![]()
„Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie” – nuciłem sobie z nadzieją w głosie, kończąc moją przygodę z grą Defender na Atari 2600. Konfrontując się z tym okropnym portem, czułem tak olbrzymi niedosyt i niesmak wynikający z jego bolączek, że musiałem zagrać w lepsze, bardziej dopracowane wydanie. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to odpalenie wersji wydanej na bardziej zaawansowane technicznie Atari 5200. W końcu mocniejszy sprzęt powinien lepiej sobie poradzić z wydaną na automaty grą. Poza tym – gorzej być już raczej nie mogło.
Zanim przejdę do omówienia portu, napiszę, o czym Defender właściwie jest, choć trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś tego nie wie. Fabuła – jak to w grach z tej epoki bywało – nie jest szczególnie wymyślna. W bliżej nieokreślonej przyszłości kosmiczni najeźdźcy zaatakowali ludzkość zamieszkującą nieznaną planetę. Kierując kosmicznym myśliwcem, musimy zniszczyć wszystkie jednostki wroga, chroniąc przy tym poruszających się po powierzchni astronautów. Latamy więc z lewa do prawa, strzelając z laserów do niedobrych kosmitów. W zanadrzu mamy także dwie fajne sztuczki. Możemy odpalić smart bombę, która niszczy wszystkich widocznych wrogów, bądź uruchomić hipernapęd, teleportując się w ten sposób w losowe miejsce na planszy. Jest to jednak trochę ryzykowne, bo możemy pojawić się na linii ognia wroga albo się z nim zderzyć – ale kto nie ryzykuje, ten nie pije nawarzonego piwa (czy jakoś tak).
Siły wroga występują w kilku odmianach i zaimponowała mi ich różnorodność. Landers przeszukują powierzchnię planety w poszukiwaniu ludzi, po czym porywają ich i przemieniają w mutantów. Bombers zrzucają na nas miny, których nie możemy zniszczyć, więc lepiej trzymać się od nich z daleka. Pods po zniszczeniu wypuszczają Swarmers, które niczym kamikaze lecą prosto na nas. Baiters są niezwykle upierdliwi – są duzi, szybko strzelają i poruszają się szybciej niż nasz Defender. Niezwykle groźni są Mutants, czyli – wspomniani wcześniej – przemienieni przez Landers ludzie. Nie dość, że są bardzo szybcy, to jeszcze strzelają.
To, co sprawiało opad szczęki u ówczesnych graczy, to w pełni scrollowany ekran. Ten płynnie przesuwał się zarówno, gdy lecieliśmy w lewo, jak i w prawo, odsłaniając większy obszar planszy. Fajnym bajerem jest także umieszczony u góry ekranu radar, ukazujący położenie wrogów i ludzi. Jak to w prawilnych grach arcade bywa, co określoną ilość punktów (w tym wypadku 10 000) otrzymujemy dodatkowe życie, a nawet ekstra smart bombę.
No dobra, ale najbardziej interesuje was, czy da się w to grać na Atari 5200? Odpowiedź brzmi: jak najbardziej! Porównywać ten port do wersji z 2600 to jak ścigać się Ferrari z Maluchem. Nawet przy olbrzymiej ilości obiektów na ekranie nie ma efektu migotania sprite’ów. Ekran scrolluje się niezwykle płynnie, a efekty dźwiękowe brzmią jak żywcem przeniesione z automatu. Grafika prezentuje się naprawdę dobrze. Kosmici, cywile i nasz statek mają więcej szczegółów niż na poprzedniej konsoli Atari i bardziej przypominają to, co znamy z salonów gier. Imponujące są również efekty wystrzałów z broni. Efekt rozpadających się po zniszczeniu wrogów jest fenomenalny i przewyższa nawet wydanie arcade.
Jednak mimo wszystko nie jest to produkcja pozbawiona wad. Gra jest cholernie trudna i już przejście pierwszych poziomów sprawiło mi nie lada problem. Część trudności wynika z samej specyfiki konsoli. Otóż joystick do Atari 5200 jest do chrzanu. Gałka po odchyleniu nie wraca do pozycji początkowej. Jest to cholernie frustrujące, przez co – by zatrzymać pojazd – musimy nakierować ją z powrotem na środek sami. W tak dynamicznej i wymagającej precyzji grze takie rozwiązanie jest wręcz skandaliczne. Na szczęście po dłuższej grze udało mi się do tego przyzwyczaić. Przyciski odpowiedzialne za skok w hiperprzestrzeń i bombę również nie są zbyt wygodnie rozłożone, ale w tak beznadziejnym kontrolerze trudno było umieścić je lepiej.
Mimo wszystko dostaliśmy bardzo udany port. Niezwykle emocjonująca i dynamiczna rozgrywka w końcu została godnie przeniesiona na Atari i wszyscy fani tego sprzętu mogą dumnie postawić pudełko z Defenderem na swojej półce.
Defender
ATARI 5200
