Oblężenie Opola, czyli wystawa "Elektroniczna rozrywka dawniej i dziś"

Utworzono: 29 października 2008
Autor: Axi0maT
Odsłon:

4151

Wystawa „Elektroniczna rozrywka dawniej i dziś” już od pewnego czasu elektryzowała półświatek maniaków gier. W końcu nadeszła ta wielka chwila kiedy wyjechałem do Opola na rozpoczęcie tej niezwykłej imprezy. Oto zapis z mojej podróży...

 

Przez całą Polskę...
Na erdid wyruszyłem chyba jako pierwszy uczestnik tej wystawy. Ze względu na kiepskie połączenie Koszalin-Opole zmuszony byłem wyjechać już dzień prędzej – 23 października o godzinie 19:35. Czekała mnie ostra przeprawa trwająca niemal 8,5 godziny. Pierwszy etap stosunkowo krótki, bo do Stargardu Szczecińskiego upłynął szybko, miło i przyjemnie. Zaopatrzony w GBA i gry pożyczone od ramzesa64, nawet nie zauważyłem kiedy musiałem przesiąść się do drugiego pociągu jadącego w kierunku Opola. Trafiłem do przedziału z emerytami, wiec nie zważając na ich „opowieści dziwnej treści” zatopiłem się na całego w Advanced Wars. Wyraźnie przydało się doświadczenie zdobyte w Battle Isle z Amigi, w którego grałem przed laty, a który jest przecież prekursorem wyśmienitej strategii na GBA. Po wielu godzinach monotonnej jazdy przyszedł jednak kryzys. Zmęczenie o godzinie 2 w nocy dawało o sobie znać i pewnie bym usnął, ale postanowiłem zmienić grę na Wario Ware Inc. i dzięki ogromowi minigierek wymagających refleksu dotrwałem do 3:50. Pociąg wjechał na stacje do Opola.

Ostatnie przygotowania do wystawy
Na dworcu mimo wczesnej pory (lub późnej jak kto woli) czekał już na mnie Gimiak. Krótkie przywitanie i kierujemy się do samochodu. Do czasu zakwaterowania w hotelu z pozostałymi członkami redakcji retroage.net Gimiak miał mnie przetrzymać u siebie w domu. Zrobiliśmy szybki kurs samochodem po mieście dzięki czemu miałem okazje zobaczyć Opole w przepięknej nocnej szacie w poświacie gwiazd. Niektóre miejsca robią naprawdę niesamowite wrażenie. „Opolska Wenecja” jak zwykło się nazywać zabudowania położone wzdłuż Odry, przepięknie oświetlone mosty i katedra, to elementy które zapadły mi najbardziej w pamięć. Po kilkunastu minutach byliśmy u Gimiaka w domu i mimo opadających powiek dałem się namówić na przeglądnięcie nagród ufundowanych przez Sony. Pokaźny kartonik cieszył oczy i obaj zgodnie stwierdziliśmy, że laureaci konkursu powinni być zadowoleni. Jeszcze jeden rzut okiem na smycze i zaproszenia. Wszystko wykonane bardzo porządnie, daje pozytywne wrażenie pełnego profesjonalizmu.

Jak się jednak okazuje czeka nas jeszcze sporo pracy bowiem sprzęt, który został już prędzej rozłożony w muzealnych salach nie posiada jeszcze żadnych opisów. Mieliśmy co prawda już prędzej gotowy artykuł o „historii konsol w pigułce”, ale należało jeszcze stworzyć charakterystykę każdego sprzętu z osobna. Pozostało niewiele czasu i szanse na opisanie wszystkiego były znikome. Mimo nacisków, Gimiak postawił na swoim i przed godziną 5 nad ranem zabraliśmy się za przygotowanie maksymalnie skróconych opisów konsol. Zakończona praca została zwieńczona wypakowaniem konsoli Nintendo 64, na której stoczyliśmy zaciekłą walkę w Mortal Kombat Trilogy. Początkowa przewaga Gimiaka, który wygrał 4 pierwsze starcia (graliśmy do 5 zwycięstw), została szybko skorygowana i ostatecznie wygrałem 5 do 4.

Podniesiony na duchu nie miałem już ochoty na spanie, tym bardziej że na godzinę 8 byliśmy już umówieni na ostatnie przygotowania w muzeum. Zabijam jeszcze paru patałachów w Red Steel na Wii po czym zaczynamy powoli się zbierać. Szybkie śniadanie, odświeżenie się po podróży i z oczami „na zapałkach” jedziemy do centrum Opola. Po drodze zawijamy do kiosku i kupujemy najświeższe numery PSX Extreme i Neo Plus. Spoczną w gablocie obok starych czasopism z lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku. Doskonale się składa bo w obu znajdują się świetne (choć dość krótkie) artykuły o tematyce retro.

Dojeżdżamy do muzeum i chwilę później jesteśmy już w podziemiach gdzie znajdują się sale, w których ma się odbyć „nasza” wystawa. Od samego progu szczęka opada mi na podłogę. Zdjęcia które dostałem od Gimika na maila nijak mają się do tego co widzę przed sobą. Jest przepięknie. Całkiem pokaźne gabloty wypchane są najróżniejszym sprzętem. Zabieramy się od razu do pracy.

Ostatnie poprawki zajmują nam ponad 2 godziny. Wiele z gablot jest wypełnianych od nowa z powodu zmiany koncepcji. Część z nich (SNES i Sega Mega Drive) zostają wręcz przewrócone do góry nogami. Podczas układania mam niepowtarzalną okazję zapoznać się z eksponatami AdamaGilmore, który udostępnił pokaźną liczbę unikalnych akcesoriów do Nintendo 64. Panasonic Q przyniesiony przez Y2K również powala na kolana swoim wyglądem. Żadne zdjęcie z internetu nie jest w stanie oddać piękna wykonania tej konsoli.

Dokładamy ostatnie eksponaty, które przywiozłem ze sobą i które nie zdarzyły załapać się do paczki ze sprzętem wysyłaną do Opola 2 tygodnie prędzej. Obok nas uwija się Pani plastyczka. Pracowniczka muzeum całkiem nieźle daje sobie rade z plakatami i wszystko z minuty na minutę wygląda coraz bardziej profesjonalnie.

Nasze prace przerywa wiadomość o wywiadzie jakiego ma udzielić Gimiak w regionalnym oddziale TVP o godzinie 14:30. Czas nagli, a my wciąż jesteśmy jeszcze w proszku. Zabieramy się więc do dalszej pracy. Nie mija pół godziny kiedy pojawia się telewizja. Gimiak nieprzygotowany, nieogolony – niczym Rumcajs, ale za to pełen wigoru już czeka na udzielenie pierwszego wywiadu. Redaktorzy programu Kurier Opolski przygotowują materiał do głównego wydania wiadomości. Są zachwyceni sprzętem, który widzą w gablotach. Pani redaktor rozpływa się w marzeniach na widok Amigi 500. Wspomina wyśmienitą grę Super Frog od Team 17. Stare numery Secret Service również robią na niej piorunujące wrażenie. Patrzymy na siebie z Gimiakiem porozumiewawczo. Już wiemy że skoro jest telewizja i są pierwsze osoby zafascynowane wystawą to już odnieśliśmy sukces. Nawet jeśli przyjdzie niewiele osób to i tak przedsięwzięcie się udało – wiadomość o wystawie dzięki mediom pójdzie w świat. Ludzie z TV rozstawiają sprzęt i już po chwili Gimiak wypowiada się do kamery. W tle wciąż trwają przygotowania. Panowie robotnicy wiercą dziury w ścianach oraz instalują mocowania. Za nic mają telewizję i wyraźnie starają się zagłuszyć wszystko co mówi do kamery Gimiak. Na moje szczęście podczas przelotu kamery po muzealnych salach udaje mi się wpaść w kadr z czego oczywiście jestem bardzo dumny.


Fragment wiadomości z Kuriera Opolskiego, a w nim wzmianka o naszej wystawie

Po około 30 minutach telewizja zwija się, a my wracamy do prac. Trochę starań i w końcu wszystko jest już ustawione. Ostatnie korekty podpisów do konsol i możemy oddać materiał do druku.

Na głębokie wody
Wracamy do domu Gimiaka. Czeka na nas paczka, którą dostarczył kurier. Przesyłka z Niemiec z Bochum daje nadzieje, że to Nintendo włączyło się do sponsoringu w ostatniej chwili. Zawartość paczki potwierdza nasze przypuszczenia, agencja Sokrativ odpowiedzialna za reklamę Nintendo postanowiła wesprzeć nas przesyłając nagrody i gadżety. Jakość i ilość porównywalna z tym co zaoferowało Sony, co nas bardzo cieszy i jedynie konsola Wii przeznaczona na nagrodę główną w konkursie, zdecydowanie odwraca uwagę od całej reszty bonusów. Pora na chwilę odprężenia. Relaksujemy się przy gackowej wersji Soul Calibur 2. Krótki odpoczynek wieńczę pożarciem tostów i półgodzinną drzemką. W tym czasie Gimiak nastawia się psychicznie do wywiadu w TV i przygotowuje mowę powitalną na rozpoczęcie wystawy. Czas biegnie nieubłaganie – pozostały ostatnie 4 godziny do rozpoczęcia wystawy. Jedziemy do studia regionalnego oddziału TVP. Czekają już na nas. Gimiak ma być gościem programu „Wszystko jasne”. Przedtem trafia jednak na stołek w garderobie gdzie jest pudrowany niczym niemowlak. Wyretuszowany może spokojnie usiąść naprzeciwko prowadzącego – Pana Leszka Myczki.

Dwaj redaktorzy walczą dzielnie przez ponad 10 minut. Obserwuje ich obu z reżyserki do której zostałem zaproszony. Początkowa niepewność i trema Gimiaka znika z każdą kolejną odpowiedzią, aż w końcu Pan Myczka przyparty do muru wymięka i krzyczy „cięcie!!!”. Został zasypany trafnymi odpowiedziami naszego mistrza i musiał chwile pomyśleć nad następnym pytaniem. Ogólnie Gimiak wyszedł obronną ręką choć prowadzący wyraźnie chciał się odgryźć do samego końca 😉


Program "Wszystko jasne" w którym wystąpił Gimiak.

Nadchodzi wsparcie
Po wywiadzie w TV udajemy się na dworzec PKP aby odebrać resztę członków redakcji retroage.net. Już wcześniej było wiadomo, że parę osób nie da rady dotrzeć i ostatecznie skład mocno się ograniczył. Odbieramy z pociągu AdamaGilmore, TwilightMastera (znanego również jako desperation) i StormSa. Kurs samochodem przez Opole ubarwiony jest pogawędkami i opowieściami z podróży. Każdy ma mnóstwo pytań o wystawę więc nawet nie zauważamy, że droga się wydłuża z powodu blokady kilku ulic. W końcu docieramy na miejsce, w którym mamy zarezerwowany pokój. Hotel Baszta był naszą baza wypadowa i stąd prowadziliśmy oblężenie Opola. Gimiak opuszcza nas, bowiem musi załatwić jeszcze parę spraw związanych z wystawą. Chwilę czasu poświęcamy na rozpakowanie się i wymianę najróżniejszych rzeczy związanych w mniejszym lub większym stopniu z grami. Każdy przywiózł coś co interesuje innych. Ciekawostkom nie ma końca. Z plecaków wyciągane są kolejne konsole. Każda jest dokładnie oglądana. Przez nasze ręce przewijają się kolejno Nintendo 64, Sega Genesis, Atari Jaguar, Amiga CD32 i Sony PSP. Tego ostatniego przywiózł ze sobą Twilight i konsolka ma trafić do gabloty jeszcze przed rozpoczęciem wystawy. Wśród gier odnajduję jeszcze Alien vs. Predator i Wolfenstein 3D na Atari Jaguar. Oba w BOXach 3xA w przepięknym stanie kolekcjonerskim. Miały być wykorzystane do grania w hotelu, ale wyszarpuje oba pudelka Twilightowi i pakuje razem z PSP do plecaka – będą stały w gablocie, to już postanowione. Ruszamy w drogę powrotną na dworzec PKP ponieważ Gimiak nie ma możliwości odebrać SoberaPL. Podejmujemy się zadania mimo, że nie znamy miasta. Niemal na oślep ruszamy przed siebie. Po drodze wyjaśnia się blokada ulic. Dziś lokalny zespół Odra Opole gra mecz. Mimo łagodnego usposobienia policja bierze nas za kiboli drużyny przyjezdnej i nie pozwala nam przejść. Musimy wybrać drogę okrężną. W końcu spotykamy SoberaPL i jeszcze przed rozpoczęciem wystawy udajemy się na jedzenie do pobliskiego fast food’a.

Ostatnie odliczanie do godziny zero
Docieramy do muzeum o 17:30. Przed drzwiami nie ma nikogo prócz naszej piątki. Do rozpoczęcia jest jeszcze co prawda pół godziny, ale kolejne minuty przynoszą niepewność. Czy impreza wypali? Czy w ogóle ktoś przyjdzie? Przekazujemy Gimiakowi sprzęt od Twilighta i w napięciu oczekujemy na rozpoczęcie. W końcu 10 minut przed czasem otwarte zostają drzwi do muzeum. Wciąż nie ma nikogo prócz nas.

Aby poprawić sobie humor zaczynamy sobie żartować na temat wystawy. Po chwili pojawiają się jednak pierwsze osoby. SoberPL głośno odlicza liczbę przybyłych 7, 8, 9... Humor nieco nam się poprawia kiedy do muzeum wchodzi starsza Pani około 70tki. Z naszych ust padają komentarze świadczące o tym, że nie wierzymy że przyszła na nasza wystawę. Z pewnością w budynku są też inne wystawy i starsza Pani zamierza odwiedzić jedną z nich. Dla jaj zostaje jednak zaliczona w poczet przybyłych 10, 11, 12... W krótkim czasie pojawia się całkiem sporo ludzi i hol muzeum wypełnia się. Punktualnie o godzinie 18 drzwi do sal z wystawą „Elektroniczna rozrywka dawniej i dziś” zostają oficjalnie otwarte. Nie ma żadnego przepychania i ludzie kulturalnie „wlewają” się do środka. Pierwsze wrażenie rzuca ludzi od gabloty do gabloty. Widać, że niektórzy wręcz biegają jak oszołomy tak jakby szukali tylko TEJ jednej konsolki. Po chwili jednak nieco się uspokaja i ludzie zaczynają dokładnie przyglądać się eksponatom. Zwiedzanie przerywa dyrektor muzeum, który oficjalnie otwiera wystawę i przekazuje mikrofon Gimiakowi. Ten umiejętnie wywiązuje się z zadania, bowiem bez zbędnych ceregieli kilkoma zdaniami zaraża przybyłych bakcylem retro. Informuje również o konkursach i nagrodach ufundowanych przez sponsorów: Nintendo i Sony, po czym oddaje muzealne sale do dyspozycji gości.

W pierwszym rzędzie przed samym Gimiakiem stoi starsza Pani, w którą nie wierzyliśmy. Jesteśmy pod wrażeniem, ale czapki z głów zrywa fakt, ze zaraz po oficjalnym rozpoczęciu zadaje naszemu szefowi pytania odnośnie Ameproda. Gimiak staje na wysokości zadania i widać, że udaje mu się zaspokoić ciekawość seniorki.

Pojawiają się kolejne pytania. Niektórzy z odwiedzających są dość dociekliwi, dlatego w tak szczególnych przypadkach na pomoc wzywani są redaktorzy, którzy udostępnili dane eksponaty. Istną furorę robi kontroler do gry Densha De Go! 64 na Nintendo 64 i jego właściciel AdamGilmore ma przez pewien czas ręce pełne roboty.

Część osób przykleja się do szyby na widok Famicona z stacją dysków magnetycznych. Słychać szepty „to do Pegasusa można gry na dyskietkach wgrywać?”. Widok Game Boya wyposażonego jednocześnie w lupę z podświetleniem i głośniki stereo powalił nie jednego na kolana. Inne eksponaty również znalazły grono entuzjastów. Panasonic Q nie mógł narzekać na brak powodzenia, podobnie jak stojące na środku pomieszczenia Amigi. Atari Jaguar wyposażony w dość rzadki napęd CD wyraźnie wywoływał zdziwienie na twarzach graczy słabiej zorientowanych w historii gier. Wszystko przebija jednak Virtual Boy. Ten wyjątkowy eksponat przyciąga jak magnes zwiedzających. Dość szokujący wygląd sprawia, że dają się słyszeć pojedyncze głosy powątpiewania „czy to w ogóle służy do grania?”. Po kilkunastu minutach pojawiają się pierwsze komentarze. Jedni są zachwyceni mnogością sprzętu inni standardowo narzekają. „Nie ma gry GranTurismo na PlayStation i w ogóle coś mało gier na szaraka”, „Bez sensu, jest Commodore 16, a nie ma Commodore 64”, Nie ma pistoletu do Segi Saturn, a przecież Virtua Cop to podstawa”, gdzieś w tle słychać głos jakiegoś smarkacza-fanboya – „Ale złom i tak PlayStation 3 jest najlepsze”. Szkoda, że niektórzy nie są zbyt wyrozumiali i nie potrafią docenić tego co było zamiast doszukiwać się tego czego nie było. Zdecydowana większość była jednak nastawiona bardzo pozytywnie do wystawy. Gimiak przez większość czasu nie mógł się uwolnić od rozmówców. Byli ludzie z radia i prasy, którzy swoimi pytaniami wycisnęli z niego siódme poty. Niestety na rozpoczęciu nie pojawili się ludzie z pism branżowych, czym byliśmy niezwykle zawiedzeni. Liczymy jednak, że pojawią się w późniejszym okresie zwabieni opiniami, które niczym grzyby po deszczy zaczęły pojawiać się na internetowych portalach.

Wracając do samych wydarzeń z wystawy nadmienić należy, że w drugiej jej części odwiedzający skupili się na tablicach z artykułem „historia konsol w pigułce”. Tekst dość skrótowo i pobieżnie traktuje o każdej z generacji konsol dlatego znów dały się słyszeć pojedyncze głosy niezadowolenia. Jednym tekstu było mało, a dla innych był za długi, bo wspominał o niemal wszystkich liczących się konsolach w ostatnich 30 latach. Zdarzali się i tacy którzy doszukali się w tekście literówek, co napawało ich dumą, że je odnaleźli. Dało się też słyszeć uwagi, świadczące o niewiedzy użytkowników jak np. czepianie się nazwy napędu GD-ROM w konsoli Sega DreamCast i sugerowanie, że jest tam literówka, a więc powinna pojawić się w tym miejscu nazwa CD-ROM (co oczywiście nie jest prawdą). Ostatni etap wystawy przybrał formę „dyskusji w kółeczkach”, w których fani rozmawiali ze sobą o historii elektronicznej rozrywki. Dominowały raczej sentymentalne wspomnienia i z rzadka dało się słyszeć coś o obecnej generacji lub o tym co dopiero nas czeka. W tym momencie naszą uwagę przykuła niepozorna postać, która zdawała się snuć za nami od pewnego czasu. Wędrowała naszymi śladami od gabloty do gabloty, ale wyraźnie nie miała odwagi do nas się odezwać. Szpiegiem okazał się być Mejs – moderator naszego forum (wciąż w trakcie przebudowy i poprawek). Dołączył do nas również jeden z bywalców forum i właściciel wspaniałego Panasonic Q w jednej osobie – Y2K, oraz jego brat ElGigante, który również jest kolekcjonerem. Liczne rozmowy uprzyjemniał szwedzki stół obficie zastawiony chipsami i sokami.

W muzeum spędziliśmy niemal 2 godziny, a po wyjściu postanowiliśmy skierować swe kroki w kierunku najbliższego pubu. Mocna grupa 9 rasowych kolekcjonerów, która „odnalazła się” w muzeum postanowiła wspólnie zaimprezować, a finałem było zawinięcie do Hotelu Baszta, gdzie do późnych godzin nocnych graliśmy na konsolach racząc się przy tym wodą ognistą i innymi trunkami procentowymi. Wydarzeniem wieczoru było wysłanie Twilighta do sklepu po jedzenie. Jego wyjście zaowocowało prawdziwie unikatową kolekcja chipsów na sumę 40pln. Ciekawostką pozostaje fakt, że sprzedawca sklepu „Żabka” był do samego końca święcie przekonany, że jest okradany z tych smakowitych przekąsek.

Ojcowie sukcesu
Poranek dnia następnego był niezwykle trudny. Wszechobecny ból głowy nauczył nas, że sobota będzie dniem trzeźwości. Nie było jednak wymówek i cała czwórka usiadła dzielnie do konsoli. Kolejno przewijały się ISS 2000, GoldenEye, Mario Kart 64, Turok 2, Mortal Kombat 4... Po drodze stoczyliśmy walkę z obiadem w postaci pizzy i do godziny 14 mieliśmy przerobione już ok. tuzin gier multiplayer na Nintendo 64 i Amigę CD32, która niestety odmówiła współpracy z telewizorem. Popołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu Opola, po którym oprowadził nas Gimiak. Zaliczyliśmy ratusz, rynek, amfiteatr, wieżę piastowską, katedrę i parę innych mniej znaczących obiektów.

W trakcie zwiedzania Gimiak przekazał nam niezwykle istotną informację jaką były statystyki odwiedzin wystawy. W dniu inauguracji wystawy „Elektroniczna rozrywka dawniej i dziś”, Muzeum Śląska Opolskiego odwiedziło 270 osób, a dnia następnego przez pierwsze 3 godziny otwarcia, zwiedzających było już 140. Informacja bardzo nas ucieszyła bowiem potwierdziło to, że impreza w pełni się udała i osiągnęliśmy zamierzony cel. Mieliśmy również przyjemność zobaczyć materiał nakręcony przez TV, który został wyemitowany w dniu otwarciu wystawy. Pełen profesjonalizm. Jako ojcowie sukcesu postanowiliśmy odetchnąć i odprężyć się. Reszta dnia upłynęła nam na błogim lenistwie i wspólnym graniu w hotelu. Dołączył do nas Y2K, z którym debatowaliśmy i graliśmy do upadłego.

Powrót
Niedzielny poranek był chwilą wyczekiwania na odjazd. Konsolki były już spakowane i ograniczyliśmy się do rozmów. Rozjechaliśmy się do domów zadowoleni ze wspólnie spędzonego weekendu i wyczerpani grami. Przez te kilka dni przespałem zaledwie 11 godzin i oczy kleiły mi się jakby były posmarowane butaprenem. Mimo to dzielnie zniosłem podróż pociągiem katując mojego Game Boya Advance grami Donkey Kong 3 i Wario Ware Inc. U skraju wyczerpania w końcu zobaczyłem tablice Koszalin. Pociąg wjechał na peron i już po chwili stałem na peronie.

Chwila refleksji
Wciągnąłem głęboko świeże powietrze i poczułem zapach morza. Byłem w domu. Wróciłem z jednej strony szczęśliwy, ale głęboko w duszy wiedziałem, że tak naprawdę moje miejsce jest gdzieś tam, dziesiątki kilometrów stąd. Tym miejscem jest wystawa „Elektroniczna rozrywka dawniej i dziś”, która przez te kilka dni była moim drugim domem. Nie omieszkałem zabrać cząstki jej ze sobą. W końcu to wydarzenie bez precedensu – pierwsza taka wystawa w Polsce. Czegoś takiego jeszcze nie było. Może oczy całego świata nie były w tych dniach zwrócone na Opole, ale my byliśmy właśnie tam, a nie gdzie indziej. Na miejscu. W muzeum. Byliśmy naocznymi świadkami tych wydarzeń i częścią tego co się działo, dlatego te kilka dni pozostanie w naszej pamięci na zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie