Retro wywiad - Bartłomiej Kluska

Utworzono: 17 października 2009
Autor: Axi0maT & tbxx
Odsłon:

3746

Do naszego redakcyjnego pokoju przesłuchań trafia tym razem Bartłomiej Kluska, autor poczytnej książki o historii elektronicznej rozrywki - "Dawno temu w grach". Historia jest dość pokrętna, bowiem pierwotnie zdecydowaliśmy się porwać Bartka w celu wymiany za pokaźny okup. Autor książki jest przecież znaną już osobistością w branży i liczyliśmy na łatwy zysk. Jak się jednak okazało nikt nie spełnił naszych żądań finansowych dlatego postanowiliśmy chociaż wycisnąć z niego trochę informacji. Początkowo zachowywał się agresywnie, ale po skrępowaniu linami i przygłodzeniu lekko skruszał. Czego się dowiedzieliśmy w trakcie przesłuchania możecie przeczytać w dzisiejszym wywiadzie.

 

tbxx: Kim jest i czym zajmuje się Bartłomiej Kluska?

Bartłomiej Kluska: Jestem historykiem z wykształcenia i z zawodu, a hobbystycznie od zawsze interesowały mnie gry wideo, konsole i komputery. Przeszłość elektronicznej rozrywki, którą opisuję w swoich tekstach, w naturalny sposób łączy te pasje.

Axi0maT: Skąd pomysł na "Dawno temu w grach"? Biorąc pod uwagę, że większość materiału w książce to artykuły, które pojawiły się już w prasie nie mogłeś być przecież pewny sukcesu "spreparowanej" w ten sposób książki?

Bartłomiej Kluska: Moje teksty ukazywały się pierwotnie w miesięczniku "CD-Action", który jako pierwszy w Polsce przestał traktować tematykę historyczną jako ciekawostkę na jedną stronę, by bazując na nostalgii, powspominać jakiś przebój sprzed lat, i w 2004 roku udostępnił dużo – przynajmniej jak na realia kolorowego magazynu – przestrzeni na przekrojowe artykuły (później utworzyły one rozdziały otwierające "Dawno temu w grach").
W latach następnych publikowano mi kolejne artykuły, ale miesięcznik nie jest najlepszym miejscem dla tekstów historycznych, które – przynajmniej w teorii – pozostają aktualne znacznie dłużej niż recenzja, felieton, test sprzętu czy newsy. Zacząłem otrzymywać listy od studentów, piszących licencjaty i magisterki o grach, dla których te rozproszone na przestrzeni lat artykuły w "CD-Action"”, chcąc nie chcąc, pozostawały jedynym polskojęzycznym drukowanym źródłem dotyczącym historii elektronicznej rozrywki. Mimo że na Zachodzie taka tematyka jest popularna, w Polsce jakoś nikt nie podjął się napisania książki o przeszłości gier wideo.
Mówiąc krótko: z jednej strony, wytworzyła się rynkowa luka (są potencjalni czytelnicy, a nie ma książki), z drugiej – były gotowe teksty porozrzucane po kolejnych rocznikach "CD-Action". Połączyłem te fakty, przeredagowałem artykuły, w paru miejscach przyciąłem, w paru coś dopisałem, ułożyłem tak, by stanowiły w miarę kompletną całość, dodałem kilka ilustracji, zaniosłem do drukarni i wydałem nakładem własnym.
Bez specjalnych nadziei na rynkowy sukces, ale by ułatwić dostęp zainteresowanym i jednocześnie przetrzeć szlaki innym piszącym o historii gier. Pierwszy cel (dostępność tekstów) udało się już osiągnąć, następców póki co nie widać.

Axi0maT: Młodsi gracze z pewnością dowiedzą się z Twojej książki bardzo wielu ciekawych informacji. Zapewne masz jednak świadomość, że w Polsce rynek gier kojarzy się głównie z klonami NESa – Pegasusami oraz Sony PlayStation. Nie obawiasz się, że pomijając w dużej mierze te kamienie milowe Polskiej rozrywki zostaniesz tym samym zaszufladkowany jako autor książki "tylko dla nielicznego grona starszych graczy"?

Bartłomiej Kluska: Książka nie jest monografią. To tylko mozaika – nie było moją ambicją, by opisać całą przeszłość gier wideo, gier komputerowych i branży. Chciałem pokazać, jak barwny i jak ciekawy jest to temat i jak wiele jest tu jeszcze pasjonujących opowieści.
Całkiem niedawno, bo w numerze 9/2009 magazyn "CD-Action" znów udostępnił mi sporo miejsca w "Tipsomaniaku", mogłem więc jeszcze dokładniej niż w 2004 roku i w "Dawno temu w grach" wrócić do tematu historii konsol, w tym m.in. po raz pierwszy przypomnieć Pegasusa i rolę, jaką odegrał w konsolowej edukacji polskich graczy.

Axi0maT: Sporo w książce poświęcasz sukcesom i osiągnięciom kolejnych konsol i komputerów. Mało jednak pojawia się o samym kryzysie z początku lat osiemdziesiątych, który jak wiemy omal nie zdusił w zarodku raczkującej dopiero branży elektronicznej rozrywki. Czy zamierzasz rozszerzyć tą kwestie w kolejnej swojej książce (jeśli wyjdzie, a sądząc po zainteresowaniu "Dawno temu w grach" to jednak pojawić się powinna), czy skupić się raczej wyłącznie na samych grach jako takich?

Bartłomiej Kluska:
Zdawałem sobie sprawę z tej luki. Częściowo próbowałem ją załatać, pisząc o kryzysie przy okazji historii gry E.T. na Atari VCS ("CD-Action" 6/2009). Gdyby miało kiedyś pojawić się drugie, rozszerzone wydanie "Dawno temu w grach", ten tekst – w rozbudowanej wersji – na pewno wejdzie do zbioru.

Axi0maT: W Twojej książce można znaleźć niewiele informacji na temat Segi. Jedyna godna uwagi wzmianka znajduje się przy opisie sequela Another World. A gdzie podział się Sonic i inne topowe pozycje Segi? Czy to wina niewielkiej popularności tego sprzętu w naszym kraju?

Bartłomiej Kluska: Sega ma swój akapit w rozdziale o historii konsol (dokładnie tej samej objętości co Nintendo :), ale mam świadomość, że to zdecydowanie zbyt mało, a ja skoncentrowałem się w książce na latach wcześniejszych, gdy dominowało Atari. Na szczęście w przywoływanym wyżej „CD-Action” 9/2009 mogłem nieco pełniej oddać rolę, jaka odegrała Sega i jej konsole w historii branży.
Zarzuty, że brakuje czy jest za mało tego lub tamtego, są oczywiście słuszne i przyjmuję je z pokorą – najpierw (w "CD-Action") ograniczało mnie miejsce, a później także prekursorski charakter pracy. Pisząc, nie miałem żadnego punktu odniesienia, żadnego wzoru – teraz, gdy książka się ukazała, gdy doczekała się recenzji i uwag (w tym krytycznych), szlaki są nieco bardziej przetarte, wiadomo, co można dodać, jakie tematy poruszyć szerzej, jakie ująć inaczej itd. To dobry fundament do dalszych prac.

Axi0maT: Celowniczki - gatunek wymarły, ale ostatnio przeżywający na Wii swoja druga młodość. Oczywiście w momencie przygotowywania materiału do książki nie byłeś zapewne jeszcze świadkiem przebudzenia tego gatunku z letargu, ale obecnie takie tytuły jak Resident Evil: The Umbrella Chronicles, The House of the Dead 2 & 3 są chętnie kupowane przez graczy na całym świecie. Wiemy też ze to nie jest jednorazowy wysyp, bowiem na półki sklepowe lada moment trafi kolejna porcja tego typu gier (Dead Space: Extraction Point oraz Resident Evil: Darkside Chronicles). Czy jako ekspert historii branży elektronicznej rozrywki potrafisz jakoś logicznie wyjaśnić ten swoisty ewenement, kiedy wymarły gatunek powraca w takim stylu?

Bartłomiej Kluska: Zarzut, że zbyt pochopnie uznałem "celowniczki" za gatunek wymarły, pojawia się nie pierwszy raz, może więc – korzystając z okazji – wytłumaczę się z tego tekstu. Otóż faktu „wymarcia” opisywanych przeze mnie gatunków gier nie należy traktować ze śmiertelną powagą – to tylko punkt wyjścia do przybliżenia przeszłości dawnych potentatów branży, których ewolucja zepchnęła na mniejszy lub większy margines. W końcu do dziś istnieje całkiem prężne środowisko piszące i grające w tekstówki, podobnie jak może (np. za sprawą Wii) wrócić moda na polegające na machaniu kontrolerem w lewo i w prawo "olimpiady". Rynek jest młody i nieprzewidywalny, a skoro np. „celowniczki” przeżywają renesans, warto też pamiętać o ich korzeniach, o Operation Wolf, która przecież była kiedyś najpopularniejszą grą w Polsce.

Axi0maT: W książce "Dawno temu w grach" daje się odczuć, że początki historii elektronicznej rozrywki są opisane dość dokładnie, a potem kolejne rozdziały nabierają zawrotnego tempa i wspominasz tylko o wybranych wydarzeniach, osobach, firmach i produkcjach. Oczywistym jest ze w latach 90tych XX wieku branża bardzo prężnie się rozwijała i nie sposób opisać wszystkiego. Czy w kolejnej książce zamierzasz obrać kierunek zgłębiania pojedynczych historii czy może raczej zająć się ogólnie latami 90-tymi tak jak latami 80-tymi w "Dawno temu w grach"?

Bartłomiej Kluska: Gdybym napisał kolejną książkę o historii gier, na pewno starałbym się oddać bardziej kompletny obraz zjawiska. „Dawno temu w grach”, jak wspominałem, jest bardziej fragmentaryczne, przedstawia pewne wycinki historii, nie była pomyślana, jako monografia. Pisząc ją, uważałem, że lata 70. i 80., jako mniej znane, będą ciekawsze dla czytelników, z których większość – jak sądziłem – świetnie pamięta ostatnią dekadę XX wieku. Komentarze np. pod moimi felietonami dla serwisu Polygamia pokazują jednak, że te wcale przecież nieodległe czasy to też prawdziwa terra incognita dla czytelników. Zatem o nich również trzeba przypominać.

Axi0maT: Co "Dawno temu w grach" dała jej autorowi? Okazała się finansową klapą? Przyniosła Ci sławę? Czy może traktujesz ją raczej jako formę swoistego wyzwania i sprawdzenia samego siebie, dzięki czemu możesz teraz powiedzieć "wydałem książkę"?

Bartłomiej Kluska: Książka – wydana nakładem własnym autora – nie była pomyślana jako projekt komercyjny, więc pod względem finansowym nie okazała się ani klapą, ani sukcesem. Zarobiła na siebie – i to wystarczy.
„Dawno temu w grach” miało zebrać dotychczasowe teksty w jednym miejscu i ułatwić dostęp do nich zainteresowanym – ten cel udało się osiągnąć w 100%. Każdy, kto będzie chciał się zapoznać z moimi artykułami i umie skorzystać z Google’a, łatwo dotrze do książki.
Dla mnie osobiście publikacja stanowiła też pewien sprawdzian: robiąc wszystko sam – od postawienia pierwszego znaku w Wordzie po wciągnięcie paczki z wydrukowanymi egzemplarzami do mieszkania (a mieszkam na dziewiątym piętrze 🙂 – mogłem zobaczyć, jak wygląda każdy etap procesu powstawania książki. To cenne doświadczenie.
Poza tym nawiązałem sporo ciekawych znajomości. Korespondowałem z dziennikarzami, pasjonatami, byłymi scenowcami, a także np. z ludźmi tworzącymi polski rynek gier w latach 90 i znającymi zjawisko "od środka", dzięki czemu mogłem dowiedzieć się wielu nowych dla mnie rzeczy. "Dawno temu w grach" kosztowało mnie sporo wysiłku, ale było warto.

Axi0maT: Wiemy już, że Twoja książka została bardzo ciepło przyjęta przez środowisko graczy. Czy pisząc ją zastanawiałeś się jednak nad tym, że po jej wydaniu będziesz na językach całego światka retrograczy? Nie obawiałeś się krytycznych opinii z ich strony za jakieś przypadkowe wpadki?

Bartłomiej Kluska: Wpadek, na szczęście, nie było zbyt wiele, choć np. przypomniano mi, że Preliminary Monty (czyli zubożona wersja Montezuma's Revenge) nigdy nie ukazało się na cartridge’u. Zatem korzystając z okazji, prostuję to felerne zdanie z "Dawno temu w grach" :). A krytyczne uwagi nie są powodem do obaw. Wręcz przeciwnie, pozwalają unikać błędów w przyszłości, więc jeśli ktoś z czytelników zauważył jakieś ewidentne głupoty lub nawet drobne nieścisłości w książce, będę wdzięczny za parę słów w liście.

