Quake

Nintendo 64

Utworzono: 4 grudnia 2008
Autor: Axi0maT
Odsłon:

3033

W 1996 roku firma Id Software, znana dotychczas głównie z fenomenalnej gry Doom, wydała pierwszą grę FPP w pełnym 3D. Quake, bo o nim mowa, odniósł ogromy sukces i niespełna dwa lata po premierze zawitał również na Nintendo 64. Konwersja w pełni udana, choć w międzyczasie na rynku zdążyło pojawić się mnóstwo innych gier tego typu i niestety okazało się, że „100% killer” nie miał łatwego startu na tej konsoli. Czy wśród licznych gier FPP na Nintendo 64 warto wciąż zwrócić uwagę na Quake’a 64?

Fabuła gry jest praktycznie żadna. Zostajemy rzuceni do dziwnego kompleksu z giwerą w łapie i mamy wyciąć w pień wszystko co się rusza. Do eksterminacji wrogów gracz na starcie dostaje topór dwusieczny (!) oraz shotguna, który w zupełności zaspokaja potrzeby każdego filmowego psychopaty zza oceanu, ale tutaj jest zaledwie bronią podstawową. Na początku świetnie nadaje się do odstrzelenia kilku pomniejszych patałachów, ale szybko okazuje się, że jest on niewystarczający na mocniejszych przeciwników. W nasze ręce trafiają więc kolejne bronie i tu ciekawostka, bo zasadniczo dostępne są 4 rodzaje amunicji, z czego 3 z nich mogą być używane z dwoma różnymi giwerami, np. naboje do shotguna pasują również do dubeltówki. Wyjątkiem są baterie do najsilniejszej broni w grze - Thunderbolta. Na szczególną uwagę zasługują gwoździe. Tak, dobrze czytacie, nie przewidziało wam się. Ta, jakże oryginalna, amunicja używana w specjalnym Nailgunie sieje śmierć i zniszczenie w ekspresowym tempie. W grze Quake 64 ma ona bowiem postać czegoś na wzór specjalnego karabinu maszynowego. Posiadacze Rumble Paka będą mogli rozkoszować się wyjątkowo przyjemnym efektem wibracji podczas strzelania z tej broni, więc kto nie ma „wstrząsacza” niech koniecznie się w niego zaopatrzy! Niektóre z potworów są bardziej wrażliwe na pewne typy uzbrojenia, dlatego też warto eksperymentować z nowo napotkanymi przeciwnikami i sypać do nich na przemian z różnych giwer aby wyczuć ich słabsze strony.

Niewielka liczba narzędzi do mordowania w pełni rekompensuje ich jakość. Zabija się często i przede wszystkim brutalnie. Walka bardziej przypomina egzekucje niż polowanie na grubego zwierza. Rozczłonkowane ciała wrogów latają w powietrzu, a odgłos mlaśnięcia upadającej na posadzkę głowy pozostaje w pamięci jeszcze na długo po zakończeniu gry. Trochę szkoda, że walające się po podłodze resztki ciał dość szybko znikają, bo można by z nich zrobić dywan... Fontanny krwi tryskające z pomordowanych usatysfakcjonują nawet najbardziej wybrednych, a fani serii Mortal Kombat zapewne będą w siódmym niebie. Jest brutalnie, okrutnie i krwiście. Do tego wszystkiego dochodzą okultystyczne lokacje pełne najdziwniejszych symboli bowiem gra ociera się o mitologię Cthulhu. Klimat jest wręcz nieziemski. Osamotniony żołnierz rzucony pomiędzy żądne krwi bestie, tak naprawdę bardziej walczy o przetrwanie niż myśli o wykonaniu swojej misji. Ciężko znaleźć drugą grę, w której wróg pała aż taką nienawiścią i chęcią zamordowania głównego bohatera. Ryki i wściekłość przeciwników są tak realistyczne, że czasem gracz aż się waha kto tu na kogo tak naprawdę poluje.

Do przejścia mamy 25 długich, trudnych i zakręconych poziomów. Wszystkie etapy utrzymane są w podobnej do siebie konwencji głównie za sprawą niemal identycznej kolorystyki. Układ plansz jest jednak tak bardzo zróżnicowany, że praktycznie nie można znaleźć powtarzających się fragmentów i rozwiązań. Każda jest doskonale zaprojektowana i na swój sposób wyjątkowa. Raz przebijamy się przez zabudowania przypominające kosmiczną bazę, aby za chwilę trafić do okultystycznej świątyni lub fragmentów zamczyska. Ogólnie ciężko opisać lokalizacje, ponieważ są one tak odjechane, że nie sposób przyrównać je do rzeczywistych budowli. Nie przypominają one bowiem czegokolwiek normalnego. Pomimo zróżnicowania wszystkie etapy tworzą jednak spójną całość. Gdyby istniał ranking najbardziej zakręconych i najlepszych plansz, to z pewnością Quake mieściłby się w ścisłej czołówce.

Na planszach standardowo, prócz wrogów i licznych pułapek, znajdziemy również bonusy, które pomogą nam w naszej misji. Są więc apteczki, amunicja, broń, pancerze, klucze, a także runy. Ciekawostką są bonusy dające ekstremalną wytrzymałość oraz takie, które skrajnie zwiększające zadawane przez nas obrażenia. Na planszach można też znaleźć ukryte przejścia prowadzące do sekretnych komnat, w których na gracza czekają wyżej wymienione bonusy.

Niestety wszystkie te atrakcje zarezerwowane są tylko dla najbardziej wytrwałych. Gra jest piekielnie trudna i co za tym idzie wiele osób może dość szybko zniechęcić się do tego tytułu. Jednym z powodów podwyższonego poziomu trudności jest fakt, że stan gry można zapisywać jedynie po zakończeniu każdej planszy (dostępny jest również system kodów). O ile przejście dziesięciu pierwszych etapów nazwać można jeszcze przyjemnym, o tyle późniejsze potrafią dać nieźle w kość. Każdy kolejny poziom jest coraz bardziej rozbudowany i naszpikowany coraz większą ilością wrogów oraz pułapek. Stracić życie jest niezwykle łatwo, szczególnie, że bardzo często trafia się na twardych bydlaków, których ubić można w szybki sposób jedynie za pomocą granatnika lub wyrzutni rakiet. Szczególnie ten pierwszy potrafi płatać figle bo mimo, że przydaje się do usuwania niewygodnych przeciwników zza winkla to siła wyrzutu jest dość duża i zdarza się, że wystrzelony granat wraca do nadawcy zamiast trafić do adresata.

Ze względu na ograniczoną pojemność kartridża, z gry usunięto niewielką planszę początkową w której w oryginale wybiera się poziom trudności oraz lokalizacje z teleportami do poszczególnych etapów. Strata żadna, bowiem dzięki temu zabiegowi gra zyskała ciągłość wątku fabularnego i jest bardziej spójna. Do wersji na konsolę Nintendo 64 nie załapało się również sześć plansz do rozgrywki multiplayer. Jest czego żałować, bo w ten sposób ucierpiała żywotność Quake’a w rozgrywce dwuosobowej. Mniej plansz – mniejsza ilość zabawy.

Pora powiedzieć coś o oprawie graficznej gry Quake 64. Przede wszystkim należy pamiętać, że mamy do czynienia z konwersją pierwszego prawdziwego komercyjnego shootera 3D pracującego na silniku graficznym wyświetlającym w pełni trójwymiarowe modele z użyciem tekstur. Na szczęście twórcy konwersji na Nintendo 64 podrasowali nieco oprawę w stosunku do pierwowzoru, dzięki czemu możemy cieszyć się świetnie rozmytymi teksturami. Może nie są one najwyższych lotów, szczególnie w przypadku wrogów, którzy z bliska wyglądają jak brudne plamy (zawsze to jednak lepsze niż obrzydliwie rozpikselowane obiekty), ale ostatecznie w skali całości prezentują się całkiem przyzwoicie. Niektórym przeciwnikom brakuje kilku klatek animacji tu i ówdzie, przez co zdają poruszać się nieco chaotycznie. Największe zastrzeżenia dotyczą jednak wizualizacji wybuchów i krwi. Wyglądają jak rozbryzgujące się po ekranie piksele. Początkowo potrafi to odepchnąć, ale zapewniam was, że można się do tego przyzwyczaić, a nawet czerpać swoistą przyjemność z tego, jakże oryginalnego widoku krwi. Jeśli już o czepianiu mowa, to wspomnieć należy również o tym, że mimo zauważalnego zróżnicowania w układach poziomów, całość utrzymana jest w bardzo zbliżonej konwencji. Dominują ponure, ciemne i brunatne odcienie. Sprawia to, że gra ma wyjątkowo mroczną oprawę z pewną szczyptą gotyku. Ma to swój specyficzny urok i nie każdemu będzie się to podobać.
Przydałoby się aby twórcy wykorzystali możliwości Expansion Paka, który pozwoliłby na grę w wyższej rozdzielczości i użycie tekstur lepszej jakości. Na tą przyjemność posiadacze Nintendo 64 musieli czekać ponad rok, bowiem rozwiązanie to trafiło dopiero do drugiej części gry – Quake II.

Ciężko mówić o jakiejkolwiek muzyce w trakcie gry (do pierwotnej PeCetowej wersji muzykę napisał Trent Reznor z zespołu Nine Inch Nails). Mamy tu do czynienia bardziej z swego rodzaju ambientem. W trakcie rozgrywki towarzyszą nam odgłosy otoczenia i szczątki ścieżki dźwiękowej. Bulgotanie, mlaskanie i złowieszcze pomruki żądnych krwi potworów sprawiają, że niejednokrotnie graczowi przechodzą ciarki po plecach. A gdzieś w tle ledwie słyszalne pseudoindustrialne odgłosy nadające temu dziwnemu, demonicznemu światu namiastkę nowoczesności. Tego nie można opisać. To po prostu trzeba przeżyć, bo cóż może być bardziej motywującego do naciśnięcia spustu w broni od odgłosu odpalanej piły łańcuchowej dobiegającej zza rogu? A coraz wyraźniejszy odgłos granatu odbijającego się od ścian? Sprawia, że mimowolnie nerwowo rozglądasz się wokół. Dźwięk z całą pewnością jest z najwyższej półki i dlatego polecam grać w słuchawkach aby moc w pełni się nim delektować.

Quake to gra z wszech miar wyjątkowa i będąca jednym z najważniejszych tytułów w dziejach elektronicznej rozrywki. Od Quake’a rozpoczął się prawdziwy rozwój 3D gier FPP, który trwa do dnia dzisiejszego. Z całą pewnością jest to pozycja wybitna, ale również i obowiązkowa dla wszystkich chcących poznać korzenie shooterów 3D. Dwa lata poślizgu pomiędzy premierą gry, a jej konwersją na Nintendo 64 pozwoliło firmie Midway na optymalizację kodu specjalnie dla tej konsoli. Nie zobaczymy tu wstrętnych pikseli wielkości krowy, które pierwotnie musieli oglądać posiadacze komputerów PC oraz Segi Saturn. Zamiast tego możemy delektować się świetnie rozmytymi teksturami i do tego nie musimy martwić się spadkami framerate’u.

W momencie wydania Quake’a 64, na rynku były już bardzo mocne gry FPP jak Turok Dinosaur Hunter, GoldenEye 007 i Duke Nukem 64, z którymi musiał konkurować. Już na starcie miał więc pod górkę, stąd nie odniósł na konsoli Nintendo 64 takiego sukcesu jakiego się spodziewano. Dopiero wydany rok później sequel – Quake II - przyniósł autorom upragniony zysk i uznanie graczy. Mimo wszystko pierwsza część to wciąż bardzo dobry tytuł godny polecenia. Nawet po latach da się w niego grać z przyjemnością, głównie za sprawą niepowtarzalnego klimatu. Przed zakupem warto jednak przypomnieć sobie o tym, że Quake 64 jest brutalny, pełen przemocy i podtekstów okultystycznych, a więc nie jest grą dla pierwszego lepszego zjadacza chleba. Jeśli za młodu wyrywałeś motylkom skrzydełka, przywiązywałeś puszki do ogona kotowi sąsiadów i wolałeś zabijać Pokemony niż je zbierać, to Quake 64 jest właśnie dla ciebie.

Ocena ogólna 8.3

Autor: Axi0maT

Grafika 70%

Dźwięk 100%

Grywalność 80%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie