Donkey Kong

NES

Utworzono: 28 kwietnia 2019
Autor: Jedah
Odsłon:

41

   Donkey Kong to postać, której chyba żadnemu fanowi gier wideo nie jest obca. Na początku lat 80 – tych była prawdziwym hitem salonów gier. Nic więc dziwnego, że wraz ze wzrostem popularności konsol i komputerów domowych, niesforny goryl został przeportowany na niezliczone ilości maszyn do grania. Jedną z nich był, mający premierę w 1983 roku, Famicom. Właśnie ta wersja Donkey Konga będzie tematem mojej recenzji.

   Główny bohater, stolarz o imieniu Jumpman, posiada nietypowe zwierzątko domowe. Jest nim olbrzymi goryl o imieniu Donkey Kong. Niestety właściciel nie traktuje najlepiej swojego pupila i ten ucieka, porywając ze sobą ukochaną naszego bohatera, Lady. Niewiele się zastanawiając, Jumpman rusza na ratunek.

   Gdyby ktoś z odwiedzających tę stronę jakimś cudem tego nie wiedział, celem gry jest dotarcie na  samą górę każdej z kilku konstrukcji, gdzie znajduję się goryl wraz z porwaną ukochaną.   Oczywiście nie jest to zadanie proste, ponieważ Donkey Kong na każdej planszy zsyła na nas różne paskudztwa utrudniające nam życie. Będziemy musieli unikać m.in. toczących się w naszą stronę beczek, ścigających nas płomieni, czy uważać na spadające z góry sprężyny. Tutaj docieramy do największej wady famiconowego portu.  O ile na automatach, rozgrywka toczyła się na czterech poziomach to tutaj, do dyspozycji oddano jedynie trzy. Pamiętacie etap z taśmami produkcyjnymi z wersji arcade? Tutaj niestety go nie uraczycie. Ciężko mi wytłumaczyć czemu się nie pojawił. Prawdopodobnie w momencie premiery gry twórcy jeszcze nie potrafili wykorzystać pełnego potencjału konsoli  i musieli pójść na ustępstwa. Za to pozostałe trzy etapy zostały odwzorowane bardzo wierne i trzeba im przyznać, że są dość pomysłowe.

    W pierwszej lokalizacji wspinamy się po siedmiu przekrzywionych przez goryla platformach połączonych drabinami. Musimy unikać spuszczanych przez Donkey Konga beczek, a także płomieni, jakie pojawiają się u dołu ekranu. W drugiej planszy będziemy się piąć na szczyt, korzystając z wind poruszających się w przeciwnych kierunkach. Musimy po drodze unikać ogników, a także wyrzucanych z góry przedmiotów. Ogień również będzie nas nękał w ostatniej trzeciej lokacji. Tu z kolei naszym zadaniem będzie usunięcie ośmiu bolców podtrzymujących konstrukcję w całości, celem zrzucenia Donkey Konga na sam dół. Plansze są zaprojektowane solidnie i przechodzenie ich sprawia sporo frajdy. Po ukończeniu wszystkich gra zaczyna się od nowa na wyższym poziomie trudności i tak w kółko, aż ostatecznie zużyjemy wszystkie trzy posiadane życia (dodatkowe możemy zdobywać za uzyskanie odpowiedniej ilości punktów). Wyższe poziomy trudności różnią się większą ilością przeszkód, a także prędkością ich poruszania się.

    Sterowanie składa się ze strzałek kierunkowych i przycisku odpowiadającego za skok. Ułatwia on nie tylko pokonywanie przepaści, ale również przeskakiwanie nad ogniem i beczkami, za co otrzymujemy punkty. Choć skakanie wydaje się dość toporne względem nowszych platformerów, to sprawują się całkiem dobrze. Świetną broń przeciwko przeszkodom stanowi także obecny na niektórych planszach młotek. Po jego zebraniu przez jakiś czas Jumpman wymachuje nim nieustannie, niszcząc napotkane na drodze przeszkadzajki. Niestety, na czas posiadania tego oręża poruszamy się wolniej i nie możemy wspinać się po drabinach. Nawet jeśli potrzebowałem zniszczyć tylko jeden obiekt, musiałem odczekać swoje, aż młotek zniknie. Nie można go wyrzucić bowiem wcześniej. Oprócz niego opcjonalnie możemy zbierać porozrzucane po planszy torebki, kapelusze i parasole Lady, za co otrzymujemy dodatkowe punkty. Skoro już o punktacji mowa, po prawej stronie ekranu odliczany jest bonus, którego wartość z biegiem czasu spada. Im wcześniej ukończymy poziom, tym większą premię punktową dostaniemy. Warto także wspomnieć o trybie dla dwóch graczy. Gdy jeden zginie, do gry wkracza drugi.

    Grafika, choć z racji ograniczonych możliwości technicznych, jest uproszczona względem wersji automatowej, prezentuję się bardzo przyzwoicie. Dobre wrażenie sprawia animacja postaci zwłaszcza gestykulacja i mimika Donkey Konga. Plansze są czytelne i nie sprawiają problemów
w odnalezieniu się na nich. Trochę szkoda, że wycięte zostały wszystkie przerywniki między poziomami. Nintendo przyzwyczaiło nas już do świetnej muzyki w swoich grach i nie inaczej jest w tym przypadku. Melodie są miłe i przyjemne dla ucha.

     Jak już mogliście przeczytać wcześniej, niestety Donkey Kong na Famicom nie jest pozbawiony wad. Z czego wycięcie jednej planszy i animowanych przerywników, a także problem z młotkiem to nie jedyne z nich. Najbardziej uwiera niewielka liczba etapów. Przejście wszystkich trzech to kwestia kilku minut, a ponieważ potem powtarzają się w kółko, po jakimś czasie gra robi się monotonna. Sytuację trochę poprawia opcja dwóch poziomów trudności do wyboru a także fakt, że z każdym ukończeniem wszystkich etapów gra staję się coraz cięższa. Jednak po jakimś czasie część graczy może poczuć się znużonych.

    Mimo swoich wad ciężko Donkey Konga nie polecić. Etapy są świetnie zaprojektowane, a bicie kolejny rekordów punktowych sprawia sporo frajdy. Choć grywalnością nie dorównuję pierwowzorowi, to ciągle jest jasnym punktem w famicomowej bibliotece.

Ocena ogólna 8.0

Autor: Jedah

Grafika 80%

Dźwięk 80%

Grywalność 80%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie