Atari 5200Recenzja

Frogger

Loading

Poruszając się po drodze, zawsze było mi szkoda wszystkich rozjechanych zwierząt, których próba przedostania się na drugą stronę jezdni skończyła się tragicznie. Żałowałem, że nie potrafią przeczekać przejazdu aut i przejść wtedy, gdy jest to bezpieczne. Grając we Froggera, szybko jednak przekonałem się, że wcale nie jest to takie proste.

Wyprodukowany przez Konami i wydany przez firmę Sega w 1981 roku Frogger na automaty szybko stał się hitem salonów gier. Na rynku arcade zdominowanym przez różnego rodzaju strzelaniny, pomysł na grę o żabach przechodzących przez jezdnię jawił się jako coś zupełnie nowatorskiego. Podobnie jak Pac-Man, przyciągnął uwagę płci pięknej, szukającej rozgrywki nieagresywnej, ale wymagającej. W samej Ameryce Północnej, w roku premiery, Frogger zarobił 135 milionów dolarów. No i teraz mała zagadka: co się robi z grami arcade odnoszącymi sukces? Daję pięć sekund na odpowiedź:

5
4
3
2
1

Oczywiście – konwertuje się je na konsole i komputery! Frogger trafił niemal na wszystkie ówczesne maszynki do grania. Przechodząc już do portu, o którym traktuje ten tekst, wspomnę tylko, że licencję na sprzęty Atari, Intellivision, ColecoVision, Odyssey czy Commodore 64 kupiła od Segi firma Parker Brothers. My natomiast skupimy się na wersji dla Atari 5200.

Ale o co całe to zamieszanie? O bardzo oryginalny i przemyślany gameplay. Frogger to gra z widokiem z góry, w której sterujemy kilkoma żabami. Każdą z nich musimy po kolei przeprowadzić przez wszystkie przeszkody i umieścić na jednej z kilku lilii wodnych. Zadanie jest trudne, bo na drodze do celu czeka wiele niebezpieczeństw.

Najpierw trzeba przedostać się przez ruchliwą ulicę. Aut jest naprawdę sporo i łatwo można zostać rozjechanym. Do tego niektóre nie robią sobie nic z ograniczeń prędkości i pędzą naprawdę szybko. Potem przychodzi pora na rwący nurt rzeki, który pokonujemy, skacząc na płynące żółwie, różnej długości kłody drewna, a nawet na grzbiet aligatora. Tutaj czai się kilka pułapek: żółwie potrafią nagle zanurkować, zabierając nam grunt spod nóg, a skok na szczęki aligatora kończy się szybkim trafieniem na jego talerz.

Dodatkowym utrudnieniem jest kurczący się pasek czasu na dole ekranu. Jeśli wyzeruje się, zanim wszystkimi żabami dotrzemy na lilie, gra się kończy. Pasek odnawia się po każdym płazie, który dotrze na miejsce lub po śmierci jednego z nich. Zginąć można także wtedy, gdy wskoczymy na lilię zajętą już przez innego naszego kumaka.

Gdy wszystkie pięć żab znajdzie się w swoich domkach, przechodzimy do kolejnego poziomu o wyższym stopniu trudności. Po pięciu etapach poziom trudności na chwilę spada, by następnie znów rosnąć z każdym kolejnym levelem.

Na dalszych etapach pojawiają się kolejne przeszkody, jak polujący na nas wąż czy wydra. Chyba nie było w tamtym czasie gry, w której można było zginąć na tyle sposobów! Na osłodę, czasem na planszy pojawia się różowa samica żaby – „zebranie” jej daje nam bonusowe punkty. Można także grać w dwie osoby na zmianę – po śmierci żaby pierwszego gracza, drugi przejmuje kontrolę nad kolejnym płazem.

We Froggera, nawet pomimo upływu lat, gra się niezwykle przyjemnie. Rozgrywka jest emocjonująca, a choć poziom trudności jest wysoki, to jednocześnie sprawiedliwy. Zarówno obiekty, na których musimy wylądować, jak i przeszkody, poruszają się z różną prędkością i częstotliwością, co wymusza na nas opracowanie różnych sposobów dotarcia do celu. Czasem bardziej opłaca się cofnąć kilka pól i spróbować innej drogi niż ryzykować źle wymierzony skok. Takich sytuacji i dylematów jest tu mnóstwo – i to one, obok oryginalnego pomysłu, świadczą o sile tego tytułu.

Gra nie ma żadnego zakończenia, więc celem jest zdobycie jak największej liczby punktów. Bardzo przypadła mi do gustu oprawa graficzna – czytelniejsza i bardziej kolorowa niż np. na Atari 2600. Muzyka w intrze jest równie przyjemna. Opening to początek japońskiej piosenki dla dzieci Inu no Omawarisan, a w trakcie samej gry usłyszymy melodie z kilku znanych wówczas anime.

Mam jednak jeden poważny problem z portem na Atari 5200. Bo kto, do jasnej cholery, wymyślił, żeby przemieszczać żabę, przechylając w odpowiednim kierunku gałkę i równocześnie naciskając przycisk? Jeszcze pół biedy, gdyby to działało idealnie – ale niekiedy po tej diabolicznej kombinacji mój kumak nie ruszał się wcale, co przy tak dynamicznej grze bywa zabójcze. Po dłuższym obcowaniu z grą sterowanie opanowałem, ale wciąż nie uważam go za wygodne. Podejrzewam, że większość z Was to zniechęci. A szkoda, bo pomijając ten aspekt, Frogger to bardzo udana produkcja i jedna z najlepszych na tę konsolę. Jeśli jednak macie inny sprzęt do grania (a patrząc na popularność Atari 5200, pewnie tak jest) z Froggerem w bibliotece, zdecydowanie warto zagrać. W końcu żaby same przez jezdnię nie przejdą.

Ocena ogólna

Frogger

ATARI 5200

Grafika
80%
Dźwięk
80%
Grywalność
60%

Zdjęcia/Skany
Gameplay

Autor

Komentarze

  1. Frogger to jedna z tych gier, które przeszły próbę czasu praktycznie bezboleśnie. W port na A5200 nie grałem jeszcze, na scenach wygląda fajnie, szkoda, że sterowanie nie jest równie przyjemne.

  2. Wersja na 8bitowe komputery Atari wygląda i działa tak samo (bo to w sumie taki sam hardware) tylko sterowanie lepsze…

  3. Za Froggera zawsze plus. Zawsze mialem slabosc do tej gry i jak jest mozliwosc to nigdy nie odmowie partyjki czy dwoch. W wersje z Atari 5200 nie mialem okazji zagrac ale wyglada to faktycznie dokladnie jak na malym Atari (co zreszta potwierdza tbxx w poprzednim komentarzu)… Jakby ktos zastanawial sie jak potoczyly sie losy malej zabki po zakonczeniu Froggera to polecam Battletoads gdzie gramy juz doroslym ropuchem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.