RecenzjaPlayStation 4

Xeodrifter

Nie tak dawno temu, gdzieś w nie tak znów odległej pikselowej galaktyce… międzygwiezdny podróżnik podczas wykonywania rutynowej misji eksploracyjnej ma kolizję z asteroidą, która uszkadza hipernapęd w jego statku kosmicznym. W wyniku zderzenia bohater trafia do sektora Omega w którym znajdują się zaledwie cztery planety, na których czeka go garść przygód.

Nasz protagonista stoi przed wyzwaniem naprawienia hipernapędu w swoim statku kosmicznym w celu powrotu do domu. W tym celu będziemy musieli odwiedzić każdą z czterech planet zamieszkałych przez wrogie nam żywe istoty jak i maszyny. Mamy w tym przypadku do czynienia z klasyczną grą z gatunku metroidvanii. Błądzimy więc po labiryntach korytarzy, którymi usiana jest okolica i w wielu miejscach natrafiamy na sytuacje bądź przeszkody, które przerastają naszego bohatera z powodu braku umiejętności bądź niezbędnego sprzętu. Z czasem jednak odkrywamy ścieżki prowadzące do miejsc w których ukrywają się przedwieczni strażnicy. Pokonanie każdego z nich daje nam dostęp do cennych tajemnic starożytnej cywilizacji co owocuje nowymi możliwościami głównego bohatera. Wśród patentów znajdziemy łącznie sześć różnych rozwiązań, w tym takie klasyczne jak możliwość latania czy pływania ale również i np. przeskakiwanie na drugi plan znajdujący się w tle. Posiadając nowe umiejętności ponownie będziemy musieli błądzić i zwykle odwiedzać miejsca w których już byliśmy. Wykorzystując w nich zdobyty sprzęt lub umiejętności odsłaniamy kolejne labirynty korytarzy i pchamy w ten sposób fabułę do przodu. Backtracking siłą rzeczy występuje tu podobnie jak w większości gier z gatunku metroidvanii, ale tutaj nie jest aż tak ekstremalnie wykorzystywany z racji raczej niewielkiego świata gry Xeodrifter. 

Ciekawą opcją jest zdobywanie ulepszeń naszej broni, które możemy załadować wedle uznania w odpowiednie sloty zwiększając szybkostrzelność i moc wybranej broni (dostępnych pięć typów). Daje to spore pole do manewru i często zdarza się, że pewne trudne fragmenty gry, ulegają znacznej zmianie po manipulacji power up’ami i użyciu właściwego karabinu. 

Ogólnie gra się bardzo przyjemnie, nie ma jakichś przestojów i główkowania co i gdzie teraz robić. Okolica standardowo dla tego typu gier ma oczywiście rozsianą garść sekretów, w których znajdziemy dodatkową energię oraz wspomniane już boosty do broni. Ciężko powiedzieć żeby gra jakoś specjalnie wciągała, bo zanim zdąży to zrobić to kończy się i pozostaje pewien niedosyt. Niemniej to co przygotowali twórcy Xeodriftera daje podstawy do stwierdzenia, że można się przy niej świetnie bawić o ile jest się fanem gatunku metroidvanii.

Grafika jest miła dla oka mimo, że jest bardzo mocno rozpikselowana i stylizowana na sprzęt 8 bit. Nominalna rozdzielczość z tego co zaobserwowałem wynosi mniej więcej 200×120 co w rezultacie daje nam przysłowiowe piksele wielkości krowy. Ilość użytych kolorów jest już jednak dużo większa niż mogłyby zaoferować NES, małe Atari czy C64, a co za tym idzie niska rozdziałka dostaje porządnego kopa i ostatecznie grafika prezentuje się całkiem miło dla oka.

Oprawa muzyczna jest bardzo mocno stylizowana na NESową i da się wychwycić charakterystyczne dla tej konsoli sample. Same utwory jakoś nie powalają. Przygrywają sobie w tle i nie przeszkadzają – taka oto jej największa zaleta. Osobiście wolałbym taki retro klimat ale zremasterowany z wykorzystaniem możliwości współczesnego sprzętu. Więcej basu i jakieś sekwencje mówione z pewnością osłodziłyby wszechogarniającą techniczną ascezę. To co otrzymuje gracz jest niezrozumiałe tym bardziej, że grafika jednak ma sporo większą ilość kolorów niż oferowały to 8 i 16 bitowce, i może się podobać. Na tym tle nesowe plumkanie jednak odstaje.

Odbiór gry jest jak najbardziej pozytywny mimo eksploatowanego backtrackingu. Gra jest bardzo krótka i można spokojnie ukończyć ją przy pierwszym podejściu w niecałe 2-3 godziny. Dla wytrwałych jest nawet trofeum za ukończenie gry w czasie poniżej jeden godziny, co w gruncie rzeczy nie jest wcale takie trudne i udało mi się już przy drugim podejściu. Osłodą dla krótkiego czasu gry jest jej niska cena, bowiem Xeodrifter bardzo często bywa w przecenach na 80% i więcej co daje sumkę w okolicach symbolicznych pięciu złotych. Dla niezdecydowanych jest też opcja darmowego dema. Za tę kwotę to i tak kawał świetnego szpila.

Gra wspiera Cross-Buy, czyli kupując grę na PS4 otrzymujecie również zupełnie za darmo wersję tej gry na PS VITA.

Ocena ogólna

Xeodrifter

PLAYSTATION 4

Grafika
50%
Dźwięk
40%
Grywalność
90%

Komentarze

  1. Wygląda to bardzo ciekawie, a i tekst dobry. Dobrze, że wśród zalewu pixelartowego chłamu, można wciąż trafić na takie petełki.

Skomentuj Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.