RecenzjaCommodore 64

Moon Patrol

Loading

Jest późny wieczór na Księżycu. Samotny kosmiczny, policyjny łazik patroluje Sektor Dziewiąty tego naturalnego satelity Ziemi. Uzbrojony w dwa działka — jedno strzela na wprost, drugie pionowo do góry. Po co jednak patrolować ten srebrny glob, na którym nikogo nie ma, i do kogo strzelać, skoro nikt Księżyca nie atakuje? No właśnie — nie do końca tak jest.

Akcja Moon Patrol rozgrywa się w przyszłości, gdzie ludzie osiedlili się na tytułowym Księżycu. Niezbyt spodobało się to kosmitom, którzy postanowili zaatakować kolonistów. Nasz bohater — nie wiadomo, czy za zasługi, czy za karę — zostaje wysłany do najniebezpieczniejszego sektora, Dziewiątego, by zaprowadzić porządek. Po owym sektorze pałętają się najgorsze kosmiczne szumowiny, siejąc terror i zniszczenie. Innymi słowy: mamy przerąbane.

Poruszamy się dziwnie wyglądającym łazikiem o kołach kwadratowych jak rymy połowy polskich raperów. Akcję obserwujemy z boku, a ekran samoczynnie się przesuwa, zmuszając nas do nieustannej jazdy w prawo. Mimo to możemy sterować naszym pojazdem w lewo, w prawo, a nawet skakać. Mobilność łazika bardzo się przydaje — bez niej nie mielibyśmy szans w tym księżycowym piekle.

Niebezpieczeństw jest tu od cholery. Z powietrza atakują nas trzy rodzaje statków kosmicznych — jedne spuszczają bomby, inne pociski tworzące w ziemi kratery, w które z radością byśmy wpadli. A nawet bez ich pomocy droga jest dziurawa jak asfalt w Serbii, więc skakać będziemy często. Z ziemi wyrastają też jakieś podejrzane rośliny, które rosną, gdy się do nich zbliżamy. Na powierzchni roi się od kosmicznych czołgów, min, skał, wybuchających beczek i pojazdów pojawiających się perfidnie tuż za nami. Krótko mówiąc — na Księżycu nie ma nudy.

Na szczęście nie pozostaniemy kosmicznym skurczybykom dłużni. Nasz łazik wyposażony jest w dwa działka — jedno strzela w przód, drugie w górę, a naciśnięcie przycisku fire odpala oba naraz. Każdy wróg pada po jednym trafieniu, co brzmi łatwo, ale to tylko pozory. My też giniemy od jednego strzału, a ginąć będziemy często, bo Moon Patrol jest cholernie trudne.

Gra oferuje dwa poziomy trudności: Beginner i Champion, każdy z 26 etapami oznaczonymi literami alfabetu. Na górze ekranu widzimy mapę pokazującą, jak daleko mamy do następnego punktu kontrolnego. Beginner zaczyna się niewinnie, ale im dalej, tym gorzej. Champion to już czyste piekło — od samego początku wymaga refleksu chirurga i cierpliwości buddy.

Na pocieszenie mamy opcję Continue, pozwalającą wznowić grę w miejscu, gdzie zginęliśmy. Można jej używać bez końca, ale prawdziwi twardziele wiedzą, że prawdziwe wyzwanie to przejść grę bez niej.

Pozorna prostota Moon Patrol to tylko złudzenie. Układ przeszkód i wrogów został przemyślany z chirurgiczną precyzją. Z każdym kolejnym etapem gra dokręca śrubę — w końcu skaczesz przez kratery z ułamkiem sekundy na reakcję, manewrujesz między pociskami, lawirujesz między skałami, a wszystko to przy narastającym tempie.

I kiedy po raz setny oglądasz eksplozję swojego łazika, klnąc niemiłosiernie w stronę telewizora, odruchowo sięgasz po przycisk fire. Bo mimo frustracji, chcesz spróbować jeszcze raz.

Na tym właśnie polega magia Moon Patrol — jest diabelnie wciągająca. Nieważne, ile razy wpadniesz w dół albo dostaniesz bombą w dach, coś każe ci próbować ponownie. A każdy mały postęp daje satysfakcję większą niż niejeden „achievement” z nowoczesnych gier.

Do tego dochodzi niezła ścieżka dźwiękowa — zwłaszcza odgłosy wybuchów, które różnią się w zależności od rodzaju zniszczonego przeciwnika. Brzmi to naprawdę dobrze, szczególnie jak na czasy 8-bitów. Tło co prawda jest monotonne — ciągle te same góry na horyzoncie — ale przy takiej intensywności akcji nie ma czasu na kontemplację pejzaży. Nasz pojazd z kolei do pięknych się nie zalicza, ale już w oryginale wyglądał dziwnie. Modele wrogów prezentują się za to całkiem przyzwoicie.

Zakończenia? Zapomnij. Jak przystało na rasowego klasyka z salonów gier, Moon Patrol zapętla się w nieskończoność, co kilka poziomów sumując nasz wynik. I dobrze — bo to jedna z tych gier, w które po prostu nie da się zagrać „tylko raz”.

Co tu dużo mówić — Japończycy z Irem stworzyli kapitalny tytuł na automaty, a Atarisoft świetnie przełożyło go na Commodore 64. To kawał oldschoolowego mięcha: trudny, wciągający i satysfakcjonujący jak diabli. Moon Patrol to pozycja obowiązkowa dla każdego posiadacza C64 — i dowód, że klasyka naprawdę się nie starzeje.

Ocena ogólna

Moon Patrol

COMMODORE 64

Grafika
60%
Dźwięk
60%
Grywalność
90%

Zdjęcia/Skany
Gameplay

Autor

Komentarze

  1. Odnoszę wrażenie, jakby oprawa graficzna tej konwersji została przygotowana przez dzieciaki z jakiegoś przedszkola….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.