście nie miałem okazji sprawdzić w akcji żadnej z tych możliwości, bo gra jest zwyczajnie banalnie prosta, a jej trudniejsza część, która odblokowuje się po przejściu, jest pozbawiona tych wynalazków.

Mariany w 3D charakteryzują się tym, że zawsze wybieramy plansze z jakiejś bazy wypadowej, to zamek, to statek kosmiczny. Tutaj mamy powrót do korzeni i świat gry podzielony jest na 8 worldów, a każdy na kilka plansz i 2 zamki – jeden w połowie i drugi na koniec. Poprawiona została bolączka NSMB i zapisywać grę można zawsze od samego początku bez konieczności przechodzenia zamków. W każdym świecie dostępne są również domki Toadów, gdzie dostaniemy dodatkowe Power-upy, czy zdjęcia z gry. To jednak nie wszystko. Jak wiadomo 3DS posiada funkcję zwaną Street Pass i oczywiście nowy Mario wykorzystuje i to. Sprawa jest dość prosta, w każdym świecie znajdują się klocki, w których zdobywamy życia i duże monety potrzebne do odblokowania nowych plansz. Po każdej wizycie w takim miejscu zostaje ono wykorzystane i staje się niedostępne na kilka dni. Jednak gdy spotkamy kogokolwiek z 3DS, niekoniecznie z Mario 3D w czytniku, klocki zostają aktywowane na nowo. Nie wnosi to wiele do gry, ale jako dodatek jest dość przydatne.

Podsumowując, nowy Mario zachwyca pod każdym niemal względem. Graficznie to pierwsza liga na nowej kieszonce Nintendo, a grywalnością bez problemu dorównuje Galaxy. Gra cierpi na syndrom „jeszcze jednej planszy” i naprawdę odłożenie jej jest niemałym wyzwaniem. Super Mario 3D Land jest dla mnie kwintesencją gry kieszonkowej, jest szybki, łatwy (do połowy) i pozwala na krótkie, kilkuminutowe partyjki w autobusie, kolejce, czy dłuższe na arcyciekawych wykładach. Do tego dochodzi masa plansz, które odblokowują się po skończeniu gry, co jest uśmiechem w stronę mniej niedzielnych graczy. Osobiście spędziłem z grą około 30h i dokładnie tyle potrzebowałem na zdobycie w niej wszystkiego, także jeśli kogoś zrażą początkowe proste i krótkie plansze to niech się nie boi, gra w całości oferuje bardzo dużo. Nie pozostaje mi nic tylko polecić ją każdemu posiadaczowi 3DS, bo z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest to obecnie najlepsza gra dostępna na ten sprzęt. Dopiero po niej zakochałem się w tej konsoli i nie potrafię teraz spędzić bez niej dnia. Do sklepów!

Ocena ogólna 9.7

Autor: Pious

Grafika 100%

Dźwięk 90%

Grywalność 100%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie