RetroAge Recenzja, Saturn Fighting Vipers
RecenzjaSaturn

Fighting Vipers

Loading

Konsola Sega Saturn kojarzy nam się głównie negatywnie – jako ta gorsza od PlayStation, z dziwaczną i skomplikowaną do zaprogramowania grafiką 3D. Konsolą na którą było mało gier i która słabo się sprzedawała. Tą ze słabym (za wyjątkiem Japonii) marketingiem i brakiem porządnej platformówki z Sonicem. A gdyby tak poszukać pozytywów? No, to na Saturnie były dobre bijatyki.  Tak? A jakie? … Virtua Fighter… i… Virtua Fighter2…

Skoro już ktoś wspomniał o Virtua Fighter 2, warto powiedzieć o kolejnej pozycji, która wyszła spod palców zdolnych programistów pracujących pod szyldem Sega AM2. Na miesiąc przez konsolową premierą wspomnianego wyżej tytułu, w japońskich salonach arcade pojawiły się automaty z grą Fighting Vipers. Tytuł szybko znalazł uznanie w oczach graczy, popularnością przebijając nawet genialne VF2. Niestety sukcesu nie udało się powtórzyć zarówno w USA jak i Europie. Konwersja na Saturna była tylko kwestią czasu, a biorąc pod uwagę że Fighting Vipers używa lekko zmodyfikowanego silnika VF2, płytki z nową bijatyka zakręciły się w czytnikach konsol już po 9 miesiącach od premiery arcade.

Jako, że mamy do czynienia z bijatyką nie widzę sensu rozgryzania zawiłości fabularnych Fighting Vipers. Wystarczy wspomnieć, iż mamy do czynienia z młodzieżowym turniejem walk ulicznych. Do dyspozycji graczy oddano na początku ośmioro nastolatków w wieku 16-19 lat, nie mających wiele wspólnego ze sztukami walk – rowerzysta, gitarzysta, projektantka mody… Jednym słowem zróżnicowaniem postaci w porównaniu do VF2 gra nie zachwyca. Nie rozczarowuje natomiast lista możliwych do wykonania ciosów, gdzie przy każdej z postaci w instrukcji do gry znajdziemy około 50 różnych kombinacji.

Jak wspomniałem wcześniej, Fighting Vipers używa zmodyfikowanego silnika Virtua Fighter 2. Pozostał sprawdzony 3 przyciskowy system „ręka, noga, blok” oraz księżycowa grawitacja podczas skoków, poprawiono natomiast detekcję kolizji, a także wprowadzono dwie „nowości” podkręcające atrakcyjność i dynamikę rozgrywki. Po pierwsze koniec z tanim wyrzucaniem przeciwnika z areny – tym razem teren walki jest otoczony różnego rodzaju ogrodzeniami, przez co możemy przysnąć przeciwnika do ściany gdzie łatwiej położyć go serią efektownych ciosów. Na dodatek odpowiednio wykonanym ostatnim ciosem możemy zawiesić przeciwnika na ogrodzeniu, lub nawet rozwalić ogrodzenie wyrzucając oponenta poza pole gry. Druga nowość ma związek z ubiorem postaci, który na pierwszy rzut oka wydaje się być przekombinowany, pełni natomiast ważną rolę ochraniaczy. Obok pasków energii wojowników znajdziemy podzieloną na strefy sylwetkę człowieka przedstawiającą stan ochraniacza danej części ciała. Jak łatwo się domyślić, podczas walki możemy pozbawić przeciwnika części ubioru, przez co staje się on mniej odporny na nasze ciosy. Oczywiście rzecz działa też w drugą stronę. Mimo, iż nie jestem pasjonatem bijatyk, dzięki wprowadzeniu tych dwóch dodatków w Fighting Vipers grało mi się przyjemniej niż w Virtua Fighter 2.

W menu gry bez większych niespodzianek, można by powiedzieć – standard. Tryby arcade, vs., treningowy, tryb walki drużynowej, galeria obrazków postaci do odblokowania (nieobecne w wydaniu USA), oraz możliwość obejrzenia 30 sekundowych fragmentów walk nagranych podczas gry.

Pod względem oprawy dźwiękowej produkcje Sega AM2 zawsze stały na wysokim poziomie i nie inaczej jest tym razem. Duże zmiany w porównaniu do Virtua Fighter 2 zaszły pod względem grafiki. Nowości w postaci ogrodzeń aren oraz ochraniaczy postaci nie pozwoliły na cięcia w liczbie wyświetlanych na ekranie wielokątów. Sytuacji nie poprawiał też dużo lepszy system oświetlenia, przez co pod „nóż” poszła wysoka rozdzielczość ekranu. Z drugiej strony mówiąc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i zaoszczędzonej w ten sposób mocy wystarczyło jeszcze na zastosowania cieniowania gourauda postaci nieobecnego w wersji arcade.

Wersja europejska tradycyjnie działa w 50 klatkach na sekundę i jest to jedyna wada tego wydania w porównaniu do USA, gdzie ze względu na młody wiek zawodniczek ocenzurowano obrazki wyświetlane po ukończeniu gry zastępując część z nich klatkami z intro. Najbardziej oberwało się 16 letniej Candy (w wersji japońskiej Honey). Najbogatszą w treści jest wersja japońska i w pierwszej kolejności powinniście brać pod uwagę zakup tego wydania. Podobnie jak w wydaniu europejskim nie ma cenzury. Dodatkowo możemy odblokować 2 dodatkowe stroje dla Honey. Jakby tego było mało, w Japonii Fighting Vipers było sponsorowane przez Pepsi, przez co podczas gry natrafimy na przykład na deskorolkę z logo Pepsi, ciężarówkę Pepsi… a także na ukrytą postać do odblokowania – Pepsimana.

Podsumowując, Fighting Vipers można spokojnie zaliczyć do czołówki Saturnowych bijatyk, a nawet do topowych przedstawicieli tego gatunku obecnych na konsolach piątej generacji. Jeśli nudzi was artyzm i finezja Virtua Fighter 2 a szukacie efekciarstwa i dynamicznej walki – szczerze polecam recenzowany tytuł.

Ocena ogólna

Fighting Vipers

SEGA SATURN

Grafika
90%
Dźwięk
90%
Grywalność
90%

Komentarze

  1. Mocne rozpoczęcie Nowego Roku ! Jedna z moich ulubionych gier na Saturna, Virtua Fightery były dla mnie ciut za wymagające, a Fighting Vipers doskonale wpasowywał się w moje moiżliwości 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.