Axi0maT: "Dawno temu w grach" to jedyna sensowna książka o grach na rynku polskim opisująca historię gier. Opowiedziałeś w niej wiele platform i tytułów, które się na nich ukazały, ale są wśród nas tacy, którzy wciąż prowadzą święte wojny i nie wyobrażają sobie, np. aby słowa Atari i Commodore mogły znaleźć się na jednej kartce. Mimo że prawdziwych retrograczy jest już niewielu, to i tak nie potrafią się zjednoczyć, a jedynie dokonywać dalszych podziałów. Jesteś za łączeniem (wspólnie tworzona baza wiedzy) czy dzieleniem (wąska specjalizacja), społeczności bądź portali internetowych związanych z tą tematyką?

Bartłomiej Kluska: Myślę, że jest miejsce (czy to w Internecie czy w realu) i na jedną i na drugą opcję. Wiadomo, że serwisy czy fora specjalistyczne – skupiające hardkorowych fanów np. Atari – dysponują większą wiedzą, większym potencjałem w kwestiach szczegółów, wyszukiwania zaginionych gier czy tworzenia nowych, poszerzania możliwości sprzętu etc., etc. Potrzebni są jednak również popularyzatorzy, którzy przekażą te materiały osobom nieco bardziej „ogólnie” zainteresowanym tematem. To tak jak z „poważną” historią – tam też są naukowcy, spędzający pół życia w archiwach w poszukiwaniu jednego dokumentu czy badający najdrobniejsze detale danej kwestii, by później opisać swoje wnioski w niewielkim artykule na łamach specjalistycznego magazynu. Są również historycy, którzy zbierają takie cząstkowe ustalania, pisząc większe – przeznaczone dla szerszego grona odbiorców – syntezy. Wszyscy robią swoją, bardzo pożyteczną pracę.

tbxx: Czy odwiedzasz nasz serwis?

Bartłomiej Kluska: Odwiedzam, gdy potrzebuję, bo to naprawdę rzetelna baza wiedzy o charakterze encyklopedycznym i źródło świetnych zdjęć. Jeśli czegoś brakuje mi w serwisie, to dobrej publicystyki, tekstów przekrojowych, wywiadów z ludźmi, którzy tworzyli tamte wydarzenia – to wciąż w polskich warunkach niezagospodarowana nisza.

Axi0maT: Ostatnio zapanowała swoista moda na gry retro. Na nowych konsolach pojawia się mnóstwo wznowień starych hitów. Co o nich myślisz? Jeśli grać to tylko na pierwotnych wydaniach i starych konsolach? Czy może lepiej odłożyć je na półkę i zagrać w nie ponownie na nowym sprzęcie, często w nowej o niebo lepszej oprawie audiowizualnej?

Bartłomiej Kluska: Myślę, że sprzęt, na którym gramy, nie ma już takiego znaczenia. Konsole nie były (i nadal nie są) produkowane z myślą, by miały przetrwać w pełnej technicznej sprawności 20 czy 30 lat eksploatacji. W pewnym – podejrzewam, że nie tak odległym – momencie problem rozwiąże się sam, a pojedyncze egzemplarze konsol zostaną w posiadaniu kolekcjonerów. Wszyscy zainteresowani gracze będą stosowali emulatory czy remake'i.
To ważne także z punktu widzenia dostępności starszych gier, a moim zdaniem właśnie ten aspekt jest najistotniejszy. Jak z filmem: dla młodszych kinomanów kluczowe jest, żeby obejrzeli np. „Łowcę androidów”, i może być to cyfrowo remasterowana wersja z dźwiękiem stereo, z nowego, ładnego wydania rocznicowego, a niekoniecznie jakaś stara, zaszumiona kaseta VHS na zużytym magnetowidzie. Sprzęt to tylko nośnik opowieści – najważniejsza jest sama opowieść.

Axi0maT: Kontynuując wątek modnych ostatnio powrotów do starych gier pojawia się pytanie, czy powinniśmy tolerować coś takiego jak emulatory? Wiele ze starych konsol jest już niemal nie do zdobycia lub kosztują fortunę. Pomijając kwestię moralności i legalności tego sposobu korzystania ze starych gier - czy akceptowalne jest korzystanie z emulatorów w celu zagrania w stare hity? Czy może widzisz jakąś alternatywę, np. wywieranie presji na autorach o reedycje gier na nowy sprzęt.

Bartłomiej Kluska: Twórcy starszych gier (czy może raczej często tylko posiadacze praw autorskich do danych tytułów) zazwyczaj nie mają żadnego interesu (np. finansowego), by tworzyć reedycje swoich przebojów. Niekiedy się udaje, że wspomnę choćby nową, rocznicową, bardzo ładnie wydaną wersję Another World, ale bywa tak, że jedyną szansą, by zagrać w grę sprzed lat, jest właśnie emulator. Jeśli da to takiej grze drugie życie – jestem za. Tak jest np. w przypadku nowej gry na Atari XL/XE Kolony 2106 (mocno udoskonalona wersja Kolony z 1991 roku), która była pisana z myślą o emulacji i nie będzie wydana na żadnym „oryginalnym” nośniku typu cartridge. Chodzi o dostępność dla jak najszerszego grona potencjalnie zainteresowanych.
Poza tym emulacja to piękny przykład, jak niewielkie społeczności, hobbystycznie, po pracy i zazwyczaj za darmo robią dużo dobrego, by dać stare hity nowym graczom Sam dzięki ScummVM przypomniałem sobie wiele fantastycznych przygodówek – gdyby nie ten emulator, prawdopodobnie nigdy już nie wróciłbym np. do Beneath a Steel Sky.

Axi0maT: Klimat retrogrania ma to do siebie, że mimo iż jest trendy to jednak ma stosunkowo słabą siłę przebicia na współczesnym rynku elektronicznej rozrywki. Czy słyszałeś o ERDiD (Wystawa "Elektroniczna Rozrywka Dawniej i Dziś", która odbyła się w Opolu) i co myślisz o takich przedsięwzięciach?

Bartłomiej Kluska: Jasne, że słyszałem o tej inicjatywie i uważam ją za bardzo przydatną, choć oczywiście o krótkotrwałym i lokalnym zasięgu. Mam nadzieję, że dożyję czasów, gdy takie wystawy – jako część naszego dziedzictwa kulturowego – będą ekspozycją stałą w muzeach funkcjonujących na prawach, na jakich funkcjonuje dziś np. Muzeum Kinematografii. By tak się stało, trzeba trzymać kciuki za prywatnych kolekcjonerów, którzy za własne pieniądze dbają, by te wszystkie cudowne przedmioty zachować dla potomnych.

Axi0maT: W co najchętniej gra Bartłomiej Kluska? Wciąż katuje stare gierki w wolnym czasie czy może jest tylko osobnikiem, który chciał za pomocą książki wyciągnąć parę groszy od sentymentalnych retrograczy i tak naprawdę woli świeżutkie nowości?

Bartłomiej Kluska: Moim problemem nie jest dziś, w co grać, a kiedy to robić :). Gdy już jednak znajdę czas, by usiąść przed komputerem lub konsolą, wiek gry nie stanowi żadnego kryterium. Dwa dni temu zachwycałem się świeżutką Batman: Arkham Asylum na X360, przedwczoraj zdążyłem rozegrać turniej w Sensible Soccer na Amidze, a wczoraj ścigałem się w Lamborghini Challenge na SNESie. Za każdym razem bawiłem się znakomicie.

Axi0maT: Na koniec klasyczne pytanie – "jaką grę zabrałbyś na bezludna wyspę?" Oczywiście pod warunkiem, że doprowadzono by Ci tam linie energetyczna 🙂

Bartłomiej Kluska: Prawdę mówiąc, na bezludną wyspę zabrałbym raczej te wszystkie książki, których przeczytanie od lat odkładam na nieokreślone "później". A gdybym już musiał wziąć grę, pewnie byłby to Blade Runner. Wreszcie miałbym czas, żeby poznać wszystkie zakończenia tej niesamowitej opowieści.

Axi0maT: Dziękuję za rozmowę i życzymy powodzenia przy pracach nad kolejna częścią książki.

To wszystko, co zdołaliśmy wyciągnąć od Bartłomieja Kluski. Jak widać odpowiadał pokrętnie i wywinął się od odpowiedzi czy powstaje kolejna książka o retro grach na którą wszyscy czekamy. W celu wyciągnięcia większej ilości informacji zapakowaliśmy Bartka w walizkę i wysłaliśmy do naszych pobratymców na bliskim wschodzie, którzy specjalizują się w przesłuchaniach. Porwanemu udało się jednak zbiec i ostatnio był widziany w Nepalu... Czyżby jego następna książka miała być o Yeti?

Strona domowa Bartłomieja Kluski:
http://kluska.net/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie