![]()
„Bawiąc uczy, ucząc bawi” – slogan, który większość z nas bez problemu powiąże z mangą komiksami o przygodach Tytusa, Romka i A’Tomka. Idea nauki przez zabawę nie jest obca twórcom gier video – w szczególności tym, którzy próbują wcisnąć nieświadomym rodzicom tak zwane gry edukacyjne. A „Bishoujo Senshi Sailor Moon SuperS – Sailor Moon to Hiragana Lesson” nie jest tu wyjątkiem.
W zapisie języka japońskiego używane są znaki kanji, hiragana, katakana, alfabet łaciński oraz cyfry arabskie. Znaki kanji pochodzą z języka chińskiego a pojedynczy tego typu bazgroł oznacza konkretny wyraz lub morfem. Naukowcy doliczyli się około 50 tysięcy stworzonych kanji, na szczęście (?) oficjalna lista podstawowych znaków zamyka się w liczbie 2136, do swobodnego czytania japońskich książek wystarczy opanowanie 3000 znaków, a w przypadku tekstów specjalistycznych w Japonii na chwilę obecną używa się około 6000 kanji. Obok kanji w zapisie języka japońskiego używamy dwóch zestawów dziwnych znaczków – hiragana oraz katakana. Obydwa zestawy są sylabariuszami, czyli pojedynczy znak reprezentuje jakąś sylabę. Znaków w każdym z zestawów jest 48 a każdy z nich ma inne zastosowanie. Początkowo hiragana była używane głównie przez kobiety, przede wszystkim ze względu na dużo gorszy w porównaniu do mężczyzn dostęp do edukacji. Obecnie ten rodzaj znaków wykorzystuje się miedzy innymi do zapisu japońskich słów, które nie mają własnych kanji, w materiałach dla obcokrajowców i dzieci, w celach artystycznych, przy zapisie imion. Natomiast katakana obecnie znajduje zastosowanie przy zapisie nazw własnych obcego pochodzenia, słownictwa zapożyczonego z języków zachodnich, wyrazów dźwiękonaśladowczych, nazw zoologicznych i botanicznych.
Z groźnie wyglądającego tytułu „Bishoujo Senshi Sailor Moon SuperS – Sailor Moon to Hiragana Lesson” możemy wywnioskować, że geniusze z Bandai postanowili wykorzystać postaci z popularnej serii „Czarodziejka z Księżyca” do nauki znaków hiragany. Biorąc pod uwagę fakt, iż hiragana była dawniej używane głównie przez kobiety, a do zestawu został dołączony kontroler w postaci różowej plastikowej magicznej różdżki, jako odbiorcę „gry” bez problemu możemy wytypować małą japońską dziewczynkę.
Biorąc pod uwagę możliwości konsoli Bandai Playdia (wyświetlanie obrazków, odtwarzanie sekwencji video oraz interaktywność na poziomie menu w filmach DVD) nie możemy spodziewać się zbyt wiele. Główną bohaterką „gry” jest mała Chibiusa, której zadaniem jest opanowanie zasad używania znaków hiragany. Program podzielony jest na siedem wybieranych dowolnie z meny części. Pierwsze pięć stanowią edukacyjne materiały video prezentujące wybrane zasady pisowni, a naszymi nauczycielkami są (zgodnie z kolejnością w menu) Czarodziejka z Księżyca, Czarodziejka z Wenus, Czarodziejka z Marsa, Czarodziejka z Jowisza oraz Czarodziejka z Merkurego. Każda lekcja zakończona jest mini grą/quizem sprawdzającym nabytą uprzednio wiedzę. Przedostatnią cześć programu stanowi „egzamin” ze znajomości hiragany prowadzony przez Tuxedo Kamen. Na końcu czeka nas jeszcze hiraganowy pojedynek z Lemurem (Remuresu) gdzie po kilku(nastu) próbach przebrnięcia przez ten etap wątpliwej jakości zabawy (i zasadniczo bez znajomości znaków hiragany) możemy obejrzeć zakończenie „gry”.
Pod względem oprawy „Bishoujo Senshi Sailor Moon SuperS – Sailor Moon to Hiragana Lesson” niczym nie wyróżnia się na tle większości produkcji na konsolę Bandai Playdia – obrazki, materiał video oraz dźwięki to w 95% recykling popularnej serii anime. Walory edukacyjne, w mojej ocenie zerowe, gdyż „grę” bez znajomości języka, czy też znaków hiragany, których program ma nas niby nauczyć możemy ukończyć w czasie 60-90 minut. Jedyne osoby którym mógłbym po głębszym zastanowieniu „polecić” „Bishoujo Senshi Sailor Moon SuperS – Sailor Moon to Hiragana Lesson” to nawiedzone fanki „Czarodziejek” oraz kolekcjonerzy nietypowych kontrolerów.
Bishoujo Senshi Sailor Moon SuperS – Sailor Moon to Hiragana Lesson
BANDAI PLAYDIA

Ależ egzotyka, masz zdrowie tbxx, ze chce ci się takie dziwadła testować 😉
A ja szanuję że ktoś pisze i publikuje takie materiały w dobie ,,martwego” gdzie 3/4 wiedzy jest bezużyteczna, generowana przez algorytm i ai a znaleźć prawdziwych zajawkowiczów i pasjonatów to skarb.
Osobiście tęsknie bardo za czasami gdzie po internecie faktycznie się surfowało w celu znalezienia ciekawych miejsc, for tematycznych – to wszystko miało swój czar i wiedziałeś że nie trafisz na kolejną grupę debili na grupie na facebooku którzy Ci nie pomogą ale z chęcią Cię objadą..
Walczmy o to by internet znowu był miejscem który chciało się eksplorować, gdzie każdy znalazł swoje miejsce – takie jak ta strona.
Bardzo Was podziwiam, wspieram i zachęcam żeby zapoznać się z tematem – porzucać koncernowe molochy i tworzyć takie miejsca jak te.
Mam wrażenie, że producenci chcieli nas ukarać w imieniu Księżyca.