WindowsRecenzja

Gobliiins

Loading

Przełom lat ’80 i ’90 to złoty okres gier przygodowych point’n’click. Powstały wtedy między innymi kontynuowane do dziś serie „Monkey Island” i „Larry”. W 1991r. miała miejsce premiera gry Gobliiins, która w ubiegłym roku doczekała się piątej odsłony.

Przygoda w Gobliiins zaczyna się skąpo animowanym jednoekranowym intro, przedstawiającym królewski bankiet, podczas którego Miłościwie Panujący zwariował. Patrząc na sytuację z pozycji gracza, doskonale jednak widzimy, że królewskie szaleństwo związane jest z działaniem tajemniczej postaci posiadającej laleczkę voovodo z wyglądem Króla. Na następnym ekranie poznajemy trójkę bohaterów – Goblinów, którzy jak możemy się domyślić zostali wysłani na samobójczą misję znalezienia sposobu na uleczenie Króla, oraz rozprawienie się ze sprawcą całego zamieszania. Postaci, którymi możemy „sterować” jest trójka (tak samo jak liter „i” w tytule gry) a każda z nich posiada unikalne umiejętności. Łysy, brodaty staruszek potrafi używać magii, a dokładniej zmieniać niektóre przedmioty w inne, z nie do końca zrozumiałym nawet dla niego skutkiem. Osiłek w rogatym hełmie potrafi przywalić pięścią oraz opanował sztukę wspinaczki. Ostatni, słabeusz w czapce krasnoludka potrafi podnosić i przechowywać przedmioty (jedną sztukę na raz) oraz używać ich. Większej ilości umiejętności u bohaterów nie stwierdzono. Gdy przejmujemy kontrolę nad Goblinami, znajdują się oni na podwórzu domostwa zamieszkiwanego przez lokalnego Gargamela… znaczy się Czarownika. Najwyraźniej chłopaki postanowili poprosić go o pomoc. Niestety dziadyga zajęty jest własnymi sprawami i nie chce aby mu przeszkadzano. Akcja gry ma miejsce na jednym skąpo animowanym ekranie, a naszym zadaniem jest zazwyczaj uzyskanie odpowiedniego przedmiotu lub odblokowanie wyjścia z planszy (a czasem obydwa te zadania na raz). Ekranów czyli zadań jest 22 i mają one miejsce w 17 lokacjach – co oznacza że do niektórych miejsc wrócimy dwa lub trzy razy. W pierwszym zadaniu musimy zdobyć kilof, którym wykopiemy diament na drugim ekranie, dzięki czemu przekupimy Czarownika wracając do pierwszej lokacji (ekran trzeci). O ile potrzeba zdobycia danego przedmioty wydaje się sensowna i logiczna a przy tym w jakiś sposób łączy fabularnie poszczególne misje, tak już metody osiągnięcia celu toną w oparach absurdu. Czasem najlepszym sposobem rozpracowania zadania wydaje się klikanie na wszystkim i sprawdzanie efektów naszych działań, jednakże autorzy wprowadzili dodatkowe utrudnienie w postaci paska energii, który maleje w przypadkach różnego rodzaju stłuczeń, oparzeń, a nawet strachu i nieodpowiedniego użycia przedmiotów bądź magii. Gdy pasek zniknie pozostaje nam zacząć zadanie od nowa, a w najgorszym przypadku wrócić kilka zadań wstecz. Pewnego rodzaju sadyzmem twórców można uznać fakt umieszczenia na planszy dwóch lub więcej identycznych lub podobnych przedmiotów (nazywających się na przykład „Garnek 1” i „Garnek 2”) z czego jeden z nich jest potrzebny do wykonania zadania, a drugi powoduje zmniejszenie paska energii. Gra nie posiada opcji zapisu/wczytania stanu rozgrywki, dostajemy jedynie literowe kody po ukończeniu zadania dzięki którym możemy zacząć zabawę od danej misji. Podczas przechodzenia Gobliiins zauważyłem jedno miejsce w którym możemy zregenerować pasek energii. Z drugiej strony odpowiednio testując każdą planszę jesteśmy wstanie ukończyć grę bez utraty energii, aczkolwiek biorąc pod uwagę poziom absurdu zadań jest to rzecz podchodząca pod masochizm.

Niestety fabularnie gra leży i kwiczy. Praktycznie wszystkiego musimy się domyślić, a szczątkowa fabuła jest prezentowana podczas całej gry za pomocą aż sześciu obrazków z 1-3 zdaniowymi opisami.

Podczas zabawy nasze oczy będą często skierowane na belkę informacyjną znajdująca się na dole ekranu –  zawiera ona ramkę, w której wyświetla się nazwa aktualnie przenoszonego przedmiotu, portret aktywnej postaci oraz stan posiadania przedmiotów „fabularnych”. Aktywną postać zmieniamy klikając lewym przyciskiem myszy na aktualnie nam potrzebną, lub na portrecie aktywnego Goblina. Klikając w różne miejsca ekranu aktywna postać o ile jest to możliwe skieruje swoje kroki do wskazanego celu. Prawym przyciskiem myszy zmieniamy wygląd kursora – strzałka służy do przemieszczania postaci, a zaciśnięta pięść do wykonywania akcji (w zależności od Goblina – magia, uderzenie pięścią, użycie przedmiotu), trzeci z bohaterów posiada jeszcze kursor w kształcie dłoni służący do ponoszenia i pozostawiania przedmiotów. W przypadku użycia symbolu „pięści” pojawia się problem, polegający na tym, że aktywna postać niekoniecznie wykona daną czynność dokładnie w tym miejscu, w którym kliknęliśmy. Sytuacja ta jest szczególnie frustrująca, gdy zagadka polega na wykonaniu danej akcji w odpowiednim momencie.

Pierwsza wersja gry została wydana przez francuskie studio Coktel Vision w 1991r. Zarówno na komputerach PC jak i Amiga oraz Atari ST mieliśmy do czynienia z identyczną grafiką w rozdzielczości 320×200 pikseli w 16 kolorach. Wydanie PC pozwalało na zabawę przy wykorzystaniu kart graficznych Hercules (grafika monochromatyczna), CGA (4 kolory), EGA (16 kolorów, stała paleta) oraz VGA (16 kolorów, zmienna paleta).

Mimo informacji na stronie tytułowej o oprawie muzycznej, takową udało mi się usłyszeć jedynie na ekranie tytułowym uruchamiając wersję PC za pomocą współczesnego interpretera SCUMMVM. Tak więc, podczas gry słyszymy sporadycznie efekty dźwiękowe oraz „bełkotanie” Goblinów.

Moim zdaniem obecnie największą atrakcją Gobliiins jest charakterystyczna dla serii oprawa graficzna stworzona przez Pierre Gilhodesa, a którą możemy podziwiać również w Woodruff and the Schnibble of Azimuth (Woodruff i Sznible Profesora Azymuta). Mimo iż grafika ma dość humorystyczny charakter, cała gra jest co najwyżej zabawna a nie śmieszna – ewidentnie zabrakło akcji podczas których powinniśmy ryknąć śmiechem.

Rok później studio trafiło pod skrzydło Sierra-on-line, które wydało drugą wersję pierwszych Gobliiinsów na PC, tym razem wymagającą kart VGA, oferująca 256 kolorów (podobnie jak wersja na komputery Macintosh).

Wydaniu tym nie udało mi się usłyszeć muzyki, natomiast natrafiłem w dwóch scenach na cenzurę (graficzną).

W 1993r. cała seria doczekała się wydań na nośnikach PC-CD, zawierających wersję VGA 256 kolorów oraz dodaną muzykę w formacie Audio-CD.

Bardziej współcześnie Gobliiins pojawiło się na systemach iOS, oraz w postaci dodatku do gry Gobliiins 4 – podczas instalacji gry, dodatkowo zostaje zainstalowana klasyczna trylogia w wersji CD uruchamiana za pomocą interpretera SCUMMVM (z ustawionym filtrowaniem grafiki). Na podstawie tej wersji powstała niniejsza recenzja a ponieważ do klasyków nie dołączono żadnej instrukcji (drukowanej lub w pdf) dlatego też nie wspominałem na przykład o imionach bohaterów. Natomiast niewątpliwym plusem polskiego wydania Gobliiins 4 jest spolszczenie napisów w klasycznej trylogii.

Dziś Gobliiins stanowią raczej ciekawostkę z nadal ciekawą grafiką. Niestety absurdalne zadania nie przetrwały próby czasu i bardziej irytują niż zmuszają do intensywniejszego wykorzystania umysłu. Przy krótkich zadaniach, które możemy rozwiązać w okolicach minuty nie będzie większego problemu, natomiast bardziej skomplikowane zadania wymagające wielogodzinnego główkowania i klikania na wszystkim, współczesny gracz prędzej sięgnie do solucji, będąc mimo wszystko ciekawy kolejnych zadań.

Ocena ogólna

Gobliiins

PC

Grafika
80%
Dźwięk
80%
Grywalność
60%

Zdjęcia/Skany
Gameplay

Komentarze

  1. Genialna seria Gobliiins to jedne z tych nielicznych przygodowek ktore daja mi faktyczna przyjemnosc z grania. Co prawda jedynka ma dziwne mechaniki (szczegolnie ta z paskiem energii), ale i tak ja lubie za humor i zabawna pokraczna grafike 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.