Super Mario 64

Nintendo 64

Utworzono: 19 stycznia 2010
Autor: Axi0maT
Odsłon:

5482

 

Pozostajemy na fali, a raczej na rurze, bo po ostatniej przezabawnej recenzji tbxx’a o pewnym hydrauliku niejako kontynuujemy historię postaci parających się tym niedocenianym fachem. Tym razem bierzemy jednak na ruszt jeden z największych hitów w dziejach elektronicznej rozrywki. Mamy, bowiem do czynienia z pozycją, która nawet po latach wciąż broni się sama i niezagrożona wisi na topowych pozycjach na listach gier wszech czasów. Mowa o Super Mario 64 dla konsoli Nintendo 64 – pierwszym prawdziwym platformerze 3D, który wyznaczył gatunkowi kierunki, uznawane za wzorce do dnia dzisiejszego.

Super Mario 64 to tytuł startowy Nintendo 64, sprzedawany przez pewien okres również w zestawach z tą konsolą. Przez długi czas obok The Legend of Zelda: Ocarina of Time, była to flagowa pozycja Nintendo, o czym świadczy fakt, że do rąk graczy trafiło grubo ponad 11 milionów egzemplarzy Super Mario 64, co dało jej tytuł najlepiej sprzedającej się gry 5 generacji konsol.

Mario otrzymuje od swojej ukochanej księżniczki Peach list z zaproszeniem na ciasteczka. Wąsaty hydraulik, czym prędzej wyrusza w drogę, ale po przybyciu na miejsce okazuje się, że jak zwykle ubiegł nas zły Browser. Księżniczka została uwięziona w swoim zamku za pomocą Power Stars, które następnie zostały rozrzucone po różnych krainach. Od nas graczy zależy czy uda się je odnaleźć i tym samym uwolnić ukochaną. Czeka nas, więc jak zwykle mnóstwo roboty i to niezwiązanej bynajmniej z przepychaniem rur.

Kluczem do sukcesu jest odwiedzenie wszystkich światów, w których ukryto gwiazdki. Tym razem środkiem transportu nie będą jednak rury, bowiem dla odmiany trzeba wykorzystać obrazy znajdujące się w różnych częściach zamku, które są portalami przenoszącymi nas do fantastycznych krain. Warto w tym miejscu nadmienić, że spora ilość gwiazdek ukrytych jest w niebanalny sposób. Niejednokrotnie zdarzy się, że Power Star będzie w zasięgu naszego wzroku, a mimo to nie uda się jej zebrać. Nie wszystkie gwiazdki da się, bowiem zdobyć od razu za jednym podejściem. Złapanie niektórych będzie wymagało od nas użycia jakichś specjalnych umiejętności, które możemy zdobyć dopiero w późniejszych etapach gry. Zdarzy się więc, że bogatsi o nowe doświadczenia, często będziemy cofać się do odwiedzonych już przedtem światów. W naszych przygodach pomocne okażą się trzy czapki dające nam specjalne moce. Zostały one skrzętnie ukryte w zamku i powiedzmy sobie szczerze, odnalezienie ich dla przeciętnego gracza (szczególnie tych nieczytających wyświetlanych komunikatów) może stanowić nie lada wyzwanie.

Wypadałoby powiedzieć parę słów o krainach, które przyjdzie nam przemierzać w poszukiwaniu Power Stars. Uwierzcie mi na słowo, jest o czym mówić, bowiem światy te od początku wręcz porażają designem. Świetnie rozplanowane, co rusz zaskakują gracza jakimś nowym elementem. Do tego różnią się znacznie między sobą. Standardowo mamy światy wodne (Jolly Roger Bay), zimowe (Cool, Cool mountain) i pustynne (Shifting Sand Land). Do tego dochodzą typowo tematyczne jak na przykład pole Bob-ombów (Bob-Omb Battlefield) czy z duchami (Big Boo's Haunt). Każda z krain jest unikalna i fantastycznie zaprojektowana. Przyjdzie nam zmierzyć się z ośnieżonymi stokami gór, przemierzać łąki pełne Goombasów i spenetrować wrak zatopionego statku w morskich otchłaniach. Trzeba samemu zagrać, aby przekonać się jak fenomenalne są plansze stworzone przez geniuszy z Nintendo. Czymże byłyby jednak nawet najwspanialsze światy gdyby nie byłoby co w nich robić? W Super Mario 64 nie dane będzie nam próżnować. Prócz tego, że musimy odnaleźć gwiazdki, standardowo będziemy zbierać też monety. Do tego twórcy gry przygotowali dla nas wręcz zatrzęsienie wrogów, których jest co niemiara, bo ponad 40 rodzajów. Dodajmy, że każdy z nich ma swoje techniki i zachowuje się inaczej niż pozostali, więc będziemy musieli nieźle się namęczyć.
W tym miejscu dochodzimy do punktu, w którym trzeba wspomnieć choćby słowem o umiejętnościach głównego bohatera. Mario w stosunku do poprzednich części wzbogacił repertuar nie tylko ciosów, ale również innych zdolności. Przeciwników możemy rozkładać przy pomocy uderzenia pięścią, kopniaczkiem lub klasycznie poprzez naskoczenie im na głowy. Bogactwo ruchów w stosunku do poprzednich części jest wręcz imponujące. Skoki, salta, pływanie, wspinanie się po gzymsach, ślizganie się na czterech literach i jeżdżenie na skorupie żółwia niczym na snowboardzie to tylko część z nich.

Super Mario 64 nie jest jakoś przesadnie długi, ale dla tych którzy chcą zwiedzić przynajmniej większość zakamarków, będzie znakomitym pożeraczem czasu. Sprawdza się zarówno na długie zimowe wieczory jak i krótkie posiedzenia w stylu „mała przerwa od codziennych obowiązków na zdobycie jednej gwiazdki”. Gra bawi nie tylko oko i ucho, ale również i samego gracza. Firmie Nintendo za stworzenie produktu, który nie nudzi nawet przez chwile należą się ogromne brawa. Jedyna wada rozgrywki, jaka przychodzi mi na myśl to brak możliwości wyboru brata MarioLuigiego, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić w poprzednich odsłonach serii, chociaż należy tu wspomnieć o tym, że po latach Shigeru Miyamoto przyznał, iż tryb multiplayer był w planach.

Super Mario 64 w momencie ukazania się na rynku wręcz powalała graficznie. Wspaniałe animacje wszystkich postaci z naciskiem na fenomenalne ruchy głównego bohatera zapierały dech w piersiach każdemu, kto widział grę zaraz po premierze. Światy, po których podróżujemy są ekstremalnie wymyślne, tryskają barwami i różnorodnością. Wszystkie istotniejsze w grze obiekty staranie dopracowano i szkoda tylko, że mocy za bardzo nie starczyło na okraszenie terenu większą ilością szczegółów. W wyniku tego sporych rozmiarów plansze „biją” jednak po oczach kanciastymi kształtami. Wydawać by się mogło, że jednak wszystko jest jak najbardziej w porządku, ale powiedzmy sobie szczerze, Nintendo 64 potrafi dużo więcej. W momencie wydania gry Super Mario 64 faktycznie wyglądał wyśmienicie i powodował opadanie szczęki na podłogę, ale nie da się ukryć, że dobrych tekstur jest jak na lekarstwo, a wiele obiektów to wielokąty wypełnione jednolitym kolorem. Można podniecać się faktem, że twórcy gry i tak zdołali upakować aż tyle danych w 8 megabajtowym kartridżu, ale nie usprawiedliwia to jednak minimalizmu tekstur, które można nazwać wręcz ascetycznymi. Posunąłbym się tu nawet o krok dalej i zaryzykował stwierdzenie, że gdyby nie wspaniała animacja to Super Mario 64 można by uznać za graficznego średniaka. Pamiętajmy jednak o tym, że jest to tak naprawdę pierwsza prawdziwa platformówka 3D i w związku z tym sporo można jej wybaczyć.

Pod względem oprawy dźwiękowej gra jest bez zarzutów. Absolutnie każda muzyczka w grze wpada w ucho i doskonale pasuje do tego, co dzieje się na ekranie. Odgłosy fenomenalne i pozostaje jedynie niedosyt, że autorzy gry od niepamiętnych czasów starają się za wszelką cenę nie obdarzać swoich bohaterów ludzkim głosem. Oprócz pojedynczych „jupi”, „hop” i słynnego „It’s A Me Mario!”, postacie milczą w każdej rozmowie i zmuszeni jesteśmy czytać napisy w chmurkach. Wygląda na to, że nikt w Nintendo chyba nie słyszał o voice actingu.

Żadne słowa nie są w stanie oddać fenomenu tej gry, a ja tym bardziej jako umysł ścisły nie potrafię znaleźć tylu wielkich słów, aby opisać piękno i ogrom tej pozycji. Mimo tego, że Super Mario 64 ma już parę ładnych lat na karku to wciąż wciąga tam samo jak niegdyś po premierze i mimo, że grafika może zniechęcić już najmłodsze pokolenie to i tak należy sięgnąć po ten tytuł. Jeśli jeszcze nie graliście – marsz do konsoli nadrobić zaległości, a jeśli już kiedyś go zaliczyliście to proponuje odpalić ponownie – zobaczycie, że wciągnie was nie mniej niż za pierwszym razem. Super Mario 64 to tytuł absolutnie wybitny zaliczany do grona gier, które wytyczały kierunki i trendy w rozwoju elektronicznej rozrywki. Nie ma chyba lepszej reklamy dla Super Mario 64 niż fakt, że do dziś mimo upływu lat tytuł ten wciąż widnieje na listach najlepszych gier wszech czasów. Podsumowując, Super Mario 64 jest to pozycja obowiązkowa nie tylko dla wielbicieli zręcznościówek i tych, którzy chcą wiedzieć jakie są korzenie pierwszych platformerów 3D, ale dla każdego kto uważa się za gracza.

Ocena ogólna 9.0

Autor: Axi0maT

Grafika 70%

Dźwięk 100%

Grywalność 100%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie