The Legend of Zelda: A Link to the Past

SNES

Utworzono: 31 grudnia 2012
Autor: stillo
Odsłon:

2763

Wydarzenie, które miało miejsce w 1986 roku zapisało się złotymi zgłoskami w historii elektronicznej rozrywki. Otóż w tym roku koncern Nintendo oddał w ręce graczy pierwszą część znamienitej serii gier jaką niewątpliwie jest The Legend of Zelda. Po wielkim sukcesie, jaki odniosła gra, ekipa z Japonii poszła za ciosem i stworzyła drugą część, lecz zmiany, jakie nastąpiły w gameplayu nie przypadły do gustu graczom. Wraz z pojawieniem się na rynku Super Nintendo gracze wiązali duże nadzieje z serią, która kilka lat wcześniej tak ich rozczarowała... i wtedy pojawiła się ona, długo oczekiwana, majestatyczna, zapowiadana przez proroków, trzecia część przygód chłopca w zielonym wdzianku - The Legend of Zelda: A Link to the Past.

Akcja gry toczy się w królestwie Hyrule. Kraina ta według wierzeń tamtejszych mieszkańców została stworzona przez trzy boginie, które zostawiły po sobie symbol swej siły - Triforce i ukryły go w mitycznej krainie – Golden Land. Po wielu latach wrota do krainy zostały odkryte. Wielu rządnych przygód śmiałków udawało się tam w poszukiwaniu skarbu, lecz żaden nie wrócił. Sielankowe życie Hylian zakończyło się gdy królestwo zostało ogarnięte przez zło wypływające do niego ze Złotej Krainy. Na rozkaz króla siedmiu mnichów zamknęło wrota, lecz zły czarnoksiężnik Agahnim zabił króla i pragnie otworzyć je ponownie.

Nasza przygoda rozpoczyna się w domu Linka i jego wujka. Jest noc, nasz bohater smacznie sobie śpi. Ze snu budzi go głos wołający o pomoc. Okazuje się, że to Zelda, która jest więziona w lochach zamku. Nagle Link dostrzega swojego wujka z tarczą i mieczem w ręku, który oznajmia mu, że musi wyjść i wróci o poranku, przy czym prosi go, by nie opuszczał domu. Jak możemy się domyślić nasz bohater nie słucha swojego wujka i wychodzi z domu na ratunek księżniczce. Po kilku chwilach okazuje się, że Agahnim nie tyle chce zawładnąć Złotą Krainą co całym Hyrule. Oczywiście nasza w tym głowa, by do tego nie dopuścić.

Teren jaki został nam oddany do eksploracji jest bardzo zróżnicowany. Natrafimy tu na lasy, polany, łąki, stepy, cmentarze czy górskie szlaki. W grze zawitamy również do niewielkiego miasteczka o nazwie Kakariko, które położone jest na zachodzie Hyrule. Uzupełnimy w nim zapasy czy dla odskoczni zanurzymy się w hazardzie i przy odrobinie szczęścia wygramy przydatny item. Jakby tego było mało napotkamy tu też na wielu pomocnych NPC, którzy delikatnymi aluzjami naprowadzą nas na właściwy kurs. Niestety trzeba pamiętać, że jesteśmy poszukiwani (w mieście umiejscowiony jest nawet list gończy z naszą podobizną). Więc nie dość, że trzeba uważać na królewskie oddziały patrolujące teren miasta, to jeszcze zważyć trzeba na to, z kim się rozmawia. A nuż nasz rozmówca okaże się sprzedawczykiem, który w mgnieniu oka zwoła kogo trzeba. W południowej części miasta znajdziemy bibliotekę, a także kuźnię, która w pewnym momencie okaże się nam bardzo przydatna. Na obrzeżu miasta napotkamy na wróżbitę, który nie tylko przepowie nam przyszłość, ale uzupełni też nasz zapas serduszek. Ponadto w grze czeka też na nas wiele ukrytych pomieszczeń. Natkniemy się w nich to na rzezimieszków, którzy przygotowali dla nas jakąś mini grę lub ofiarują nam w sekrecie pokaźną sumkę rupii, to na wróżki, które nas uzdrowią, a czasem nawet naszą prawość nagrodzą możliwością ulepszenia rynsztunku. Nie mogło też rzecz jasna zabraknąć chatki czarownicy, u której zakupimy wszelakiej maści eliksiry przydatne podczas walki.

Twórcy gry The Legend of Zelda: A Link to the Past udostępnili graczom szczegółową mapkę z możliwością przybliżenia, dzięki której naprawdę ciężko będzie zabłądzić. Oznaczone są na niej dungeon’y, do których musimy się udać, a nawet miejsca, w których pozostawiliśmy portale do Dark World (o tym za chwilę).

Łatwo się domyślić, że skoro lokacji jest wiele, to potworów musi być co nie miara. Dokładnie tak jest. Natkniemy się tu na kreatury znane nam z poprzednich części gry jak i na całkiem nowe poczwary. Każdy z potworów występuje w charakterystycznym dla siebie miejscu, ażeby było ciekawiej większość z nich trzeba podejść w swoisty dla danego gatunku sposób. Za zabicie potwora będziemy zazwyczaj otrzymywać bomby, strzały do łuku, czy rupie (lokalna waluta) z których użytek zrobimy w mieście. Czym byłaby nasza wędrówka bez rynsztunku i wszelakich gadżetów? Zapewne nie potrwałaby zbyt długo. W tym aspekcie Nintendo również nie zawiodło graczy. Oprócz pozyskanych wcześniej miecza i tarczy z biegiem czasu zdobędziemy również harpun, młotek, bumerang, łuk, trzy rodzaje różdżek, a nawet medaliony, dzięki którym będziemy władali żywiołami natury.

W pewnym momencie gry okazuje się, że nasz świat ma dwa oblicza – jedno to Light World, w którym się znajdujemy, a drugie to Dark World, który jest wspominaną przeze mnie wcześniej Złotą Krainą, zmienioną przez Ganona w ponurą, szarą krainę – mroczne odzwierciedlenie Hyrule. Potwory zmieniły się i stały o wiele groźniejsze, malownicze miasto Kakariko zmieniło się w mroczne Miasto Złodziei, a dumny zamek niegdyś należący do króla Hyrule zamienił się w posępne zamczysko. Do Dark World dostajemy się za pomocą portali umiejscowionych w przeróżnych miejscach, natomiast wracamy z niej za pomocą magicznego zwierciadła. Można więc powiedzieć, że gra oferuje nam dwa ogromne światy do obadania. Dodatkowym uatrakcyjnieniem jest to, że światy „zazębiają się”. Oznacza to, że do niektórych lokacji w Light World można się dostać tylko poprzez wczesniejsze dotarcie do ich odpowiedników w Mrocznym Świecie i na odwrót.

Pora napisać coś o wspomnianych wcześniej lochach. Czeka tu na nas ponad 10 dungeon’ów, z których każdy okaże się dla nas nie lada wyzwaniem. Lochy są bardzo zróżnicowane. Natrafimy zarówno na wersje parterowe, jak i takie, w których będziemy wędrować piętrami do góry. W niektórych lochach wymagane będzie nawet opuszczenie podziemi by ponownie się zanurzyć w jego czeluściach, tyle że innym wejściem, które z początku było niedostępne. Czasem będzie trzeba nieźle ruszyć głową, by dostać się do jego wnętrza (wraz z czasem konieczne będą wędrówki między światami), a co dopiero go rozpracować i dobrać się do bossa.

Bossowie... tutaj muszę przyznać, że Panowie z Kioto popisali się niebywałą wyobraźnią. Sylwetki bossów są bardzo wymyślne i zróżnicowane. Przed każdą walką nie sposób przewidzieć co nas czeka. Poziom trudności jest stosunkowo wysoki. W grze raczej nie natkniemy się na dwóch szefów, których dałoby się podejść choć w trochę zbliżony sposób. Przeważnie do pokonania ich niezbędne będą gadżety, które w danym lochu zdobyliśmy. Po pokonaniu bossa zostajemy nagrodzeni sercem, które nie tylko uzupełnia nasz zapas serduszek, ale i go powiększa.

Zadania, jakie oferuje nam The Legend of Zelda: A Link to the Past także nie powinny nikogo zawieść. Znajdziemy tutaj questy bardziej wymagające, jak i takie, z którymi poradzi sobie młodszy gracz. Są tu zarówno misje, za których wykonanie będziemy mogli np. ulepszyć swój miecz, jak i takie, dzięki którym otrzymamy przydatny item, jak np. okaryna (za pomocą której przywoływać będziemy ptaka, dzięki któremu pożegnamy piesze wędrówki).

Na koniec chcę jeszcze skrobnąć co nieco na temat spraw audiowizualnych. Grafika jaką prezentuje The Legend of Zelda: A Link to the Past jest po prostu cudowna. Wszystko jest dopracowane w najmniejszych detalach. Lokacje są bardzo kolorowe, szczegółowe i zróżnicowane. Nie uświadczymy tu już dylematu z poprzednich części, kiedy to zachodziliśmy w głowę, czy już tu byliśmy czy jeszcze nie. Zapewniam, że czasem najdzie nas chęć odpalenia gry tylko po to, by pospacerować po tym pięknym rozległym świecie. Wydeptane ścieżki, zagajniki, po których hasają dzikie zwierzęta, górskie szlaki umiejscowione wysoko w chmurach – to wszystko ma własny, jedyny w swoim rodzaju urok. Widać, że twórcy gry chcieli przedstawić wszystkie elementy jak najbardziej realistycznie. Pomyśleli nawet o takich szczegółach jak dłuższa trawa na łąkach, którą można ścinać mieczem. Cienie ptaków latających nad naszymi głowami, delikatnie falująca woda w strumieniach i jeziorkach, kwiaty, których płatki delikatnie unoszą się na wietrze czy pot spływający z czoła naszego bohatera podczas podnoszenia ciężkich przedmiotów. Niby to pierdoły, ale dają graczowi bardzo przyjemne doznania. To samo tyczy się postaci. Rzadko kiedy zdarzy nam się spotkać dwóch takich samych NPC, a jest ich tu naprawdę wielu.

O efektach dźwiękowych również nie można powiedzieć ani jednego złego słowa, są bardzo realistyczne. Autorzy zadbali tu nawet o takie drobiazgi jak odgłos naszego miecza, który zmienia się po jego ulepszeniu. Utworów jakie umilać będą nam naszą tułaczkę jest sporo. Znajdą się tu zarówno nowe melodyjki jak i nutki znane nam z wcześniejszych części, tyle że w 16-bitowej wersji. Kompozycja, jaka będzie nam towarzyszyć uzależniona jest od miejsca w jakim akurat się znajdziemy. W zamku muzyka jest uroczysta i wyniosła, w naszym domu spokojna i nostalgiczna, zaś w lochach szybka i trzymająca w napięciu. Jest to bardzo miłe w odbiorze – pozwala lepiej wczuć się w grę.

Podsumowując, gra The Legend of Zelda: A Link to the Past jest bardzo złożona i różnorodna. Mimo, że nieźle się rozpisałem, odnoszę wrażenie, że nie wspomniałem nawet o połowie smaczków i ciekawostek, dzięki którym gra wyróżniała się spośród innych pozycji na konsoli SNES i stała się system seller’em owej konsoli. Jest to obowiązkowa pozycja do ogrania dla każdego retro gracza, idealna na długie zimowe wieczory. Tytuł ten się nie starzeje i nawet przeszło 20 lat po premierze może zapewnić rozrywkę najbardziej wytrawnym graczom.

Ocena ogólna 10

Autor: stillo

Grafika 100%

Dźwięk 100%

Grywalność 100%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie