RecenzjaAtari XL/XE

Barbarian

Błysk, huk, dym… dziura na dwa piętra. Koooowaaalskiii!!! Za wiele do opowiadanie tu niema, ale z roboty wyleciałem z hukiem.

 Zbliżały się urodziny miłościwie nam panującego wojewody Janusza Trzeciego. Z tej okazji nazjeżdżało się do miasta różnego rodzaju „gości” – począwszy od wysłanników Króla, przydupasów Biskupa, skończywszy na łotrach, zbirach i innego rodzaju barbarzyńcach. Zwieźli różnych podarków – beczek pełnych win najprzeróżniejszych i pachnideł. Oj, mieliśmy w Straży Miejskiej roboty z tymi podarkami – wszystko dobrze sprawdzić, aby co niewłaściwego  nie trafiło pod nogi Jaśniepana… Miałem ja nosa do tych wredot wstrętnych co między pachnidła węże i pijawki chowają, a tym razem konkret udało się przechwycić – beczka prochu z zapalnikiem, co przez uniesienie wieka się aktywował. Łotrzyki do lochu, a beczka w depozyt jako dowód rzeczowy trafić powinna. Trafić powinna, ale nie trafiła – matka natura w drodze do depozytorium się odezwała, zostawiłem więc beczkę przed wejściem do świątyni dumania i udałem się za potrzebą. Pech chciał, że Komendant właśnie kończył zaciągać się zawijasem i rzucił niedopałkiem przed siebie… Błysk, huk, dym… dziura na dwa piętra… Z roboty wyleciałem z hukiem… Cóż począć? Siedząc w podrzędnej miejskiej spelunie zagryzając jakieś ścierwo i popijając żółtawą ciecz pochodzącą najpewniej z browarnego ścieku dostrzegłem plakat obwieszczający turniej rycerski. Już ja wiem co to za turniej – nazjeżdżało się barbarzyńców z okolicy. Ot, będą igrzyska dla mas… Nie powiem nagroda kusząca – 20 złotych monet, 20 beczek piwa w Browaru Jaśniepana i córka miłościwie nam panującego Janusza III za żonę. A piwo z Browaru Jaśniepana pierwsza klasa, lepszego w całym kraju nie zakupisz, 20 złotych monet na ulicy nie znajdziesz, tylko ta Dżesika za żonę, jakoś by się od tego wykręcił może, widać ojciec chce się dziewuchy pozbyć, bo w mieście kto chciał to już ją na kolanach miał… Ale wracając do turnieju, jak to się mówi – bez pracy niema kołaczy a bez napieprzania nie ma chlania.

W latach ’80 ubiegłego wieku niewiele filmowych hitów mogło pochwalić się adaptacją w postaci gry video. Z pamięci mogę wymienić jedynie takie marki jak „Gwiezdne Wojny”, „James Bond”, „Goonies” czy niesławne „E.T.”.  W 1987r. Palace Software wypuściło na rynek grę „Barbarian”, która mimo iż nie była oparta na żadnej filmowej licencji, wyraźnie została zainspirowana scenami walk z filmu „Conan Niszczyciel” z 1984r. z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. „Barbarian” byłby klasyczną bijatyką „jeden na jeden” z wojownikami walczącymi mieczami, gdyby nie jeden detal, przez który pozycja znalazła swoje miejsce w historii gier – jeden z ciosów umożliwiał odcięcie głowy przeciwnika. Tytuł ukazał się na wiele popularnych i mniej popularnych maszynkach do giercowania, takich jak Amiga, Amstrad CPC, Apple II, Atari ST, BBC Micro, Commodore 64, PC DOS, ZX Spectrum… Pomijając coraz bardziej popularne „u nas” 8bitowe komputery Atari (800XL, 65XE). Sytuacja ta zmienia się w 1993r. gdy na rynku pojawia się konwersja „Barbariana” na 8bitowe Atari wydana przez L.K. Avalon. Gra wczytuje się dość długo – jeśli byliśmy szczęśliwymi posiadaczami magnetofonu, mogliśmy spokojnie przygotować obiad, w przypadku stacji dyskietek – kanapki.

Po załadowaniu „Barbarian” wita nas zielonym ekranem tytułowym (zielony uspokaja), na którym poniżej logo gry wyświetlają się informacje o autorach konwersji, lista wyników (jak można później wyliczyć z punktacji – mistrz odpadł w walce z trzecim przeciwnikiem), oraz informacja „wszelkie prawa zastrzeżone”, co wygląda dość ciekawie w zestawieniu z brakiem jakiejkolwiek wspominki o Palace Software i autorach „oryginalnej” gry. Podczas wyświetlania ekranu tytułowego przygrywa ciekawa muzyka, której autorem jest znany do dziś z wielu tytułów Jakub Husak. Na początek polecam wybranie trybu na dwóch graczy, aby spokojnie przetestować wszystkie ruchy i ciosy postaci – a tu autorzy się postarali wykorzystując wszystkie 8 kierunków joysticka oraz ich kombinacje z przyciskiem „Fire”. Po chwili „zabawy” klawiszem „ESC” wracamy na planszę tytułową, tym razem wybierając opcję walki z „komputerem”. Po wciśnięciu „Fire” gra doczytuje jedną z trzech aren dostępnych w pięciu odcieniach jednego z kolorów – niebieskiego, żółtego lub różowego.  W odcieniach tych jest wszystko – logo gry, arena oraz wojownicy. Wojownicy mają odpowiednią wielkość (są dość duzi) i są dobrze animowani (animacje zostały dość dobrze przerysowane z wersji na inne komputery). Przeciwnik zazwyczaj czeka na nasz pierwszy ruch, po czym spycha nas do narożnika masakrując ciosami z prędkością świa… znaczy się tak bardzo szybko, że zanim zorientujemy się co się dzieje wracamy do ekranu tytułowego. Mistrz z listy wyników poległ na trzecim przeciwniku… Jeśli jakimś cudem uda nam się pokonać przeciwnika, automatycznie przechodzimy do kolejnej walki na tej samej arenie z tak samo wyglądającym i walczącym wojownikiem – jedynym wyznacznikiem postępu jest licznik punków, dla żartów pięciocyfrowym.

Niestety na bazie popularnego tytułu autorzy stworzyli niegrywalnego gniota. Obcowanie z tą pozycję nie daje żadnej przyjemności, a jedynie frustrację. Od biedy można „pobawić” się w trybie na dwóch graczy, tylko co z tego, jak dużo przyjemniej można pograć sobie w wiekowe już „World Karate Championship”.

P.S. O tym jak pokonałem setkę przeciwników a złota, piwa ani Dżesiki nie dostałem. Nieraz w grach zdarza się, że coś nie zostało dobrze przetestowane, lub została zostawiona jakaś furtka… W grze „Barbarian” możemy wykorzystać joystick z funkcją „auto-fire”. Na początku walki robimy krok w przód a następnie trzymamy „dół”+”fire” – przeciwnicy padają jak muchy. Niestety autorzy nie przewidzieli żadnego zakończenia i barbarzyńców możemy tłuc w nieskończoność. Na dodatek po przekroczeniu 99999 punktów licznik się zeruje, co można sprawdzić na liście wyników. Już lepiej zagrać w „World Karte Championship”.

Ocena ogólna

Barbarian

Atari XL/XE

Grafika
60%
Dźwięk
70%
Grywalność
10%

Komentarze

  1. Zdarzylo mi sie w ten tytul zagrac jakos na poczatku lat 90tych i przyznam szczerze ze wtedy juz nie zrobil na mnie niemal zadnego wrazenie, bo mialem juz za soba zarowno Moonstone jak i pierwszego Mortal Kombat, gdzie odrywane czy odcinane konczyny lataly beztrosko po ekranie na porzadku dziennym. Znalem jednak Barbariana z opowiesci szkolnych od chlopakow ktorzy w to tyrali na Commodorku sporo predzej (pewnie jakos lata 88-89) i pamietam ze mieli duzo lepsze zdanie na temat tej gry. I nawet bylbym gotow przyznac racje kolegom, ale prawda jest taka ze tytul te zestarzal sie bardzo mocno i wyraznie doskwiera w nim problem braku wyboru wiekszej ilosci postaci, jak rowniez jakiejs sensowniejszej mechaniki rozgrywki. Jest zbyt topornie zeby dobrze sie w to gralo. Gra pewnie zapisala sie dobrze w sentymentalnych wspomnieniach wielu osob, ale to niestety tylko tyle. Kto nie gral w latach 80tych, ten raczej bedzie mial problem z czerpaniem jakiejkolwiek przyjemnosci z Barbarianem… co dobitnie pokazuje ocena za grywalnosc w tej recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.