![]()
Początek maja 1986 roku miałem wtedy sześć lat więc dokładnej daty po prostu nie pamiętam. Wracałem do domu na rowerze wraz z rodzicami i młodszym bratem od babci. Na trasie zatrzymała nas znajoma pielęgniarka, która poleciła nam udać się do gminnego ośrodka zdrowia, gdzie mieliśmy z bratem otrzymać jakiś preparat ochronny, który dzień później miał być podawany dzieciom w szkołach i przedszkolach. Samego momentu, jak i smaku płynu Lugola (na szczęście) nie pamiętam, jednakże z tego okresu utkwiło mi w głowie jedno złowrogie słowo – „Czarnobyl”.
Czerwona książeczka
„Czarnobyl” powrócił do mojej świadomości 3-4 lata później w kontekście anulowania budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Żarnowcu. Pierwsze informacje na temat katastrofy reaktora czwartego bloku czarnobylskiej elektrowni przeczytałem w „Kronice XX wieku” dostępnej na półkach gminnej biblioteki. Mimo iż nie marzyłem o karierze fizyka jądrowego – zakupiłem też książeczki „Jak zbudowany jest atom” oraz „Jak pracuje atom”. Dopiero w szkole średniej udało mi się wypożyczyć czarnobylską biblię – książkę Grigorija Medwiediewa „Raport z Czarnobyla”. Niezwykle wciągająca lektura, opisująca przyczyny, przebieg oraz skutki awarii. Moja ciekawość została w końcu zaspokojona. O tym, że padłem ofiarą radzieckiej propagandy dowiedziałem się wiele lat później.
W dniach 25-29 sierpnia 1986 roku w Wiedniu miała miejsce konferencja Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) na której radzieccy naukowcy przedstawili przyczyny wypadku jądrowego, który miał miejsce na czwartym bloku czarnobylskiej elektrowni. Zaskakująca otwartość oraz rzetelność przedstawianych faktów mocno zaskoczyła zachodnich ekspertów, co pozwoliło na odwrócenie ich uwagi od faktycznych przyczyn wypadku i przypisanie całkowitej winy operatorom reaktora. Nastęnie Międzynarodowa Grupa ds. Bezpieczeństwa Jądrowego (INSAG) opublikowała raport podsumowujący spotkanie przeglądowe po katastrofie w Czarnobylu – tzw. INSAG-1. Po upadku ZSRR i uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę, na światło dzienne zaczęły wychodzić nowe fakty oraz świadectwa manipulacji informacjami i danymi dotyczącymi awarii reaktora czwartego bloku EJ Czarnobyl. W związku z tym w 1992 roku zostaje opublikowany zaktualizowany o nowe ustalenia raport INSAG-7 przesuwający odpowiedzialność za wypadek na wady konstrukcyjne reaktorów RBMK oraz systemowe zaniedbania w kulturze bezpieczeństwa jądrowego w ZSRR. Od tej pory wszelkie publikacje nie uwzględniające zaktualizowanego raportu uznawane są za nieprawdziwe.
Wracając do „Raportu z Czarnobyla” Medwiediewa, możemy określić go jako majstersztyk radzieckiej manipulacji, w przystępny sposób opisujący „Wiedeńską” wersję wydarzeń. Książka została przetłumaczona na wiele języków przez co (jak na poruszaną tematykę) osiągnęła międzynarodowy sukces – a cytaty i odniesienia do zawartych w niej treści znajdziemy wielu nawet współcześnie tworzonych artykułach, książkach i filmach. W „Raporcie…” autor przedstawia się jako ekspert od energetyki jądrowej i były pracownik Czarnobylskiej EJ. W rzeczywistości w latach 1964-1972 pracował on na doświadczalnym reaktorze WK-50 w mieście Melekess (obecnie Dymitowgrad), a następnie do 1974 roku jako inżynier podczas budowy obiektu w Czarnobylu – gdzie pierwszy reaktor uruchomiono dopiero w 1977 roku. Następnie G. Medwiediew przeprowadził się do Moskwy, gdzie zajmował się dostarczaniem osprzętu do elektrowni.
RBMK ostrzega po raz pierwszy
Wieczór, 29 listopada 1975 roku pierwszy blok Leningradzkiej EJ. Po wcześniejszym uruchomieniu reaktor osiąga 2600 MW mocy cieplnej, po czym pojawia się problem z jedną z turbin generatora energii elektrycznej. Postanowiono odłączyć niesprawny sprzęt – w tym celu moc reaktora powinna być zmniejszona do ½ mocy nominalnej, czyli 1600 MW. Operację tę kontynuuje nocna zmiana (30 listopada) i po osiągnięciu docelowych parametrów około godziny 2:00 operator odłącza turbinę. Jak się okazało przez pomyłkę pulpitów operatorskich – tą sprawną, przez co włączył się system awaryjny wyłączający reaktor. Zgodnie z obowiązującymi wtedy procedurami, obsługa reaktora ponownie uruchamia jednostkę, po osiągnięciu MKU – czyli minimalnego poziomu kontrolnego reaktora gdzie zaczynają pracować automatyczne regulatory (w przypadku RBMK jest to 160MW) jednostka ponownie wyłącza się (prawdopodobnie przy ręcznym sterowaniu dopływem wody do separatorów pary przesłano jej zbyt dużo do jednej ze stron reaktora). Po czym następuje kolejne uruchomienie jednostki i o godzinie 6:15 po raz kolejny osiągnięto MKU. W ciągu następnych 18 minut następuje wzrost mocy do 800 MW co powoduje pojawienie się sygnału alarmowego o zbyt szybkim wzroście mocy. Mimo to operatorzy podłączają sprawną turbinę dzięki czemu generator wytwarza 300MW energii elektrycznej. Następnie moc reaktora rośnie o 100 MW w zaledwie 10 sekund oraz pojawiają się sygnały o zmniejszonym przepływie wody w niektórych kanałach. Operator wyłącza automatyczne regulatory i ręcznie wprowadza do rdzenia grupy prętów kontrolnych celem obniżenia mocy dzięki czemu moc reaktora stabilizuje się w okolicach 100 MW. Pojawia się kolejny sygnał – informujący o zawilgoceniu grafitu, co oznacza pęknięcie kanału paliwowego. Operator wciska przycisk AZ-5 – czyli Awaryjnej Ochrony piątej kategorii, co powoduje wyłączenie reaktora. Następnie uszkodzony kanał chłodzono azotem, a skażony promieniotwórczo gaz wypuszczono do atmosfery. Ponieważ pękniętego elementu nie dało się usunąć za pomocą maszyny przeładunkowej – zrobiono to „ręcznie” za pomocą palników gazowych i łomów. W celu ustalenia przyczyn wypadku odpowiednie badania były prowadzone przez Instytut Kurczatowa, a ich wyniki zostały utajnione.
RBMK ostrzega po raz drugi
9 września 1982 roku pierwszy blok Czarnobylskiej EJ. Po zakończonej okresowej konserwacji nadszedł czas uruchomienia reaktora. Między godziną 17:00 a 18:00 jednostka osiąga moc 700MW, przy czym do tego poziomu wzrosła ona z 250MW w ciągu zaledwie 10 minut. W tym czasie z powodu wadliwej pracy zaworu doprowadzającego chłodziwo jeden z kanałów zaczął się błyskawicznie nagrzewać, co spowodowało jego pęknięcie. Skażona para zaczęła przenika do separatora pary, jednakże alarm zawilgocenia grafitu nie zadziałał i operatorzy kontynuowali podnoszenie mocy. W pewnym momencie utracono możliwość kontynuowania pracy i postanowiono wyłączyć jednostkę. Skażona wodna nadal przepływała przez separatory pary, a przenikając do gazowego obiegu reaktora w postaci pary ulatniała się przez komin wentylacyjny powodując skażenie terenu elektrowni, jej okolic oraz miasta Prypeć. Awaria oraz fakt skażenia miasta zostały zatajone.
RBMK ostrzega po raz trzeci
Grudzień 1983 blok pierwszy Ignalińskiej EJ. Podczas testów uruchomieniowych reaktora zauważono, że w pewnych warunkach pracy, gdy pręty kontrolne są całkowicie wyciągnięte do góry, naciśnięcie przycisku AZ-5 zamiast wyłączenia reaktora, powoduje krótkotrwały lecz gwałtowny wzrost mocy. Wyniki badań zostały przesłane do naukowców z Instytutu Kurczatowa którzy je zignorowali, uznając że sytuacja w której zbadane właściwości mogłyby się okazać niebezpieczne jest bardzo mało prawdopodobna.
RBMK ostrzega po raz czwarty
2 czerwca 1985 roku, Smoleńska EJ. Na jednym z bloków reaktor pracuje z 50% mocy przy jednej podłączonej turbinie. Z nieznanego powodu, omyłkowo zostaje ona wyłączona, co powoduje wygaszenie reaktora. Po ponownym uruchomieniu jednostki i osiągnięciu MKU, następuje jej ponowne wyłączenie. Operatorzy kolejny raz uruchamiają reaktor i po 40min około godziny 10:20 osiągają (zbyt szybko) moc 700MW. Z powodu wahań ciśnienia wody obniżono moc do 250 MW i kontynuowano pracę zwiększając moc reaktora . Następnie o 11:15 pojawia się sygnał obniżenia poziomu wody w separatorach pary przez co obniżono moc do około 150 MW, po czym kontynuowano jej podnoszenie. Ostatecznie ze względu na różne sygnały (powodowane prawdopodobnie przez zbyt nagłe przyspieszenia reakcji) w godzinach 8:53-1:00 został częściowo wyłączony 6 lub 7 razy. W tym miejscu możemy zadać pytanie „dlaczego mimo niezrozumiałego dla obsługi zachowania reaktora nie podjęto decyzji o wyłączeniu go?”. Po pierwsze, regulamin obsługi jednostki zawierał procedury ponownego uruchomienia po chwilowym spadku mocy poniżej MKU. Po drugie, żaden punkt regulaminu nie nakazywał wyłączenia reaktora w tego typu sytuacjach. Po trzecie, nadrzędnym celem jednostek RBMK było produkowanie energii elektrycznej i nie mające poparcia w regulaminie wyłączenie groziło degradacją stanowisk lub utratą pracy przez operatorów. Uzyskane podczas tego dnia pracy dane zostały przesłane do Instytutu Kurczatowa gdzie zostały zignorowane lub utajnione.
25 kwietnia 1986 roku blok 4 Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej
„Test turbiny” – cele eksperymentu
Eksperyment miał sprawdzić czy obracająca się siłą bezwładności turbina generatora jest w stanie zasilić pompy awaryjnego chłodzenia reaktora. Rozwijając temat, program testu miał zasymulować warunki w których uszkodzona zostaje jedna z rur głównych pomp cyrkulacyjnych co powoduje wyłączenie reaktora i utratę zasilania wewnętrznego. Od tej chwili jednostka chłodzona jest za wykorzystaniem pomp awaryjnych korzystających z zasilania zewnętrznego. Dalsza część doświadczenia przewiduje pełną utratę zasilania obiektu, przez co zostają uruchomione awaryjne generatory diesla – z podobną sytuacją mamy do czynienia obecnie w wyniku rosyjskiej specjalnej operacji wojskowej na Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej (Ukraina). Problem w tym, że ówczesne radzieckie generatory diesla potrzebowały około 30 sekund na pełny rozruch. W cywilizowanych warunkach, wymieniono by je na szybsze, jednakże takie nie były dostępne w ZSRR. Dlatego też zapewnienia zasilania do czasu uruchomienia zapasowych generatorów miało spocząć na obracające się przez jakiś czas turbiny. Pozostawało pytanie czy turbina będzie wstanie zapewnić wymaganą energię przez cały wymagany czas. Dziś możemy zastanawiać się dlaczego odpowiednie testy nie zostały wykonane w zakładzie produkującym turbiny. W ZSRR podejmowano jednak niezrozumiałe ówcześnie decyzje i odpowiednie badania miały zostać przeprowadzone przed uruchomieniem nowo budowanych bloków jądrowych. Odpowiedzialny za projekt naukowy RBMK Instytut Kurczatowa oraz główny konstruktor reaktora NIKIET zlecili przeprowadzenie testów na Czarnobylskiej oraz Kurskiej elektrowni jądrowej, gdzie według nowego projektu powstały bloki jądrowe drugiej generacji (blok 3 oraz blok 4). Dyrekcja Kurskiej elektrowni przesłała odmowę wykonania zadania. Inaczej postąpiła dyrekcja obiektu w Czarnobylu.
Mimo iż dyrektor Czarnobylskiej EJ swoje stanowisko otrzymał ze względu na przynależność partyjną, był uznany ekspertem od elektrowni węglowych – a przecież elektrownie jądrowe od tychże różnią się jedynie rodzajem kotła. A przynajmniej tak wyglądała świadomość Wiktora Briuchanowa w czasie gdy obejmował swoją nową posadę. Sytuacja ta zmieniła się po awarii pierwszego bloku w 1982 roku. Od tej pory Briuchanow pisał wnioski o przeniesienie na inną jednostkę (węglową), które spotykały się z odpowiedziami odmownymi. Wykonanie testu turbiny miało być zasługą dzięki której liczył on na pozytywne rozpatrzenie swojej sprawy.
Na koniec kwietnia 1986 roku zaplanowano wyłączenie reaktora czwartego bloku w celach konserwacyjnych, dzięki czemu pojawia się kolejna okazja do przeprowadzenia testu turbiny, gdyż dwie lub trzy poprzednie próby zakończyły się niepowodzeniem. Jednakże zarówno Wiktor Briuchanow jak i naczelny inżynier elektrowni Nikołaj Fomin nie zwracają na to zbyt wielkiej uwagi – wszak awanse mają już prawie w „kieszeniach”. Podczas pierwszomajowego święta Czarnobylska Elektrownia Jądrowa ma otrzymać nagrodę największego producenta energii elektrycznej w ZSRR za 1985 rok.
Program testu od strony reaktorowej został przygotowany przez Anatolija Diatłowa – zastępcę głównego inżyniera elektrowni, odpowiedzialnego za bloki trzeci oraz czwarty. Natomiast w części mechanicznej, inżynierowie z charkowskich zakładów „Turboatom” – producenta turbin. Według G. Medwiediewa – Diatłow do Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej przybył ze stoczni montującej reaktory jądrowe na okrętach podwodnych, gdzie brał udział w wypadku jądrowym w wyniku którego uległ napromieniowaniu. W „Raporcie z Czarnobyla” przestawiany jest jako nie mający przyjaciół, psychopatyczny despota, biegający po elektrowni i krzyczący na podległych mu pracowników. O ile fakt pracy w zakładzie okrętowym nie podlega dyskusji, tak pozostałe informacje znajdziemy jedynie u Medwiediewa. Ze stoczni, za Diatłowem do Czarnobyla przybyło około 30 inżynierów, nazywanych później „stoczniowcami”. To właśnie ze względu na dobre relacje z tą grupą pracowników, Anatolij w okolicach 1982 roku objął stanowisko zastępcy głównego inżyniera – prawdopodobnie było to dla niego najwyższy możliwy stopień awansu, gdyż nie należał on do „partii”. Prowadzone okresowo badania psychologiczne pracowników Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej nie wykazywały żadnych odchyleń od innych załóg tego typu jednostek, zarówno pod względem psychiki operatorów jak i stosunków panujących w społeczności pracowników. Według Borysa Stolarczuka, głównego inżyniera odpowiedzialnego za hydraulikę reaktora podczas katastrofy na czwartym bloku elektrowni, Diatłow był surowym, ale bardzo kompetentnym kierownikiem, stanowiącym dla swoich podwładnych autorytet w dziedzinie reaktorów jądrowych. Dlaczego, mimo dużego znaczenia testu, jego program nie został przygotowany przez głównego inżyniera Nikołaja Fomina? Otóż, swoje stanowisko zawdzięczał on nominacji partyjnej, a niezbędną minimalną wiedzę w temacie zdobył podczas kursu korespondencyjnego.
c.d.n.
