RetroAge Artykuł, Recenzja prasy „Nowy” Secret Service
ArtykułRecenzja prasy

„Nowy” Secret Service

Dzięki ofiarności przepełnionych nostalgią za starymi dobrymi czasami fanów objawienie polskiej prasy komputerowej „Secret Service” powróciło do życia. Czy reanimacja się udała? Dwie recenzje, dwa różne spojrzenia oraz dwa różne wydania (kioskowe i specjalne). Odhibernowany klasyk czy pieniądzożerne zombie? Zapraszamy…

Zna się ktoś na CPR? Może ktoś ma defibrylator? Nie? To może przynajmniej pieniądze? Nic tak nie cuci zmarłego od 13 lat jak pieniądze Panie! Oto nastał 30.09.2014 i tym samym pierwszy dzień dostępności ożywionego Secret Service na półkach sklepowych. Ściśle tajne źródła podają, że dla niektórych kiosków szczególnie w małych miejscowościach nakład 50 000 sztuk mógł nie wystarczyć. Jednak z tego co mi wiadomo, w każdym empiku znajdziecie świeżo wskrzeszone Zombie, a może potwora Frankensteina?

Pierwszy kontakt wzrokowy z nową okładką i…. Co to za dziwna biała ramka? Ktoś zrobił za duże spady? Góra jakby lekko znajoma, w nagłówku na ostatniej pozycji jest retro, w towarzystwie przekrojów, recenzji, wywiadów i felietonów. Chwila mija, biorę do ręki, okładka z dobrego jakościowo, grubszego papieru, nie żadna Pani Domu, no ale za 14,50 zł musi to jakoś się prezentować. Po kilku skokach dużej rączki Myszki Mickey na moim zegarku, przełknąłem „x” lat nostalgii i pogodziłem się z nową obwolutą, która do starej się nie umywa, ale zła nie jest. Pewnie chodziło o świeży start i trafienie do nowych czytelników… A kogo ja oszukuję! I tak przy każdym zakupie będę zamykał oczy i przerabiał w głowie okładkę na starą grafikę 😉

Przewertowawszy reklamy na pierwszych stronach nie da się nie wspomnieć o strasznym zdjęciu Micza, na prawdę człowiek znacznie lepiej wygląda na żywo i ktoś mu tu krzywdę zrobił. Szybko jednak wzrok ucieka na znacznie ciekawsze jawiące się pixele z przekrojów UFO, Wolfensteina czy Hansa Klossa. Szczerze powiedziawszy po zobaczeniu tych pięknych obrazków i RETRO w spisie treści chciałem od razu przejść do dania głównego! Jednak ćwiczenia dawno zagubionej samokontroli u mnie procentują, postanowiłem dać szansę całej zawartości i podsycić apetyt przystawką.

Pierwsze strony numeru 97 Secret Service odsłaniają przed nami relację z Gamescom, tajemnicę co robił Piotr Mańkowski z szefem Sony, dowiemy się o istnieniu latających dzikich wieprzy w Warszawie, zobaczymy co George Lucas trzyma w szafie, czy ma odpowiednio miękkie fotele oraz czy aby na pewno E.T. wrócił do domu. Jeśli jeszcze byłoby nam mało informacji i podróży to polski murarz pokaże nam jak się bawią szwedzkie rodziny w weekend. Wszystko przyjemnie się czyta i jest okraszone mniej lub bardziej ładnymi zdjęciami, ale wciąż burczy mi w brzuchu.

Dalsze wertowanie pachnących drukiem stron odsłania recenzje. Nie kręcą mnie nowe gry, więc o jakości tekstu ciężko mi się wypowiadać, trochę dziwi sam rozkład literek i screenów oraz czcionka. Wszystko wydaję się być mocno przestarzałe, a zmiana szaty graficznej miała być nibym tym skokiem w przyszłość. Niestety z takim balastem ciężko będzie się wybić. Na tle wszystkich opisów nowości wyróżnił się dość mocno tekst o Mercenary Kings, utrzymany w klimatach retro, a szczególnie podpisy screenów z wymyśloną fabułą! Wspaniałe nawiązanie do starych dobrych czasów Panie Zdan. Kolejne strony nakazują nam wyciągnięcie telefonów bo w dziale „Kieszonkowców” znalazły się tylko gry na IOS/Android… Może trochę naiwnie spodziewałem się czegoś co bardziej gra niż dzwoni np. PSP czy 3DS.

Koniec marudzenia bo przynieśli zupę! Doszedłem do stron o Wolfensteinie, artykuł opowiada zarówno o początkach jak i o najnowszej odsłonie. Trzeba przyznać, że z jednym drobnym przestojem całość czyta się bardzo przyjemnie i bez czkawki. Późniejsze przekroje są odrobinę mniej ciekawe, ale wciąż dobre z wyjątkiem tego o serii UFO, po którym następuje wywiad z ojcem serii, gdzie dublują się informacje. Dodatkowo sam artykuł to zbiór raczej słabo ubranych danych, który czyta się średnio. Ogólnie wywiady, felietony i przekroje jawią się jako najsmakowitszy punkt Secret Service po liftingu.

Pora na wywalczony w akcji na Polak Potrafi – KGB, którego pierwszy tekst powinien się znaleźć jako wstępniak pisma. Niestety na początku próżno szukać informacji o rezurekcji czy wsparciu tysięcy nostalgicznych rodaków, więc taki wstępniaczek sporo by wniósł.
„Supery” trochę czerstwe, ale pierwsze od 13 lat, więc trzeba poczekać na rozruszanie starych kości latającego konia. Bardzo miłym dodatkiem do herbaty jest historia jak tak na prawdę doszło do pomysłu ponownego startu Secreta, szczególnie część tekstu Pegaza.

Ooo jest i wspomniane w spisie treści danie główne – retro. Trzy recenzje i mini wywiad, ładnie uzupełniający recenzję Hansa Klossa z Dariuszem Żołną. Fakt przyjemnie się to czyta, czuć, że autorzy przyłożyli się i piszą z pasją, ale po ponad 90 stronach użytkowych gazety spodziewałem się trochę więcej staroci. Nie od dziś wiadomo, że bigos na obiad i piernik na deser im starsze tym lepsze. Kurde, a może bigos nie może być stary tylko kilka razy odgrzewany… To by wiele wyjaśniało.

Strony z reklamami w nowym Secret Service nie królują, mimo to trzech reklamodawców wpadło na pomysł wykorzystania nawiązań do przeszłości i tym samym zaserwowało wszystkim retrozgredom fajną dokładkę. MEGA pomysł! MSI pokazało nam czym zajmowali się kiedyś w latach świetności Amigi, a jak wygląda ich sprzęt dziś, TP LINK uraczył nas grafiką rodem ze Space Invaders, znakomicie wtapiając w screen gry swoje logo, a sklep Merlin stworzył Merille dinozaura e-commerce.

Reasumując, kupowałem Secret Service w ciemno jako wehikuł czasu do lat 90, a ostał mi się jeno sznur od kiełbasy. Retro Gamer, z którego autorzy mieli brać przykład to to nie jest. Może to i dobrze, czy pismo czysto retro miałoby szansę ukazać się w większej ilości niż 6 numerów? Czy ktoś by się tam chciał reklamować oprócz youtuberów? Może kiedyś się dowiemy, na razie pozostaje cieszyć oczy trochę innym podejściem do pisania i trochę większą ilością staroci niż kącik. Na pewno kupię kolejny numer, żeby śledzić rozwój akcji i postępy, a właściwie już to zrobiłem wspierając SS na Polak Potrafi 🙂

Baieros

„Nie oceniaj książki po okładce” – a okładka to jedna z mocniejszych stron specjalnego pierwszego (97) numeru „nowego” Secret Service, dostępnego wyłącznie dla wspierających finansowo wskrzeszenie magazynu. Szkoda, że kolejne numery będą dostępne tylko z „nowoczesną” kioskową wersją okładki.

Dalej standard – dwustronicowa reklama, przeciętny wstępniak (ten lepszy znajdziemy pod koniec magazynu) i spis treści. W końcu pierwszy tekst – niby relacja z sierpniowego Gamescom – tak tej imprezy, której przebieg mogliśmy śledzić na bieżąco dzięki przeróżnym portalom internetowym. To nie te czasy gdy „Sikret” był jedynym oknem na świat i z wielką ekscytacją pochłaniało się zapowiedzi nowych gier. Tekst powala swoją uniwersalnością – odpowiednio żonglując liczbami i nazwami imprez można go z powodzeniem wykorzystać w przyszłych relacjach. Pomijam zdawkowe zapowiedzi nadchodzących tytułów i natrafiam na zupełnie zbędny wywiad z prezesem Sony Computer Entertainment Europe – zbędny, ponieważ „ze względu na rangę osoby, z którą przeprowadzany jest wywiad, nie wypada zadawać „nietypowych” pytań”.

Kolejne strony to „relacja” z imprezy „Comic-Con”, odwiedziny w studio „Flying Wild Hog” oraz na rancho u Georga Lucasa, do tego opis wystawy „Game On 2.0” – generalnie poczytać można, ale nic szczególnie odkrywczego tam nie znajdziemy.

Przechodzimy do czegoś bardziej konkretnego – „recenzje”, chociaż słowo to zostaje użyte trochę na wyrost. Ogólnie mówiąc jest słabo z przebłyskami w kierunku „średnio”. „The Vanishing of Ethan Carter” oznaczone pieczęcią „exclusive” – nie wiem, na czym ta ekskluzywność miała polegać, o grze naczytałem się już dużo wcześniej i nic szczególnego w tekście nie znalazłem. Recenzje nie posiadają ocen (uznaję to za plus), ale z samego tekstu nie dowiemy się czy warto w daną pozycję zagrać – aczkolwiek z założeń magazynu można wywnioskować, że opisywane są tylko te pozycje, którymi wg autorów powinniśmy się zainteresować – w tym wypadku z treści nie dowiemy się jednak, dlaczego dany tytuł jest tak interesujący, poza tym że tak zdecydował recenzent. Dziwić może również dobór tytułów (gry w stadium „early access”, tytuły dopiero co wydane, a także trochę starsze), głównie z fermy indyczej – po przeczytaniu całego magazynu doznałem olśnienia – toż to „Pixel Heaven” w wersji do poczytania – „Indyki i Retro”.

Po recenzjach czas na drugie danie – cześć zatytułowana „Przekroje” będąca dość sporych rozmiarów zapowiadaną strefą „Retro”. Znajdziemy tam chaotyczny opis serii „Wolfenstein”, dobrze znaną historię firmy „Sierra”, artykuł o serii „X-Com” zakończony wywiadem z autorem gry Julianem Gollopem (w którym powielają się treści z artykułu), historia serii „Sensible Soccer” plus wywiad z Jonem Hare, a opis gry „Cannon Fodder” pod koniec okazuje się opisem całej serii.

Strefa „Retro” zostaje nagle przerwana „Kolorowym Growym Biuletynem”, czyli popularnym „KGB”, w którym znajdziemy drugi wstępniak – przestawiający cele i założenia nowego „Secret Service”. Znany w środowisku „Pegaz” roztacza przede mną wizję magazynu, który będę chciał czytać, chłonąc każdy znak w wydrukowanej na papierze treści. Obiecane pismo klasy „premium” z zawartością niedostępną w Internecie. Jaka szkoda że „wstępniak” tak mocno kontrastuje z tym co znajduję w numerze „pierwszym” – oryginalnej, niedostępnej nigdzie indziej treści jest jak na lekarstwo, a to co jest, poziomem absolutnie nie wybija się ponad przeciętność. W dalszej części słabe „przecieki” – ale to pierwszy numer więc wybaczam, drętwe „supery” – najwyraźniej jestem już na to za stary. Następnie przyzwoita historia reaktywacji „Secret Service” oraz zaskakujący misz-masz – wizyta w Berlińskim Muzeum Gier (tekst bardziej pasuje do tego, co znajdziemy na początku magazynu), garść felietonów (w tym takie zupełnie o niczym jak teksty Krupik, Borka czy Destroyera). Felietony nagle przerywane są strefą „Retro” – poczytamy jak to kiedyś autor zakochał się w NES’owym „River City Ransom” podczas wakacji nad Balatonem, czy też przyzwoicie napisaną historyjkę o grze „Hans Kloss” na małe Atari.

Wydanie specjalne kończy bonusowe 8 stron, których nie znajdziemy w wydaniu kioskowym. Dwa dobre teksty Bartłomieja Kluski (gry „Kret” oraz „Trener”) oraz 5 stron z wydrukowaną drobnym maczkiem listą osób, które wsparły finansowo powstanie magazynu.

Na koniec wracam do okładki – w miejscu przeznaczonym na cenę znajduje się napis „bezcenny” a powinno być „bezpłatny”. Gdyby autorzy uraczyli nas takiej jakości próbką magazynu przed zbiórką na „Polak Potrafi” wpłat byłoby znacznie mniej. Uwierzcie mi, zdarza Wam się pisać dużo lepsze teksty, niż to co znajdziemy w nowym „Sikrecie”, z tą różnica że robicie to dla zabawy i za darmo. Stara „gwardia” zawiodła pisząc słabo lub o „niczym”. Młodsi wypadają znacznie lepiej, choć w tekstach widać jakiś dziwny pośpiech lub chęć zmieszczenia się w ograniczonej liczbie znaków. Cóż, najwyraźniej autorzy mają inne, lepsze zajęcia, a pisaniem do SS’a dorabiają sobie na boku. Autorów czeka jeszcze dużo pracy – jak to się mówi „muszą się rozkręcić z pisaniem” – dziękuję, ale nie za moje pieniądze, zaglądnę za jakiś czas jak wam poszło. Jak nic się nie zmieni, zapraszam do Internetów, chociaż… papier wszystko przyjmie.

tbxx

Komentarze

Skomentuj DżejDżejH2 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.