Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny

Utworzono: 29 lutego 2020
Autor: tbxx
Odsłon:

178

Wywiad rzeka z Tomaszem „TDC’em” Cieślewiczem – Atarowcem z krwi i kości (aczkolwiek nie zawsze tak było) w temacie czasów niby nie tak odległych a jednak w erze wszechobecnego pospiechu domagających się ochrony przed zapomnienie. Mimo ponad 290 stron druku, znajomi Pana Tomasza wiedzą, że wywiad może być jedynie dobrym, lecz krótkim wstępem do tego co mógłby nam opowiedzieć…

 

(Trochę) Starsi (od tbxx’a) Panowie Dwaj

Tomasz TDC Cieślewicz – absolwent czterech kierunków informatyki, programista, demoscenowiec, Atarowiec. Były pracownik Mirage Software Ltd. oraz współpracownik „Bajtka” i „Atari Magazynu)

Piotr Marecki – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Instytucie Kultury. Założyciel, oraz prowadzący UBU lab – zajmujący się badaniem wytworów kultury cyfrowej z wykorzystaniem autentycznego (retro) sprzętu.

 

Bez kobiet świat byłby brzydszy i uboższy…

Marta Syrwid – retro komputerowy laik, odpowiedzialna za transkrypcję i redakcję wywiadu. Pilnowała treści przed zakusami brudnych łap usiłujących poprawiać opowiedzianą przez TDC’a historię.

 

Płynie wywiad jak rzeka, już nic nie będzie jak kiedyś, czas szybko ucieka…

Nasz kochana Biało-Czerwona Warszawa lata ’80, gdzie biel już dawano przykryła warstwa zmęczenia, bezradności i szarości… Gdzie dominująca czerwień powoli zaczyna pokrywać się warstwą brudu. Miasto, w którym dorasta młody Tomasz Cieślewicz. Stolica gdzie pojawiają się w domach pierwsze komputery, którymi lepiej nie chwalić się przed znajomymi. Barakowozy z pierwszymi maszynami Arcade, gdzie często słyszało się złowrogie „młody pożycz (na zawsze) żeton”. Czasy mroku, w których powstają na cudem zdobytych komputerach pierwsze polskie gry, programy, grafiki, utwory muzyczne – jak wyrwany z czarnej dziury foton, dający początek czemuś dobremu i pięknemu – zjawisku które pięknieje i rozwija się do dziś…

„Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny” nie jest książką historyczną – przed jej powstaniem nie były prowadzone żadne badania naukowe. Mamy do czynienia jedynie  z opowiadaniem o początkach polskiego gamedevu, tak jak zapamiętał to bohater wywiadu.  Przez co być może została zmieniona chronologia pewnych wydarzeń, być może pewne wydarzenia z naszej perspektywy wyglądały trochę inaczej. I mimo, iż z powodu zawodności naszej pamięci  przedstawione wydarzenia w jakiś sposób odbiegają od rzeczywistości historycznej, to jednak nadal w doskonały sposób oddają prawdę o duchu tamtych czasów.

 

Aby zbytnio nie zdradzać treści książki (tak jakby dało się na dwóch stronach streścić prawie 300) przytoczę jedynie kilka tematów  o których możecie dowiedzieć się więcej czytając wywiad:

- o jakim komputerze marzył Tomasz „TDC” Cieślewicz zanim dostał Atari?

- jak zostawało się pracownikiem Mirage Software Ltd?

- co ma wspólnego pisanie gier na Atari z rzeźnikiem?

- co się stanie jak w jednym pomieszczeniu każemy pracować Atarowcom i Commodorowcom?

- dlaczego „TDC” (zazwyczaj) nie kończy swoich gier?

- jak wyglądał tajny warszawski gamedev na rynki zachodnie?

 

Narzekania starego zgreda (tbxx’a)

Każdy retro-komputerowiec, będący wiekiem przynajmniej w okolicach czterdziestki będzie miał swoją pamięć o odpowiedzianych w wywiadzie czasach. Dlatego też, u takiego czytelnika mogą pojawić się pewne mniejsze lub większe zgrzyty. Ja na ten przykład podczas lektury zwróciłem uwagę na cztery tematy:

- Podczas opowiadania takiej ogólnej historii firmy Atari, oraz jej pojawienia się w Polsce, nie sposób było nie wspomnieć o zakopaniu na pustyni cartridge z grą „E.T.”. Jednakże w moim odczuciu historia ta w wersji TDC’a ignoruje fakt  prac wykopaliskowych prowadzonych kilka lat temu i związanych z nimi nowymi informacjami w tym temacie.

- Poruszając temat historii polskiego gamedevu nie można nie wspomnieć gry „Robbo”, jej autora – Janusza Pelca, oraz pierwszego poważnego wydawnictwa „L.K. Avalon”. Pan Janusz od wielu lat odmawia udzielania odpowiedzi na pytania w temacie „Atari”, przez co Tomasz Cieślewicz zarzuca mu niemożliwość poznania historii powstania wydawnictwa, która to historia jakby się „nam” należy. Przy czym, jakby zapomina że „L.K. Avalon” zostało założone w spółce z Tomaszem Pazdanem, z którym  nie ma większych problemów jeśli chodzi o kontakt, czy też tematykę „Atari”.

- Nieszczęsna gra „Zmierzch” która miała być wydana przez „L.K. Avalon”. Faktem niezaprzeczalnym jest to, że ktoś w „Avalonie” dał „d..y”. Mocno promowany tytuł na łamach „Tajemnic Atari”. Gra z którą jednak sobie nie poradzono i ostatecznie nie ujrzała światła dziennego.  Tytuł miał ukazać się w październiku 1991r. Od czerwca można było składać listowne zamówienia na grę, przy czym płatność miała miejsce przy odbiorze (wysyłka z pobraniem pocztowym). Cała (niestety) afera polegała na tym, że jak już wiemy gra „Zmierzch” nie została ukończona i każdy zamawiający dość mocno zdziwił się, i prawdopodobnie też bardzo się zdenerwował otwierając przesyłkę… w której znajdowała się inna (dopiero co wydana) gra „Saper”. Prawdopodobnie mamy tutaj z TDC’em różną interpretację faktów, gdyż czytając wywiad, w tym miejscu odniosłem wrażenie jakby L.K. Avalon przyjmowało „przedpłaty” po czym przywłaszczyło sobie wpłacone pieniądze.

- Ze wszystkich komputerów i konsol na świecie Tomasz Cieślewicz nie znosi PC. PC’ty są wolne i paskudne, w ogóle nie nadają się do gier. Fakt, PC’ty były cholernie drogie i trafiały do nas równie drogie złomy z zachodu. Często monochromatyczne monitory, karty graficzne z układami EGA (gdzie na zachodzie były już dostępne VGA i SVGA), zamiast kart muzycznych (kultowy Sound Blaster) – bzyczek na płycie głównej lub chałupniczo lutowane przetworniki „Covox” – to wszystko nie zachęcało do grania na PC, jak też inwestowania w blaszaki jako maszyny do gier. „PC’ty w grafice były bardzo wolne… niektórzy wsadzali nawet 3 karty graficzne żeby te gry jakoś działały” – oj zgrzałem mocno mózg aby przypomnieć sobie o montowaniu aż 3 kart graficznych w PC. Być może chodziło o akceleratory grafiki 3D z układami 3DFX VooDoo2, które posiadały możliwość pracy w trybie SLI poprzez spięcie 2 kart, a ponieważ karty z układami VooDoo oraz VooDoo2 były jedynie akceleratorami 3D potrzebowały do pracy również zwykłej karty 2D (SVGA) – więc w sumie wychodzą 3. Przy okazji Panie Tomaszu – nie nazwałbym pierwszej polskiej gry opartej na prerenderowanych filmach (jak na zachodzie) wydanej na 2 płytach CD pt. „A.D. 2044” konwersją z małego Atari 😉

 

Mimo kilku niedociągnięć i „prawdzie” opartej na pamięci jednej osoby, szczerze polecam książkę nie tylko Atarowcom, ale wszystkim, którzy interesują się kulturą retro-komputerową oraz historią polskiego gamedev. Ode mnie mocne 4+

 

 

Jeden komentarz dla “Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ładowanie